czwartek, 9 lipca 2015

Prosty test na człowieczeństwo.



"Zarozumiałością i bezczelnością człowieka 
jest mówienie że zwierzęta są nieme, 
tylko dlatego, że są nieme dla jego tępej percepcji" Mark  Twain





To miał być zupełnie inny post. 
To miał być post o codzienności, śmiesznych sytuacjach,
szpilkach w czołgu i kontroli alkoholowej, którą miałam dziś tuż po wyjechaniu z garażu po pracy...


Blondynka dmuchająca w alkomat. Bezcenny widok! 

Ale... Uświadomiłam sobie, że zaczęły się wakacje. I jak każdych wakacji w każdej polskiej wsi przybędzie psich podrzutków...



Never ending Story...

To nie jest tak, że każdy musi kochać psy i koty. Możesz mieć alergię na zwierzaki, tę prawdziwą i tę w cudzysłowiu. 

Ale czy to Ci się podoba, czy nie, stopień Twego człowieczeństwa określa Twój stosunek do stworzeń słabszych od Ciebie, w tym zwierząt. 

Jeśli rzucasz kamieniem w psa, nie zawahasz się rzucić nim w człowieka. Gdy pozwalasz umrzeć z głodu Twemu bratu mniejszemu, odwrócisz też głowę od potrzebującego człowieka. Nie trzeba pałać miłością, by być uważnym, współczującym człowiekiem. Gdy nie nauczysz swego dziecka szacunku do zwierząt, nie bedzie go miało również w stosunku do Twych starych, schorowanych rodziców. 

Skoro zwierzęta są na Ziemi, to znaczy, że dane nam zostały po coś, a ich istnienie w Twoim życiu ma jakiś sens. Z tego sensu przyjdzie się kiedyś rozliczyć. I nie będzie okoliczności łagodzących. Wszak dumnie i często na wyrost mówimy o sobie: "istoty myślące".

Bo w ich oczach przegląda się Twoja  empatia lub jej brak. Tak po prostu. Najmniej skomplikowany test na człowieczeństwo. 
Zapewniam Cię, że wiele możesz się od nich nauczyć. Mogą Cię zawstydzić niejednokrotnie...

Ktoś powiedział, chyba M. Twain: Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta...



Dziś Dorotka napisała pod zdjęciem Antoniego. 

"Piękny widok, serce się raduje , że nasz bezdomniak z siemiatyckiego przytuliska ma cudny dom!"

I ja  wtedy uświadomiłam sobie, że to nie Tosiek, lecz my jesteśmy szczęśliwcami. 


Bezwarunkowa miłość gdy wracam po całym dniu pracy.
Niegasnąca radość dziecka w orzechowych oczach.
Chyba nikt nie patrzy na mnie z większym zachwytem.
Niezmącona cierpliwość czekania. Odtrutka na stresy, zmęczenie.
Taki... żywy piorunochron...
"Dobrze, że jest jeszcze dla mnie kąt na tej ziemi, kąt jak twe ramiona rozwarty" 
chce mi się zaśpiewać, gdy wita mnie wylewnie każdego dnia po powrocie. Uczy nas pokory, cierpliwości, odpowiedzialności. Wycisza nastroje...
"Zbieg okoliczności łagodzących" w każdym momencie życia naszej rodziny. Pocieszność i czułość. Wytwałość w ukochiwaniu szorstkim jęzorem.

Tak. Gubi sierść. Tak, musimy więcej sprzątać. Właściwie na okrągło...
Taka mała niedogodność za tyle miłości i oddania... :)

Czasami jestem atakowana. 
Po co pomagać zwierzętom, po co mieć aż trzy psy, gdy tyle potrzebujących ludzi wokół.
Wiecie kto to najczęściej mówi? Mówią to ludzie, tak zwani dobrzy ludzie, którzy nikomu w życiu nie pomagają...

A one sobie nas wybrały. 
Wcale ich nie chcieliśmy, powiem więcej, pojawienie się dwóch następnych było dla nas kłopotliwą sytuacją. Widocznie jednak, tam gdzieś wyżej zadecydowano, że jesteśmy niedoedukowani. I przysłano w trybie pilnym najlepszych z możliwych coachów...

Codziennie uczę się kompromisów,
Codziennie pokazują mi jak kochać bezwarunkowo,
jak być wiernym, cierpliwym, spontanicznym, ofiarnym, odpowiedzialnym...

Kajtek swoim poranionym ciałem i podkulonym ogonem uczy mnie czujności wobec ludzi. Ostrzega, że to (klik): najokrutniejsze ze zwierząt. Ja uczę go zaufania
Reakcja zwrotna. 



Moja filozofia życia jest prosta jak "dzień dobry". 
Po pierwsze: nie krzywdzić.
Po drugie: Nie trzeba szukać daleko. Wiem, nie można pomóc wszystkim. Ale wystarczy trochę więcej uważności wokół siebie, bez spektakularnych aktów. Wystarczy zająć się tym stworzeniem, które pojawi się na TWOJEJ drodze. Raz będzie to starzec, chore dziecko, innym razem pies z kulawą nogą. Uwolnij zaplątanego w firance motyla. Pozwól pająkowi żyć w ogrodzie. To wystarczy. Ta złośliwa sąsiadka z sąsiedniej ulicy może nie jest taka zła, na jaką wygląda. Zobacz jakie ma smutne oczy. Ona tylko potrzebuje odrobine serdeczności. Manifestuje swój brak miłości, samotność pokrywa ironią. Pozwól odejść spokojnie komuś, kto przestał Cię kochać. Mimo, że boli... 


Każdego dnia zbawiaj jakąś mikroskopijną część swego świata. Wiem, wyświechtany, patetyczny frazes. To nie Ty wybierasz, komu masz pomóc, bo wtedy miałbyś naprawdę problem. Nie wdawaj się w jałowe dyskusje z teoretykami, co nic dla swego mikroświata nie zrobili, ale wiedzą jak i w jakiej kolejności go zbawiać. Zarozumiali durnie! Gdy wszystko w Twoim życiu zawodzi, możesz jeszcze komuś pobiec na pomoc. Zdać egzamin z człowieczeństwa. 

Pamietacie bajkę o meduzach wyrzuconych na brzeg? Krążą takie w internecie. To moja ulubiona przypowieść. Nadaje sens memu działaniu. Pozwole ją sobie przytoczyć.

"Podczas minionej nocy morze kipiało jak w ukropie. Niebo targane gwałtownym wiatrem i przeszywane piorunami przerażało swoim rykiem i widokiem nawet najwytrwalszych rybaków. Tej właśnie nocy fale morskie wyrzuciły na brzeg setki, tysiące meduz. O poranku młody chłopiec przechodząc brzegiem i widząc co się stało, postanowił nim słońce zacznie grzać, powrzucać do morza ginące na piasku meduzy. Pochylił się, wziął do rąk pierwszą meduzę i wrzucał ją do wody, a ona zniknęła w głębinach. Później drugą, trzecią i tak bez wytchnienia ratował meduzy. Z oddali obserwował to wydarzenie stary rybak, który w pewnej chwili zawołał:
- Chłopcze, co ty robisz? Przecież codziennie sztorm wyrzuca na brzeg tysiące meduz. Twoje działanie nie ma sensu! I tak nie uratujesz wszystkich tych meduz! One i tak zginą!
Wówczas chłopiec podniósł z piasku małą meduzę i pokazał rybakowi. A potem głośno powiedział:
- Mówisz rybaku, że to nie ma sensu? Że nie ma znaczenia to co robię? Mylisz się. Dla tej jednej, którą teraz wrzucę do morza to ma sens! I dla każdej z tych meduz, którą zaraz też wrzucę do wody, to ma to sens. Gwarantuje ci, ma to kolosalne znaczenie… Po czym chłopiec powrócił do swojej pracy ratując kolejne meduzy."

Nie bez powodu znalazłeś/aś się na mojej drodze.
Nie bez powodu ja stanęłam na Twojej. 


49 komentarzy:

  1. Piękna ta opowieść o meduzach. Nie znałam jej wcześniej. A zwierzaki, czy to psy, czy nie psy, potrafią wnieść sporo ciepła i miłości do pustego domu. Ładnych kilkanaście lat temu, w wakacje przybłąkał się pewien psiak. Do mojego domu na wsi, bo jeszcze wtedy, jako nastolatka, mieszkała z rodzicami. Pies zdychał. Był chory. Dawaliśmy mu kilka dni. Wyglądało na to, że właśnie ktoś z wakacjowiczów go zostawił. Daliśmy mu jeść, pić. I został. I się wykurował, i był z nami dobrych kilka lat. Morus. I co z tego, że wcale się nie słuchał, że potrafił zniknąć na cały miesiąc (jak to na wsi wiosną...) i też zjadał wszystkie buty. Był. I pilnował nas wszystkich. Już dawno go nie ma, ale nauczył mnie sporo o psach, między innymi tego, że jednak jestem kociarą :D
    Miłego dnia, Aguś! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tobie też i kto wie, może całkiem niedługo się zobaczymy :)

      Usuń
  2. Bardzo ważny post Aguś! Tyle w nim życiowej prawdy. Mam trzy psy ( w tym dwa przygarnięte z litości) i te psy dały nam wszystkim tyle radości, że nie sposób wymienić. Tosiek jest wspaniały! Tamte też! Pozdrawiam Aguś bardzo jako świeżutka, szczęśliwa babcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och kochana! Gratulacje! Maleńka Miłość zagościła pod waszym dachem! :)

      Usuń
  3. W dzieciństwie byłam jak ten chłopak ratujący meduzy, tyle że ja po deszczu ratowałam dżdżownice na mokrej jezdni. Potem roiło mi się bycie weterynarzem, ale gdzieś się te marzenia rozpierzchły w zderzeniu z przedmiotem zwanym chemia. Po latach mój bzik na punkcie zwierząt odrodził się, może dlatego, że mam odchowane dziecko i więcej czasu dla czworonożnych. I jest tak, że ja właśnie w wakacje przygarniam kolejne zwierzęta, póki co dwa psy a kot już niedługo. Niedawno znalazłam dom znalezionej suni (Tośce ;-)) i żałuję, że nie mogę zrobić więcej. Co prawda proponowałam mężowi, że założę schronisko, a on będzie na nie zarabiał za granicą, ale jakoś nie spodobał mu się ten pomysł ;-)
    Jakoś mam więcej serca do zwierząt niż do ludzi. Są bardziej bezbronne niż my i przez to wykorzystywane.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle mądry i dostarczający refleksji post. Kocham psy, są wierniejsze niż ludzie i nigdy nie zawodzą i kochają jak nikt inny :) mam trzy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, wiem, pamiętam że mamy po trójeczce kosmatych łobuzów :) buziaki!

      Usuń
  5. Podoba mi się bajka o meduzach, nie znałam jej wcześniej. Zwierzaki uczą nas jak wyglądać powinna bezwarunkowa miłość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy patrzę na mojego psa, to aż mnie serce boli od tego morza miłości, jakie on ma w oczach. Miłość bezwarunkowa, którą darzą nas zwierzaki jest czymś naprawdę wyjątkowym. Mam psa i dwa koty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak jak piszecie... bezwarunkowa miłość...

      Usuń
  7. Wszystkie żyjące stworzenia przypominają o sensie istnienia. Życie dla samych siebie traci sens- jest nudne...
    Jak długo można poprawiać włosy przed lustrem i spoglądać na tę samą twarz-no jak długo???
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no własnie, jak długo... zwłaszcza, że za chwilę zjem szminke, a wiatr wlosy rozwieje lub deszcz je zmoczy :) Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Napisałaś wszystko, co sama czuję i czego doświadczam codziennie. Na mojej drodze stanęły cztery niechciane stworzenia. Mam gdzieś, że wieś się turla ze śmiechu, kiedy któreś z nich chodzi w kołnierzu, bo jest np. po zabiegu, albo umiera ze zgrozy, że kurier przywozi dla nich jedzenie. Przecież spleśniały chleb namoczony w wodzie wystarczy aż nadto. A już weterynarz jest czymś nie do pojęcia. Zwierzę na wsi - mam na myśli psa i kota - żyje tak długo, jak długo sam daje radę. Jeśli zachoruje, skaleczy się, ktoś je potrąci, itp. umiera w samotności i cierpieniu.
    Szkoda, że Twój piękny tekst nie trafi tam, gdzie trafić powinien.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja wieś tez się turla ze smiechu, juz sam fakt, że chodzę z trzema psami na smyczy po wsi :) ale patrzę na to w ten sposób, że ciesze się, że dostarczam wsi odrobine widowiska :) Tak, ciągle pokutuje stereotym, że zwierzę jest potrzebne i zadbane dopóki jest produktywne. A przecież taki kulawy pies jajek, ani mleka nie daje - wręcz przeciwnie... bezużyteczna geba do wyżywienia... a przecież nie ma tak, by nie zostawało przysłowiowych okruchów na ludzkich stołach, można nimi jeszcze sporo żołądków obdzielić...

      Usuń
  9. Piekne...
    i bardzo prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z czym tu polemizować gdy to wszystko prawda
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowna opowieść o meduzach. Równie dobrze można by to powiedzieć o nas, ludziach. W całej masie ludzkie życie może dla kogoś nic nie znaczyć, lecz każdy z nas jest odrębnym bytem. Całym światem dla samego siebie. Warto uratować choćby jedno istnienie. Niezależnie od tego, czy jest człowiek, pies, kot, bądź inne stworzenie. Byle nie prusak, co to, to nieeeeee! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myslę. Jak pierwszy raz przeczytałam te opowieść, przypomniały mi się wszystkie filmy o wojnie. I pomyślałam o tym pojedyńczych ludziach ratowanych przez innych z narażeniem zycia. I ratujących nie powstrzymywaqła myśl, że zagłada jest zbiorowa , że i tak nie da sie uratować wszystkich. Dla jednostki, uratowanej jednostki - to mialo sens jak dla tej meduzy... dokladnie, kto ratuje jedno stworzenie, ten zbawia cały świat. Prusaki i inne robactwa - mozna podciągnąć pod wyjątek :)

      Usuń
  12. Zgadzam się, że nie trzeba szukać daleko, żeby komuś pomóc :)

    OdpowiedzUsuń
  13. bardzo ładny tekst, zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami, chociaż wyznać muszę że spotkałam na swojej drodze i takich ludzi, którzy potrafią psa pięknie pielęgnować, a zapominają że stara matka potrzebuje pomocy i wsparcia, bądź takich co psa na rękach noszą, a człowieka w szklance wody by utopił(a). Dlatego ja nie generalizuję, że ci co psa mają i go kochają to już człowiek przez wielkie 'C'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, są i takie skrajności, o ktorych nie wspomniałam. ale nie chodziło mi o wynaturzenia, bo tak to trzeba nazwać, ale ogólna wrażliwość i reakcje na czyjeś cierpienie.

      Usuń
    2. Masz rację, są i takie skrajności, o ktorych nie wspomniałam. ale nie chodziło mi o wynaturzenia, bo tak to trzeba nazwać, ale ogólna wrażliwość i reakcje na czyjeś cierpienie.

      Usuń
  14. kochajmy zwierzęta ale nie zapominajmy o drugim człowieku! :) miałam znajomą, która bardziej kochała psy niż własna córkę, ale przyłączam się do Twojego apelu ! :)

    http://lamodalena.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. pani Agnieszko....dziękuję za ten post...i polecam bajkę o koliberku :-)

    http://chabry-i-rumianki.blogspot.com/2015/03/bajka-o-malym-koliberku.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) piękna treściwa bajka o koliberku... zapamiętam!

      Usuń
  16. Masz dar slowotworczy, wielkie serce i otwarty umysl. O ilez lepszy bylby swiat gdybys miala wiecej swoich klonow. 3maj sie juz niedlugo upragnione wakacje. Joanna-Jo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie też ostatnie odliczanie :) jeszcze tydzień, miłego urlopu! dziękuję!

      Usuń
  17. Masz rację, trzeba pomagać zwierzakom ale nie zapominać o ludziach. Bywa różnie, czasem daje im się więcej miłości niż własnym dzieciom /znam taki przypadek, że pies ważniejszy/. Jak mamy zwierzę w domu to wiadomo, jest członkiem rodziny i trzeba dbać. Ja obecnie nie mam ale piesek dzieciaków jest u mnie częstym gościem.
    Niekiedy nie wiele potrzeba, tak jak piszesz: "Nie trzeba szukać daleko. Wiem, nie można pomóc wszystkim. Ale wystarczy trochę więcej uważności wokół siebie, bez spektakularnych aktów. Wystarczy zająć się tym stworzeniem, które pojawi się na TWOJEJ drodze. Raz będzie to starzec, chore dziecko, innym razem pies z kulawą nogą. Uwolnij zaplątanego w firance motyla. Pozwól pająkowi żyć w ogrodzie. To wystarczy. Ta złośliwa sąsiadka z sąsiedniej ulicy może nie jest taka zła, na jaką wygląda. Zobacz jakie ma smutne oczy. Ona tylko potrzebuje odrobinę serdeczności. Manifestuje swój brak miłości, samotność pokrywa ironią. Pozwól odejść spokojnie komuś, kto przestał Cię kochać. Mimo, że boli... ", to piękne słowa...i jeszcze:"nie krzywdzić"...nikogo...dziękuję Ci za tak wzruszający wpis Agnieszko...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja dziękuję za tak treściwy komentarz, pozdrawiam :)

      Usuń
  18. Jeśli testem na człowieczeństwo miałby być nasz stosunek do braci mniejszych to jak radzić sobie na przykład z jedzeniem mięsa? Jakie miałaś myśli, gdy spożywałaś wczoraj wojtkową kaczkę, dla której, o ile to nie hodowla przydomowa lub hiper ekologiczna, życie to było pasmo cierpienia?
    Nie piszę tego żeby się czepiać ani propagować ideę wegetarianizmu (sam nim nie jestem). Raczej chciałbym zwrócić uwagę na to, że może teza o teście na człowieczeństwo jako o naszych czynach w stosunku do zwierząt czy innych ludzi nie jest taka jednoznaczna?

    Piszesz o bezwzględnej miłości. O psie, który patrzy na Ciebie z miłością niezależnie od tego, czy go głaszczesz czy go akurat przeganiasz. O sobie, która go kochasz gdy się na Ciebie patrzy z ufnością lub gdy zżera Ci najlepsze buty. Piszesz zasadzie o uczuciu, które istnieje niezależnie od okoliczności i od tego CO jest robione. Skoro więc miłość bezwzględna istnieje niezależnie od tego CO JEST ROBIONE, dlaczego o naszym człowieczeństwie (rozumianym jako umiejętności odczuwania miłości bezwzględnej) decydować by miało to CO ROBIMY lub CO NAM ROBIĄ? Dlaczego Jezus kazał "kochać swoich nieprzyjaciół"?

    Słyszałem o innym teście na człowieczeństwo. Jest nim poziom wdzięczności jaki odczuwamy za wszystko, co nas spotyka.
    Czy można kogoś skrzywdzić jeśli się jest wdzięcznym za jego istnienie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Piotrze, czesto dopowiadasz jakieś tam mysli niewyartykuowane, ktore tkwia w podswiadomości, choc bywa, ze c zasami sie z Toba nie zgadzam, ale przecież nie o to chodzi by sobie spijać z dzióbków. Olśnilo mnie, a czy właśnie nasz stosunek do zwierząt i nie zapominajmy, również do ISTOT SŁABSZYCH OD SIEBIE, nie jest forma wdzięczności? Im większa wdzięczność, tym rzadziej przychodzi do głowy by kogoś skrzywdzić, tym większa uważność. Pośrednio więc tak! Nasze biegnięcie drugiemu na pomoc, pośrednio wynika z odczuwania i pielegnowania wdzięczności. Odkąd zaczęłam świadomie pielęgnowac wdzięczność, sdwiat wydaje mi się dużo lepszy i łagodniejszy, a ja sama , bezgraniczną szczęściarą i dzieckiem tego wszechświata. Tak więc dziękuję za ten dopełniający wpis, bo jedno i drugie się chyba nie wyklucza (według mnie)

      Co do jeszenia mięsa już o tym myslałam. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale może dlatego, że ze zwierzętami typu pies, kot, koń, mozna wejśc w jakies głębsze relacje przyjacielskie, a może dlatego, że w społeczeństwie są takie stereotypy, że to "przyjaciele człowieka". Nie próbowalam np zaprzyjaźnic się z wężem czy jaszczurką, choc prawdopodobnie i to jest możliwe. Wiem natomiast, że można zaprzyjaźnic się z prosiakiem i w tym kontekście spożywanie mięsa przeze mnie samą, mocno już mnie nie pokoi. Natomiast nie jestem gotowa na wegetarianizm i zapewne jeszcze długo nie będę, i na tej płaszczyźnie odczuwam duzy dyskomfort jesli chodzi o zderzenie moich mysli z czynami :) jednak psy i koty to tacy najbliżsi przyjaciele człowieka - przynajmniej w moim rozumieniu - i chyba najbardziej palący i widoczny problem naszych wsi i miasteczek,,, do miłego i dzięki :)

      Usuń
    2. miało być "niepokoi" i literówki sorry :)

      Usuń
    3. i jeszcze jedno: nie da się w sposób jednoznaczny i prodsty doprowadzić ludzkość do ideału, ale myslę, że tego typu dyskusje i tematy są bardzo porzebne :) uciekam pracować! ;)

      Usuń
    4. W zasadzie nasze opinie się uzupełniają :) Przy czym podobnie jak w poprzednim wpisie, mam wrażenie że ja gdzie indziej doszukuję się źródeł, z których czerpałbym w poszukiwaniu harmonii i szczęścia. W mojej ocenie to, o czym piszesz (nie krzywdzenie, pomoc istotom słabszym) to niejako skutki uboczne, efekty swoistej relacji do Życia a nie cel sam w sobie. Nawet odczuwanie wdzięczności również wg mnie jest skutkiem a nie przyczyną. Przyczyną zaś jest wg mnie całkowita akceptacja tego co jest, bez dzielenia na dobre i złe. Mistrzami w tym są zwierzęta, chociaż robią to nieświadomie. Nam przeszkadza wiara w nasze myśli, schematy, stereotypy, przekonania...

      Usuń
  19. Łatwiej mi zrozumieć psa niż niejednego człowieka. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja ostatnio myślę, że zwierzęta sa bardziej ludzkie niż ludzie...

    OdpowiedzUsuń
  21. Przepięknie to napisałaś Agnieszko. Prawie ze wszystkim się zgadzam. Tylko co do stwierdzenia, że jeśli się kocha zwierzęta to kocha się też ludzi nie bardzo mogę się zgodzić. To są dwie różne sprawy.
    Przypomniała mi się moja najpiękniejsza i najmądrzejsza Lassie - ale chyba o niej czytałaś u mnie.
    Serdeczności Kochanie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawało mi się to naturalne (sądząc po sobie), ze niemożliwe jest kochać zwierzęta, nie kochając ludzi i odwrotnie. Uświadomiłaś mi, i jeszcze parę osób powyżej, że niestety nie zawsze idzie to w parze, pięknego weekendu Stokrotko!

      Usuń
  22. Kolejny mądry post:)))nasze zwierzęta też uciekły przed złym losem :))))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. twój dom to takie tętniące dobra energia przytulisko Reniu, to sie czuje...

      Usuń
  23. Ale zmiany na Twoim blogu, przede wszystkim nowa szata graficzna, foto z Urody. Czytałam, oglądałam, kupiłam dla Ciebie:-) A co do tematu Twojego postu. Lubię zwierzęta i nie potrafiłabym zrobić im krzywdy. Uwielbiam, kiedy mój pies wybiega mi na spotkanie. Mam jednak alergię na sierść i patrząc na Twoje zdjęcia zazdroszczę, że możesz je głaskać. Ja lubię je na odległość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mi milo jak wpadniesz od czasu do czasu, takie mam ciepełko w sercu, jakbym zobaczyła dobra zanjoma... w końcu mozna powiedzieć, że znamy się latami,.a mam tez tę pewnośc ze spotkamy się naprawdę, ta ksiązka z dedykacją... dzieki za motywowanie, zawsze... :) i bezpośrednośc :)

      Usuń
  24. Kochana kiedy ktoś mówi serdecznie o zwierzęciu nie zbaczając uwagi jakie to zwierzę....... to wiem , że to bardzo dobry,szczery człowiek. Ty do nich należysz Aguś i kocham Cię za to!

    OdpowiedzUsuń
  25. Test na czlowieczenstwo? Tak, to nasz stosunek do zwierzat i do drugiego czlowieka. Mysle, ze ja go zdalam, a raczej, ze robie to kazdego dnia. Obecnie mam dwa koty, co prawda nie sa to bidy ktore potrzebowaly pomocy, tylko wziete z rozmyslem, chociaz tak nie do konca wybrane przeze mnie, ale wczesnie byly dwie kotki, obie do domu przyniosla corka, obie byly znajdami i byl tez pies ktorego znalazla, i pomimo, ze lubie psy z nim akurat nie bylo mi po drodze, nie nadawalismy na tych samych falach, ale on wiedzial, ze miche i dlugi spacer zawsze ma u mnie. Ludziom rowniez potrafie podac pomocna dlon. Nie raz szlam do naszej sasiadki, Patrycji, a to zamknac okno w lazience, bo zle przekrecila klamke i potem nie mogla sobie z tym poradzic, albo zapalic jej gaz bo skonczyly sie jej zapalki, ktore potem kupilam jej w pobliskim sklepie idac po mleko, albo podalam jej ramie gdy wracalysmy razem ze sklepu. Ot takie drobiazgi, ale dla niej jest to wazne i zawsze bardzo dziekuje. Dala nam tez swoje klucze. bo kilka razy maz ratowal ja z opresji gdy zatrzasnela sobie drzwi zostawiajac klucz w srodku. Mamy tez druga sasiadke, rowniez staruszke, ktora nie wychodzi juz z domu i czasem prosi o wyslanie listu, albo pyta jaki dzis dzien tygodnia. Dla nas to drobiazgi, nie wymagajace specjalnego nakladu czasu czy wysilku, no moze poza sytuacja kiedy Patrycja zatrzasnela sobie drzwi, bo tutaj potrzebna byla drabina i dobrze, ze akurat miala otwarte okno w sypilani. Nie pisze tutaj tego aby sie chwalic jaka to jestem wspaniala, dla mnie to poprostu jest oczywiste i nie rozumiem ludzi zimnych, nieczulych na krzywde innej zywej istoty, bez wzgledu na to czy ona jest zwierzeciam czy czlowiekiem. Nie rozumiem rowniez takich ludzi ktorzy mowia, ze kochaja zwierzeta, a potem np szczuja swojego psa na kota, czy podobnego milosnika natury ktory pielegnuje swoje ukochane golebie a wyklada kielbase z potluczonym szklem dla kotow ...

    OdpowiedzUsuń
  26. Bajka o meduzach wspaniała, też kiedyś taka byłam, widziałam sens nawet w najmniejszych działaniach i podejmowałam je, żeby chociaż właśnie jedna meduza była szczęśliwa. Teraz, nie powiem że zupełnie nic, ale bardziej racjonalnie zarządzam swoimi zasobami energetycznymi :))))
    Jaki ten Twój Tosiek jest wielki!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Hi, Really great effort. Everyone must read this article. Thanks for sharing.

    OdpowiedzUsuń