poniedziałek, 11 maja 2015

Liczę na Was!


Pragnełabym Was znów zobaczyć i nie móc się z wami nagadać.
Przyjedźcie na Podlasie (Bielsk Podl.) lub Warszawy.

Zaproszenie na spotkanko z krótką historyjką zupełnie nie na temat. :) 


Tydzień temu, niedziela. Pogoda do kitu, czas się jakoś w palcach rozlazł, gotować się nie chce, jak to w niedzielę, ale głód do żołądka zagląda i się dopomina. Pojedźmy gdzieś zjeść. Trochę (dużo) wybrzydzamy: Tu za daleko, tam za mało smacznie, jeszcze indziej za drogo i nas nie stać; za późno lub za wcześnie, obsługa niemiła, to znów się przejadło... Deszcz i wiatr kompletnie pozbawił nas "morales". I nagle: wiem! Patrzę niepewnie i mówię niesmiało: "Ja to bym najchętniej dziś zjadła takiego wypasionego... "fastfooda". 
- Jak to? - dziwi się mąż.
- No tak, niezdrowego, smacznego, z dużą ilością wyciekającego sera... Z pogwałceniem wszelkich zasad zdrowego żywienia, a na deser looooody... - przewróciłam z rozkoszą oczami - albo gofr z ogromną czapą bitej śmietany!
- To gdzie jedziemy? 
- Do McDonaldsa jak za dawnych lat...


I cieszyłam się z tego McDonaldsa jak z najlepszej restauracji. Podpatrywałam ludzi pałaszujących swoje "big bekony" i inne "wieśmaki" z taka samą radością jak wówczas, gdy McDonalds był dla mnie ledwie osiągalnym luksusem, gdy tego typu restauracje dopiero powstawały w Polsce. Sięgnęłam pamięcią jeszcze dalej i doszłam do barów mlecznych i ich atmosfery, gdzie będąc w szkole stołowałam się nagminnie. Zebrało nam się na wspominki...
Jadłam zachłannie jak głupia, oczywiście zakrapiając obficie niezdrowe jedzenie coca-colą. Ech, fast foody i coca cola są nieśmiertelne i niezniszczalne! Zaspokoiłam swoją wewnętrzną potrzebę poczucia się dzieckiem i pewnie bedę miała dosyć żywieniowych przestępstw względem siebie na najbliższe miesiące. I nie było we mnie ani krzty poczucia winy!  Zauważyliscie, że dzieciom tak niewiele potrzeba do szczęścia? 
Lubicie nieraz zaszaleć? Złamać zasady? Poczuć się bezkarnym dzieckiem? Odejść od reguły? To tak cudownie pozwala przenieść się w świat dzieciństwa, gdy do pełni szczęścia wystarczała cukrowa wata na patyku!
A teraz druga część mego posta. 


Wiem, że nie wszyscy macie konto na facebooku, dlatego chciałabym Was powiadomić o moich spotkaniach autorskich w Polsce. Zwłaszcza w Warszawie tak sporo tych spotkań wyszło. Może niepotrzebnie, ale troszeczkę obawiam sie o frekwencję, dlatego rada bym Was widzeć, ci co mogą, a tych co nie mogą, a są z Warszwy lub Bielska Podlaskiego proszę o poszeptanie w mojej sprawie znajomkom. Z góry dziękuję braci blogerska. Oto terminy spotkań:

15 maja 2015 r. (piątek) godz.17.00 kawiarnia CAVA, Plac Unii Lubelskiej (w centrum handlowym Plac Unii Lubelskiej)
17 maja 2015 r. (niedziela) godz.12.30 Bookhousecafe, ul. Świetokrzyska 14
17 maja 2015 r. (niedziela) godz.17.00 klubokawiarnia Coffeetura, ul. K. Przedmieście 4/6 (wejście od ul. Oboźnej)




Do zobaczenia wkrótce w realu lub na blogu. 

18 komentarzy:

  1. Lubię nieraz poczuć się jak dziecko, chociaż akurat do McDonalda bym się nie wybrała :P Lepsze wrażenia daje autostop :P
    Powodzenia, Aguś, życzę Ci wielu niezapomnianych chwil! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Od 15 do 20 jestem za granicą ale na fb udostępnię te terminy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki dziewczyny :) widze ruch na facebooku z waszej przyczyny :) (o! i do rymu sie powiedzialo!)

      Usuń
  3. A biedna Polska południowa to gdzie ma przyjść????????
    Lubię McD czasami warto się zapomnieć:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka biedna! Taka w artystow wszelakich plodna ta ziemia :) Dojade basiu, dojade jak nie w tym to w przyszlym roku i wtedy to juz nie praepuszcze okazji do spotkania :)

      Usuń
  4. A co z Polską lekko zachodnią?
    Oj tak, zaszaleję czasem w McD, albo zjem ze dwa gofry.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja na razie jestem na ścisłej diecie i nie w głowie mi takie szaleństwa..przynajmniej nie jawnie ;-) Chociaż oczywiście jeśli zdarzą się raz na jakiś czas to korona nikomu z tego powodu z głowy nie spadnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Do Polski, teraz niestety mi nie po drodze ... a moze Ty planujesz jakieś wizyty w Niemczech?
    Co do McD, to czasem daję się skusić, żeby moja Gabi wiedziała, co to jest ;-) Ogólnie nie przepadam, za tego typu jedzeniem, ale raz na jakiś czas można "zgrzeszyć" :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. W niedzielę nie zdążę wrócić do pracy na poniedziałek. :(((((
    Masz już grafik spotkań na lipiec? :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie strasznie daleko ale zycze tlumu,zeby zbraklo miejsc........dzieckiem czasem lubię pobyc i zrobic cos głupiego...mysle ze to nas odmładza,pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Choćbym nie wiem jak chętnie przybiegła to do Pl tak konkretnie azymut nie wskazuje.
    A czy dzieckiem i łamać zasady- to normalne że sie chce i ze się powinno jeśli są to właśnie takie zasady jak napisałaś. oooo tak!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla mnie MD to codzienność, niestety. Nigdzie szybciej nie podają jedzenia. Chociaż ostatnio staramy się jest fast foody coraz rzadziej.
    Może w niedzielę uda mi się wyrwać na spotkanie z Tobą....
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też odpisałam Ci na moim :). Mam nadzieję, że do zobaczenia. Właśnie myślałam o 12.30. Mąż zabrałby synka na plac zabaw, a ja na pogaduchy :) Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Dla mnie Agnieszko za daleko ale życzę Ci powodzenia...pozdrawiam, buziaki posyłam...

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie też za daleko, ja z Niemiec jestem ;) Ale powodzenia i życzę ogromnej popularności i rozpoznawalności!

    OdpowiedzUsuń