sobota, 27 czerwca 2015

Koci bar. Le chat touille, premier bar à chat de Bruxelles.

Nie, nie, nie... Żadnych kotów! - zaprotestowałam - Akurat z kotami nie mam najlepszych doświadczeń.
- Pani Agnieszko - uśmiechnęła się dobrotliwie pani agentka od ubezpieczeń.
Wpuści Pani kota za próg i  już...Pani serce sprzedane! 
Jeszcze parę lat temu powtarzałam Pani słowa, byłam taka "wojująca z kotami",
dziś wojuję ze stereotypami, i sama się sobie dziwię, że tak "skociałam".



Hmmm, może coś w tym jest. W końcu ja z kolei sama mocno zeszłam na psy i bardzo sobie to chwalę...

To było wiele lat temu: Jako młoda dziewczyna znosiłam do domu różne kocięta by je udomowić. 

O ile z psami nigdy nie było problemu, z kotami szło jak po grudzie! 

Potłuczone szkło, zniszczone kanapy, rany drapane na całym ciele, w końcu i tak kocie dzikuski nie doceniając mego gestu, dokonawszy wszelkiego rodzaju zniszczeń noszalancko szły gdzie ich oczy poniosą. Widać nie były mi pisane, ani ja im.


Lata dziewięciesiąte. Bruksela. Rozglądam się za jakąś robotą by było na przeżycie. Telefon jeden, drugi, dziesiąty. Trafiam na Niemkę szukającą kogoś do pomocy w domu. Kogoś, kto LUBI KOTY. Okey! Można powiedzieć, że uwielbiam  koty! Ileż ona może ich mieć, zastanawiam się jadąc pod wskazany adres.

Piękna secesyjna kamienica w sąsiedztwie Unii Europejskiej. 

Wchodzę do środka. Tutaj też wszystko z rozmachem typowym dla bogatych burżuazyjnych domów z początku XX wieku. 

I koty. Dziesiątki kotów. Naliczyłam ponad sto... Są wszędzie! W piwnicy w klatkach, w łazience, sypialni, kuchni, na strychu. 

Obłażą mnie! 
Do tego kociego kramu jest jeszcze babka z zaawansowanym Alzheimerem, patrząca na mnie podejrzliwie i nucąca pod nosem marszowe piosenki rodem z Hitlerjugend. Ożywia sie na wspomnienie Polski i klepie mnie dobrotliwie po plecach, a mnie dreszcz przechodzi. Pod nogami plączą się dwa psy: jeden niewidomy, a drugi kulawy. Nad uchem skrzeczy ogromna, gadająca papuga... BŁAGAM, POZWÓLCIE MI SIĘ PRZEBUDZIĆ! PRAWDA, ŻE MI SIĘ TO WSZYSTKO ŚNI??? 

Idę tam jeszcze raz, chcąc się przekonać czy rzeczywiście był to tylko senny koszmar, bo sama sobie nie dowierzam. Ale koty nie znikają. Za trzecim razem uciekam spłoszona.
Sorry! Aż tak bardzo to ja ja jednak kotów nie lubię...


Wracam do Polski. Pewnego dnia znajduję na wycieracze małego koteczka. Miałczy przeraźliwie z głodu. No przecież nie jestem potworem. Wpuszczę i tylko dam mleczka, a później niech idzie swoja drogą. Koteczek wypił zachłannie miseczkę mleczka, mrucząc obszedł wszystkie kąty i nie zważając na mnie ułożył się w fotelu w salonie. I... zasnął. 

Uświadomiłam sobie, że właśnie spełniła się przepowiednia pani agentki od ubezpieczeń. 

Ieva i Leo

Później jeszcze kilkakrotnie znajdowałam koteczki na wycieraczce. Mama denerwowała się, że specjalnie ludzie podrzucają, bo zorientowali się, że mieszka tam taka głupia "co kochają ja wszystkie koty i psy". 

Gdy latem wyjeżdżaliśmy na wieś i musiałam czasem po coś skoczyć do domu do miasta, mój mąż mnie prosił:"Tylko błagam nie wracaj z żadnym kotem, czy psem".


Bruksela. Przebranżowiłam się. Zeszłam na psy. 

Nie mogę mieć już kotów, bo występuje konflikt interesów, zwłaszcza Kajtka, który jako bezdomny nieustannie był w stanie wojny z miejscowymi kotami. Niech dożywa spokojnej starości bez stresu. Ale koty nadal lubię - u kogoś. 

Ostatnio jak grzyby po deszczu wyrastają "kocie kawiarnie". Ma ją Paryż, Nika pisała u siebie, ma ponoć Kraków. My odkryliśmy z przyjaciółmi pierwszy brukselski bar z kotami niedaleko naszej pracy. W dodatku bar prowadzony przez miłą, młodą Polkę! Bardzo sympatyczne miejsce. 


Ale naprawdę trzeba kochać zwierzaki, by lubić takie miejsca. W przeciwnym razie - nawet się tam nie wybieraj! 


My nie mamy z tym problemu. Moi przyjaciele, mimo, że sami nie mają w domu zwierząt z różnych względów, spędzili tam ze mną urocze popołudnie. Aż nie chciało się wracać do roboty! No i zawsze jest tam jakiś kot do adopcji. To tak na marginesie, jeśliby ktoś zatęsknił za mruczącym przyjacielem. 


Ieva i Leo





Właścicielka, pani Monika, z pasją opowiada o swoich kotach i robi pyszną kawę. 



Leo: Też jestem takim małym, bezdomnym kotkiem do adopcji. Kto się mna zaopiekuje? :) 



45 komentarzy:

  1. Aga nie zartuj bytas??? W.

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę! :) :) kolo mojej pracy niedaleko, niedaleko Rue Blanche, gdzie mieszkalismy, gdzie się Kuba urodził :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś mój młodszy syn przynióśł mi malusieńkiego kotka na przechowanie przez dwa dni. Jego koleżanka wyjeżdżała na weekend i rozdawała znajomym kociaki.
    Zwariowałam, po prostu zwariowałam. Przez dwa dni nie wychodziłam z domu tylko obserwowałam tego koteczka, bawiłam się z nim, głaskałam, rozmawiałam, przytulałam......
    P.S. Szansa, że się zobaczymy jest coraz bliżej Agnieszko...:-))
    Więc niewykluczone ze kiedyś koteczka będę miała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Stokrotko, coraz bliżej perspektywa naszego spotkania:)

      Usuń
  4. Kocham psy i koty, niestety obecnie sama miec nie moge. Nasz tryb zycia skazalby zwierze na samotnosc i czesto tulaczke. Moja kotka z bidula zostala w Polsce. Belgijska polowka jest kocim alergikiem. Zaluje, ze podrzucilam rodzicom zwierzaka, jednak u nich kocicy zyje sie lepiej niz ze mna. Tam zawsze ktos jest w domu. Niestety mnie wiecznie porywala praca, wyjazdy i ukochany zyjacy jakies 1200 km od mojego PL domu. Pochwalam takie inicjatywy. Moze i mnie uda sie dotrzec kiedys w to miejsce. Joanna-Jo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie, wielu moich znajomych i przyjaciół z powodu trybu zycia nie moga mieć zwierząt, mimo, że lubię. I to bardzo dojrzała decyzja! Nie moge znieść jak ktoś bezmyślnie bierze zwierzęta, a później i tak sa skazane na samotność. Zawsze jest ta myśl, że kiedyś jak juz sie spokojniej osiądzie będzie można kogoś przygarnąć :)

      Usuń
  5. to prawda, jest w Krakowie kocia kawiarnia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jestem psiara, koty omijam /moja córka i chłopaki maję na nie uczulenie/, jak odwiedzają ciocię w Warszawie, która straszna kociara /ma 3 koty/, to są na lekach więc nie ma tematu. FAJNIE TO OPISAŁAŚ. Ostatni "kotek" uroczy...pozdrawiam serdecznie Agnieszko...

    OdpowiedzUsuń
  7. W życiu tak się plecie, że jak kot, czy pies ma być z człowiekiem, to TEGO człowieka Los mu na drodze znajdzie!! Czasami nawet bywa że kilku zwierzakom Los stawia tego samego człowieka........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie Joasiu! Nasze wszystkie zwierzęta nas sobie wybrały, tak jest i z ludźmi na naszej drodze. Jestem tego pewna! Pozdrawiam kochana!

      Usuń
  8. potwierdzam słowa Joanny - moje psy, zwłaszcza staruszka, która była psem bezdomnym, wynędzniałym, pałętającym się po okolicy i bardzo nieufnym sama mnie wybrała, przyszła za mną ze spaceru, dostała jedzenie, potem usadowiła się na podwórzu i tak jest z nami już ponad 7 lat!

    młodszy został "doprowadzony", ale prawie od razu się zadomowił, nie uciekał, tak jakby od razu sobie nas wybrał - może czuł, ze uratowaliśmy go
    przed schroniskiem

    a jak dbają o higienę w takiej kawiarni? przecież koty gubią dużo sierści ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, nie wiem dokładnie, w każdym razie, bar jest oddzielony od reszty od reszty kawiarni wysoka drucianą siatką i chyba sa jakieś produkty do rąk, ale mówiąc szczerze, dobrze się nie przyjrzałam.

      Usuń
    2. Tak, jakkolwiek jestem kociarą "przebranżowioną" na psy, to nie wyobrażam sobie kota siedzącego mi pupą na stole albo wyciągania sierści z zupy. Przez mój dom rodzinny przewinęło się mnóstwo kotów, ale każdy nauczony był moresu i blaty omijał z daleka. Nie ucierpiał na tym żaden.

      Usuń
    3. :) :) :) no własnie, podobnie jak z psami! zwierzaki pozwalają sobie na tyle na ile pozwalają im własciciele :) dlatego napisalam wczesniej, że nie wszyscy by zniesli tego typu przybytki, np moja kolezanka uwielbia zwierzaki, ma kota i psa, ale jak mówisz, nie zniosłaby kota siedzacego pupa na stole. a poza tym ma alergię na unoszaca sie sierść, więc jest bardzo zdyscyplinowana w domu i zwierzaki też. dyscyplina nie wyklucza się z milością, jak i w stosunkasch międzyludzkich, pozdrawiam! :)

      Usuń
  9. Byłam wczoraj w krakowskiej kociej kawiarni. Bardzo sympatycznie, rezyduje tam 5 kotów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to podobnie jak w Brukselskiej, zawsze jest mniej więcej pięć. :)

      Usuń
  10. Lubię zwierzęta. Sama jestem psiarą, mimo wszystko (koty chodzą swoimi drogami) koty wzbudzają wiele empatii u człowieka. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, koty sa bardziej niezależne. Tez jestem psiara:) bardziej niz kociara :) Pozdrawiam

      Usuń
  11. A ja uwielbiam koty :) i takie bary z kotami tez , w ramach tego ze nie mamy w naszym luksemburskim domu :):): bo to mało praktyczne kiedy sie sporo wyjeżdża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestes Aniu odpowiedzialna osobą, lubię Cię! :)

      Usuń
  12. skociałam - Aga lof <3
    sami ostatnio zastanawiamy się na jakimś zwierzątkiem dla Gabrysia, ale pies czy kot to już za duze gabaryty :/
    pomysł z kocią kawiarnią mega :)
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynka, myślę, że zwierzątko w domu miałoby na Gabrysia bardzo dobry wpływ. może malutki piesek? znane są terapeutyczne własciwości zwierząt, sama jak przychodze do domu po cięzkim dniu i przytulę się do moich zwierzaków, od razu stres odchodzi i wracają siły!

      Usuń
  13. Odkąd usłyszałam o kociej kawiarni w Krakowie, mam straszną ochotę się tam wybrać. Nie miałam pojęcia, że takie miejsca są w całej Europie, no proszę ;)
    Ja - kociara całym sercem, z obawami rozpoczynam wakacje. Co roku praktycznie ktoś zostawia jakiegoś koło mojego domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wakacyjne przekleństwo... dobrze, że obok tych podłych sa i dobrzy ludzie na świecie...

      Usuń
  14. Gdybym miała taki bar w pobliżu, zapewne zostałabym stałym bywalcem tego miejsca ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. U nas wszystkie zwierzęta mieszkają:)))nawet króliki udają psa i biegają wzdłuż ogrodzenia razem:))))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Koty są święte i każdy, kto ich nie szanuje pójdzie się smażyć w piekle!!! A każdy, kto głupiego człowieka. Ściskamy wraz z Julianem mocno, kocur pazurem ;)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Miało być: a każdy, kto ich nie lubi, traci najlepsze, co może spotkać głupiego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zrozumiałam, zrozumiałam, kłaniam się Julianowi w pas! :) bardzo dostojne imie dla kota, zobowiązujące, pewnie kocur z wielkim charakterem :)

      Usuń
  18. Twoja brukselska propozycja pracy w kociarni przyprawiła i mnie o dreszcz ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nas też wybrał sobie kot, a nie odwrotnie
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciekawe są Twoje przejścia z kotami; szczególnie sytuacja z pracą - jak z jakiegoś filmu :)

    OdpowiedzUsuń
  21. A z alergii wyleczyć się można o czym świadczy historia pewnego Bartka http://brygidaibartek.pl/jak-wyleczylem-sie-z-alergii-historia-bartka/
    a miał facet giga uczulenie. :) Oczywiście o ile się chce wyleczyć. :)
    Pozdrawiam Agnieszko.

    OdpowiedzUsuń
  22. Aaaa jeszcze sam blog jest ...... hmmm,niezwykły rzekłabym. :) Też marzyła mi się herbata z samowara nawet próbowałam kupić nie cieknący, niestety się nie udało.

    OdpowiedzUsuń
  23. A bajki Jachowicza? To istne makabreski. Polecam
    "O Juleczku, co miał zwyczaj ssać palec" co prawda to tylko tłumaczenie Jachowicza ale jakie obrazowe
    http://niepoprawni.pl/blog/229/stanislawa-jachowicza-urocze-makabreski-dla-dzieci

    OdpowiedzUsuń
  24. Kiedyś w rodzinnym domu miałam koty, psy... Dawno temu. Teraz niestety nie... Nie wobrażam sobie zwierzaków na VII piętrze same w domu przez 3/4 dnia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to się nazywa odpowiedzialnośc Basiu... a czasami ludzie nie myślą o tym...

      Usuń
  25. :-) A u mnie Kocia Klubo-kawiarnia jest na balkonie cały rok. Codziennie obsługa dba aby w czystych miseczkach była sucha karma i woda; a chłodniejsze dni mleko. Kawiarnia jest odsłonięta od wiatru i deszczu z trzech stron, niestety podlega poważnym ograniczeniom-Tylko Dla Kotów, szczególnie ciepło widziane są wszelkie bidki, głodne, zabiedzone. Po posiłku oferuję możliwość wygrzewania futerka na balkonie gdzie każdy może leżakować ile mu się podoba,
    W sezonie letnim zapraszam do Ogrodu Kocimiętkowego gdzie można wąchając cudowne rośliny godnie odpocząć.
    Nieopodal funkcjonują dwa garaże typu półotwartego-czyli otwartego dla Kotów, zamkniętego dla psów i złych ludzi gdzie sam przygotowałem pięć miejsc leżąco-wypoczynkowych suto wymoszczonych kocami i swetrami. Na terenie obiektu jest także bliżej niezanana liczba dzikich miejsc noclegowych utworzonych przez Koty.
    W zimie gwarantuję odśnieżanie głównych traktów prowadzących na podwórku do jadłodajni i hotelu.
    W Święta gwarantowany poczęstunek ekstra.
    Czy mam Kota na punkcie Kotów?
    Wcale nie ;-).

    OdpowiedzUsuń