środa, 30 września 2015

Codzienność, która nie przytłacza.


Dziś przynoszę wam garść luźnych refleksji dotyczących miejsca i szerzej – kraju, w którym mieszkam. Tak „od Sasa do lasa”, co mi do głowy przychodzi jadąc z pracy do domu, co gdzieś zasłyszę, czy zobaczę.



Belgijska Brugia znalazła się na piątym miejscu w rankingu  Condé Nast Travel   (nowojorski magazyn dla globtrotterów) na najbardziej przyjazne miasta na świecie.  Z dumą obwieszczam, że Brugię wyprzedził o jedno miejsce Kraków, ale o tym innym razem. Ostatnio byłam w Brugii z Różą i RR. Myślę, że podzielają zdanie Condé Nast Travel, ale zapytajcie ich sami.


Zawsze narzekałam na warszawskie korki w godzinach szczytu, a tu proszę! Wyczytałam w brukselskiej „Gazetce”, że Bruksela przebija nawet Warszawę jeśli chodzi o zakorokowanie. (Cudze chwalicie, swego nie znacie...) Przebija także inne miasta!. Jeśli wierzyć najnowszym rankingom, stolica Belgii jest najbardziej zakorkowaną stolicą Europy po Londynie. W świetle danych całkiem logiczna i jak najbardziej pożądana wydaje się moda na rowery i wyłączanie z ruchu kołowego centrów miast. A jeśli już stoisz w kilkugodzinnym korku samochodowym, dobrze przynajmnej mieć w zanadrzu jakiegoś audiobooka.


Moja wiejska, flandryjska codzienność zadziwia mnie i fascynuje.  Z jednej strony sielsko, anielsko, zaściankowo (spójrz na zdjęcie powyżej) A z drugiej strony... Zastanawiamy się z mężem, jak to się dzieje, że w tak małej wsi  mają rację bytu kawiarnie, restauracje, bilardy... Kiedy zdaje się, że wszyscy w weekend „walą” do Brukseli, oddalonej zaledwie 5 minut autostradą...
O co tu chodzi?

I jeszcze, w każdej najmniejszej dziurze - solidne boisko (na którym ciągle rozgrywa się jakieś mecze), kort tenisowy, basen. Wiem, są bogatsi, mogą sobie pozwolić. Ale...Czy tylko o różnicę w stopie życiowej tu chodzi, czy może o mentalność? 
Pamiętam w moim polskim miasteczku, już wiele lat temu był ponoć sponsor budowy basenu, który chciał wyłożyć własne pieniądze, ale wyglądało na to, że chyba basen nikomu nie był potrzebny, zabrakło zgodnych decyzji. Sponsor wycofał się, a dzieci i chorzy na kręgosłup jeżdźą na zajęcia w wodzie kilkadziesiąt kilometrów...



Zdziwień jest więcej. Idę do lasu w mojej miejscowości. Las (nie park) jest poprzecinany licznymi dróżkami dla rowerzystów, koni, ludzi z psami. W leśnej gęstwinie dostrzegam... instalacje artystyczne. 



Ręczę, że u nas by długo nie ustały między drzewami. Zostałyby zniszczone, zabrane do własnego ogródka, rozkradzione... Tutaj nikomu do głowy takie zachowanie nie przychodzi!


Co jakiś czas idziemy z psami na inny skraj brzozowego lasku, na wielką łąkę, gdzie wszyscy mieszkańcy przychodzą z psami by je „przegonić”, pobawić się z nimi, potrenować. Ulubionym zajęciem (nie tylko moich) czworonogów jest aportowanie tenisowej piłeczki. Tkwią one sobie na drzewie. Nie wiadomo, kto je tam zostawił. 




Można je „wypożyczyć”, porzucać psu i odłożyć w to samo miejsce na drzewie by inni też mogli skorzystać. Myślę, że u nas bezwiednie powędrowałyby do kieszeni, bo w domu też mogą się przydać.

Dopełnieniem mojej belgijskiej codzienności są budy z frytami. „Spagetti belge” jak niektórzy nazywają je żartobliwie jest narodowym dobrem Belgii jak czekoladki, piwo i sikający chłopczyk .  W każdej najmniejszej miejscowości, stoją budki z frytkami zorganizowane w formie małych barów. Z nastaniem zmierzchu zaczyna się ich oblężenie!
Najczęściej są brane na wynos i pożerane ze smakiem przez całą rodzinę w domu przed telewizorem. Najchętniej z dużą ilością majonezu, popijane coca colą lub... piwem.  Ale o dziwo, Belgijki nie należą wcale do najgrubszych kobiet w Europie.


Innym pozytywnym, aczkolwiek z początku trochę dla mnie egzotycznym zjawiskiem są budki samoobsługowe. . (Cały czas mówię o brukselskich peryferiach, zaświatach cywilizacji, można powiedzieć)  Automaty z chlebem i ziemniakami, oraz miodem, rozstawione czasami, można powiedzieć w szczerym polu,  – to udogodnienie, które cieszy mnie niezmiernie. Zwłaszcza, gdy sklepy zamykane są o 19.00, a nocnych marketów jak na lekarstwo. I bardzo dobrze! 
Gdy byłam w Polsce i wiedziałam, że mogę spełniać swoje zakupowe kaprysy prawie 24/24, bardzo mnie to rozleniwiało i sprawiało, że trwoniłam czas łażąc bez większej potrzeby po sklepach niedzielami. Teraz – pełna asceza i samodyscyplina. 
Świadomość tego, że muszę zakupowo zmieścić się w tygodniu i to nie bynajmniej do 22.00, ale 20.00 lub maksymalnie (w piątki) do 21.00 (mówię o supermarketach, nie „schoppingach”, zamykanych już o 19.00) świadomiej i wartościowiej wykorzystuję swój wolny czas. 

Więc takie budki z chlebem są bardzo w porzo. 
No bo jak jest chleb, i do chleba miód, to cóz więcej trzeba? Da się przeżyć do poniedziałku!





33 komentarze:

  1. Automaty z chlebem? Genialne! ;) Chociaż u nas zapewne szybko by je zniszczyli ;) I boisków u nas też jak mrówków. Prawie w każdej wsi. Szkoły zamykają, ale boiska są :)
    Buziaki Aguś! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyjazna ta Brugia, przyjazna... RR tak się w niej zakochał, że prawie został ;)
    Tylko wizja nauki kolejnych dwóch języków obcych (bo to i po flamandzku by trzeba było mówić, i po francusku) sprawiła, że dał się zapakować do pociągu i wrócił do Londynu ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale mam nadzieje jeszcze tu wróci choc na trochę :)

      Usuń
  3. Mnie to nie dziwi, bo mam takie porównania w najbliższej okolicy. W Czechach da się, w Niemczech da się, w Polsce nie da się. Na przykład cmentarzyk "za miedzą", przy kranie wiszą konewki. Wielkie zdziwienie nasze, że nie pokradzione. Że o instalacjach artystycznych na wioskach nie wspomnę. O boiskach, knajpkach, ścieżkach i huśtawkach. Inny świat, inna mentalność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inny świat, inna mentalność. - nic ująć, nic dodać :)

      Usuń
  4. To często i moje refleksje . Plus zdziwienie dziewczynek - czemu trzeba w Polsce pilnować rowerka , a w Luxie nie ?! Czemu kierowca w Polsce sie nie zatrzymuje jak czekam na przejściu a w Luxie nawet nie na przejęciu ale zawsze .... Sie zatrzymuje ?!
    Czemu w Pl tele murów z napisami , wulgarnymi oczywiście , ktore maja córka namiętnie czyta , w końcu wykorzystuje nową umiejętność z dumą i zapałem , a mama wcale szczęśliwa nie jest ;);)
    Czemu ludzie wszedzie w Pl rzucają pety i chodzą z papierosem w rece ( ktoś przypalił mojej córce kurtkę na przystanku ) a w Lux na przystanku nikt nie pali w obecności dzieci ?!?!
    Cudze chwalicie ?! No chwalimy ! Bo chcielibyśmy zeby niektóre wzorce dobrego wspołżycia były i w Polsce jak te cudze .


    Brugia urokliwa , prawda :)
    A Bruksela ?! Cóż przez moment na wiosnę pojawiła sie nam jako propozycja pracy i przeniesienia ..... Oprotestowalam . Bo wole mója prowincje ;) luskusową ;);)
    Choc przez to większy wydatek energetyczny mnie czeka .. Ale co tam .... Sielskość życia codziennego warta jest codziennych podróży .
    Aguś , tęsknie ! Sama wiem , ze pobieżnie bywam u ciebie , ze tyle sie dzieje ,ze nie wczytuje sie w Teoje mądre teksty , ale tez tęsknie za twoim pochyleniem sie nad moim światem . Żal . Nie pozwólmy na to !!!

    Żałuje ze jesienią nikt nie zabierze mnie do Brukseli ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, jesień dsopiero się tak na dobre zaczyna, zapraaaaszam! :)

      Usuń
    2. I niejedna jesień przed nami :):)
      Uważaj bo ja z zaproszeń korzystam :):)

      Usuń
    3. zapraszam świadomie, więc no problem :)

      Usuń
  5. Ciekawe nowinki. Widać inną mentalność. Chociaz pewnie większośc z nas szybko by sie odnalazła w takich realiach:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latwiej się przyzwyczajamy do pozytywnych rzeczy :)

      Usuń
  6. Może kiedyś u nas też tak będzie:)))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. czytam to co napisałaś Agnieszko i komentarze narzekające, że gdzie indziej się da, a u nas nie. A dlaczego u nas się nie da? Może trzeba po prostu zacząć reagować. Cóż z narzekania, gdy nic nie robimy by poprawić naszą codzienność? Jako naród mamy specyficzną mentalność, ale widzimy jak to jest u innych, uczmy się i bierzmy przykład, piętnujmy zachowania negatywne.
    Automat z chlebem... fajnie byłoby mieć taki w pobliżu :)))
    pozdrawiam :))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyżby było tak jedziemy gdzieś w świat stajemy się cywilizowani a u siebie nie. Może większość nie ruszając się sprzed telewizorów nie zna ... o nie, ja mało podróżowałam za granicę a jednak, mam w sobie zapis etyki może jakiejś? czy ja wiem? A jednak nie jest to tak. Na dalekich wschodnio północnych terenach Polski jedna pani jechała za nami do Giżycka, bośmy zostawili aparat foto całkiem wysokiej klasy na przystanku autobusowym. Dzień dobry, każdy mówił młody i stary z uśmiechem i dalej tak jest. To nie tak że u nas .. niedawno w pociągu mężowi ukradziono ... - bo śpi tam, nastawiając tylko budzik gdy ma wysiąść - dokumenty wszystkie. "Dobry" złodziej wysiadł pod Warszawą i wrzucił do skrzynki na listy na poczcie, zabierając tylko pieniądze, niewiele ale pal sześć, pani z poczty zadzwoniła i dokumenty przysłała.
    Polska to kraj różnych ludzi i mądrych i dobrych i takich po środku. Ale wiem, tam u Ciebie Aguś więcej jest czegoś co nazwałabym brakiem potrzeby zbierania wszystkiego, bo może się przyda, albo sprzeda, taka wschodnia bieda. :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy post, fajnie dowiedzieć się , jak wygląda życie codzienne na wsi belgijskiej... Jakoś ładniej i spokojniej niż u nas. Co prawda wolę las na dziko, a instalacje raczej w parkach, ale nie zmienia to faktu, że u nas szybko byłyby zdewastowane. Tu jednak rzecz w mentalności, myślę, że u nas zostało jeszcze z dawnego ustroju poczucie, że trzeba w każdy sposób zadbać przede wszystkim o swoje potrzeby, a co wspólne to niczyje.
    Te automaty z najpotrzebniejszymi artykułami to świetny pomysł. Co do frytek to zapamiętałam je na zawsze z wycieczki po Belgii, Francji i Szwajcarii w 1976:)) To była pierwsza rzecz zjedzona przeze mnie na Zachodzie:) Tylko zawsze mnie dziwił ten majonez jako dodatek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tez zawsze zachodze w głowe, dlaczego ten majonez do frytek :)

      Usuń
  10. I recognised Brugge intantly. Top.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  11. Czyli jesteśmy jednak wieki w tyle, chociaż był moment gdy wydawało mi się, ze już jestem kobietą EUROPEJSKĄ......;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Agnieszko!
    Cudne zdjęcia, piękny tekst- taki mega relaksujący...........Oj ma ta Bruksela szczęście, że mieszka w niej taka pisarka!!!!!!!!!
    Tak ciekawie piszesz to tym co zwyczajne, wyjątkowe, godne naśladowania.....Pozdrawiam ciepło, kolorowo i jesiennie, Ala Zych

    OdpowiedzUsuń
  13. Najbardziej mnie zaciekawiły automaty z chlebem, miodem i ziemniakami.
    Fajny pomysł. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. A mnie się przypomniało jak mi o pieseczkach swoich opowiadałaś:-)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Z wielkim głodem nowego czytam Twoje belgijskie opowieści. To świat inny niż tu, przy czym "inny" nie znaczy ani "lepszy" ani "gorszy". Po prostu inny i tą swoją innością tak bardzo fascynujący. Automaty z chlebem i ziemniakami są zabawne, ale zapewne praktyczne, czego sama dowodzisz. Ja się zawsze zastanawiam, jak ludzie żyli, kiedy w niedzielę sklepy były zamykane na ament, a w soboty do 14? Mnie to nie przeszkadza, bo rzadko w weekendy zakupuję, ale widząc pielgrzymki walące do centrów handlowych w niedzielne południe coś mnie szczela. Każdy chciałby mieć wolny weekend, ale nikt nie pomyśli, że tymi wycieczkami przykładają się do tego, żeby chociażby taki sprzedawca wolnego akurat nie miał, bo gdzie jest popyt, tam się podaż znajdzie.
    Chyba odjechałam od tematu, soooorki, ale tak mi się skojarzyło ;-)
    Pozdrówki! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No jest inaczej niż u nas, nie ma co ukrywać...
    Podobają mi się pomysły z piłeczkami dla psów, fascynują zapełnione kluby i kawiarnie. Fajnie tam:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nice walk,
    Nice pictures...
    Best regards from France...

    Pierre

    OdpowiedzUsuń