wtorek, 15 września 2015

Uważna obecność.

Nadeszła. Jak co roku sławię jej uroki. Po swojemu. Na kolorowo, mgliście, rozmarzenie i z nadzieją na ogromne zmiany. Wyhamowuję, choć nie jest łatwo. Z niecierpliwością czekam na przyjęcie Zosi - studentki z Polski, przyjazd Róży do Brukseli i szykuję swój wyjazd do Polski. A jest co szykować! Poza tym przeprowadzka w pracy, przeprowadzka biura w domu, dobrze przynajmniej, że w osobistym życiu nie ma większych przemeblowań. Bo jeszcze tego by brakowało! 
Jednym słowem jestem rozedrgana. A nie powinnam.
Ciągle się uczę - a jesień ku temu jak najbardziej sprzyja - skupiać się na jednej rzeczy, delektować się chwilą, być uważną, nie tracić kontaktu z rzeczywistością. Tą prawdziwą, nie wirtualną.


Nie jest łatwo. Jak tu być zen, kiedy wczoraj straciłam wszystkie dane z urządzenia zwanego telefonem nowej generacji. I bynajmniej nie o kontakty mi chodzi, bo przyjaciele poodnajdują się siódmym zmysłem, albo zrobi się zbiórkę na facebooku. Gorzej z moimi notatkami, miesiące pracy! (konkretnie pięć, bo tak długo nie robiłam archiwizacji) 
Mąż załamał ręce nad moja niewiedzą (wydawało mu się oczywiste, że to robię), a jak próbowałam wyjść z twarzą, noszalancko twierdząc, że nie chcę być niewolnikiem swego telefonu i nie zamierzam archiwizować ni robić czegokolwiek innego na żądanie, skwitował  krótko i flegmatycznie: "To musisz się określić: albo nowoczesny telefon i jesteś niewolnikiem, albo wolność ze starą, rozpadającą się Nokią w szufladzie". 
No i niestety, z względów praktycznych wybrałam to pierwsze! Zdrajczyni! Do Nokii czuję wielki sentyment, znosiły o wiele lepiej kontakt z asfaltem/oponą samochodu/wodą (zaznaczyć odpowiednie), niż obecne cuda elektroniki, ale niestety... 
Życie wymaga kradnięcia wolnych chwil wszędzie, a wtedy najwygodniej pisać na telefonie, czy tablecie i przerzucac na bloga, lub do folderu. Choć zdarza mi sie pisać na czym się da...:

Pomyślałam, że nie dam się zwieść destrukcyjnym myślom, jeszcze tego by brakowało! Zachowam stoicki spokój Bruce`a Lee i spróbuję pogodzić się ze stratą. 
A tu niespodziewanie, dzisiejszego popołudnia nadeszła Dobra Nowina w postaci wiadomości od męża: Szwagrowi jakimś cudem udało się reanimować mój telefon i odzyskać wszystkie notatki! Nie muszę chyba dodawać, że bez szemrania (pal licho moją wolność, co się będę wygłupiała!) pobiegłam od razu archiwizować moje dane... 


Ale wracam do jesieni...

Dobrze, że przyszła. Przypomina mi o tym, że wszystko tak szybko mija i że powinnam bardziej celebrować codzienność. Momenty życia jawią mi się jak barwne, migające świetliki, chce się ich nałapać jak najwięcej, kuszą i wabią, ale gasną zanim wyciągnę dłoń w ich stronę...
A każdej wolnej chwili, zamiast biernie się przyglądać, trzeba coś z nią zrobić. Chociażby... nauczyć się z nią być... Oswoić ją, zamiast zagłuszać. Proste? 
Najprostsze rzeczy są najczęściej najtrudniejsze do osiągniącia. 
Oderwałam przyssanego do komputera męża, aby skryć się przed nami samymi, gdzieś na łonie natury, w którymś ze starych, często zaniedbanych walońskich zameczków i po prostu, nie mówiąc nic do siebie - być...


Każdego dnia oswajam swoje myśli. Uczę się  z nimi być jak z moimi najlepszymi towarzyszami podróży. Uważam na nie, oczyszczam je z gniewu, marazmu, niemocy, uprzedzeń. Nie zawsze  udaje się za pierwszym razem. Czasami to miesiące lub lata pracy, bo natrętne myśli powracają jak bumerang. 
Patrzę uważniej i dostrzegam...



Dziś wracając z pracy, w mój samochód wleciała chmura zielonych papug... Zgrabnie uniosły się jak na komendę tuż nad maską samochodu, by wchłonąć go w swój cloud.  Dla takich własnie momentów warto żyć, pomyślałam. 
Później przyszła refleksja w kontekście moich problemów z archiwizacją. A może to nie była zwykła chmura tylko  e-cloud?..
Kochani, to jutro juz środek tygodnia? Co się stało z poniedziałkiem i wtorkiem? Gdzie sie podziały? 


19 komentarzy:

  1. Papugi - to musiało być niesamowite ;)
    A oswajanie myśli rzeczywiście jest strasznie trudne. Zwłaszcza jak są chaotyczne...

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj w klubie "utraconych danych". Mój tez w ubiegłym tygodniu przestał działać, ale się poddaje i zaniosłam do firmy odzyskującej dane. Dzisiaj mam mieć wiadomości, co dalej, czy telefon do wyrzucenia i odzyskam poprzez wylutowanie kości pamięci, czy może będę miała i telefon i dane. Aga może i Ty spróbuj. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, za szybko napisałam. Ciesze się, że Ci się udało odzyskać :)

      Usuń
  3. moj telefon zamókł podczas biegania w ulewie...
    na szczęscie moje niewwolnictwo wsparte wiedzą telekomunikacyjną męża jest i wszystko jest zsynchronizowane z googlem....samo się archiwizuje i dostępne na wszystkich gadżetach ....
    JEsień też lubie, i jak zawszze zaczynam ją pełna planów,,,, w tym roku wprowadzajać rewolucję w życie rodziny..... ale dobrze...rewolucje też są potrzebne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też część materiałów przerzucam na Droboxa, ale raczej firmowych> nie robiła tego z nagraniami na dyktafon i zdjęciami i... ups... stało się. Od teraz będą już wszystko.

      Usuń
  4. :)) Staram się staram a chwile uciekają bo czym bardziej się je pragnie złapać tym szybciej one biegają. :) Udaje mi się w ciągu dnia zwracać uwagę na oddech, czyli oddycham i wtedy potrafię taką szybkobiegaczkę złapać za łeb i przytrzymać i ona trwa. :))
    Tu i teraz gdy idziesz idź, gdy siedzisz siedź gdy patrzysz patrz ...:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie czas tak szybko ucieka... już mamy jesień! :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czas ucieka i te cenne chwile, które mnie już pozostało tylko łapać... mąż za nic nie chce zamienić swojej 10 letniej noki na żadne cudo techniki :))) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta pora roku skłania do przemyśleń..a my uczymy się ciągle: nowych technik, nowych zachowań, oswajania niesfornych myśli i ugody z innymi. Jak dobrze, że wciąż mamy co robić i głowa pełna marzeń i pomysłów. Nie można przystawać.
    Dobrze, że dane są już odzyskane, przecież tyle jeszcze ważnych rzeczy masz do napisania!!!!! Ach jak wyglądam już w Twoją stronę!

    OdpowiedzUsuń
  8. No to miałaś dużo szczęścia:-)
    Jesień bywa cudowna, choć u nas dziś ogromna wichura- nie lubię huraganów!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękna i kolorowa jesteś:)))jesień też bardzo lubię,za to że nie ma upałów za kolory i za to że troszkę zwalniamy:)))Pozdrawiam i powodzenia życzę w tych różnych przedsięwzięciach:))))

    OdpowiedzUsuń
  10. A zatem czerpię tej energii od Ciebie. Bardzo potrzebuję takiego wyciszenia, barw i piękna! Dziękuję Agnieszko!

    OdpowiedzUsuń
  11. Jesień mówisz...Nostalgia i wyciszenie ?? Może za rok...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja już odczuwam nostalgię jesieni. Cieszę się też jej kolorami.
    Oswajanie myśli - ciekawy pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak pięknie piszesz o jesieni i tak pięknie kolorowo Aguś wyglądasz ...że też czekam na nią , na jesień kolorową , pachnącą dymem ognisk, babim latem , dywanem kolorowych liści na których jeszcze nie tak dawno bawiły się małe moje dziewczynki ech ...jakoś nostalgicznie mi się zrobiło......

    OdpowiedzUsuń
  14. U nas też już widać jesien, na szczęscie te jej piękniejszą strone. Ja pisze tylko w kompie, tym dużym, smartfonom nie wierze za grosz ;)). Uściski

    OdpowiedzUsuń
  15. Gdzie się podział poniedziałek i wtorek. Wtorek jeszcze jest. Gonię ostatnie jego godziny.
    Kolorową, słoneczną jesień lubię.
    Pozdrowień moc!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam jesień i powtarzam to każdemu, bo ludzie często widzą tylko te złe strony ,a ja chcę im pokazać ,że jesień jest boska....

    Mój blog ♥

    OdpowiedzUsuń