niedziela, 21 grudnia 2014

Powroty i reemigracje.


Wiem. Tym razem zawiodłam. Minęła sobota, a ja nie zamieściłam obiecanego posta. Wpadam zdyszana, jak Kopciuszek śpieszący się by opuścić bal przed północą. Lecz się nie udało. Nie zdążyłam, jakaś rurka pękła, chyba przewód jakiś. Coś związane z powietrzem, tłoczeniem i silnikiem. Ponoć bardzo ważne. 
No wiecie:"Ciągle w drodze. Powroty i reemigracje ukształtowały stosunek do miejsc, w których przyszło mi żyć"... Podczas, gdy oni, jak Trzej Muszkieterowie, walczyli pod maską (samochodową), ja umalowałam paznokcie na czerwono. Zen. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Po czym przyniosłam im trzy kubki gorącej, aromatycznej herbaty z cytryną z pobliskiego baru.



Przywitałam się z domem. Odpaliłam komputer. I ucieszyłam się waszą obecnością! 
Zdałam sobie sprawę, że jesteście ze mną już bardzo długo i ciągle was przybywa. Kiedyś myślałam, że piszę głównie dla siebie i nie potrzeba mi czytelników. Co za noszalancja! Dzięki wam odkryłam, że pisanie bez interakcji z czytelnikiem jest jak jedzenie przepysznego dania w samotności lub picie szampana do lustra. Możliwe, lecz nie tak przyjemne jak z dzielenie czasu z ulubioną osobą. Moje pisanie bez was byłoby tylko składaniem liter, zamkniętych w martwą treść. 
Nadaliście sensu memu istnieniu jako osoby piszącej. A to wszystko toczy się jakoś poza mną. Życzliwość ludzka płynie wielkim strumieniem. Wzrusza mnie, zawstydza, zadziwia. Taki niedowiarek ze mnie. 
Jedna z dziewczyn napisała:"Twoja książka przejechała się ze mną do Londynu. Skończyłam ją w pociągu dzisiaj. Nie przestawaj pisać! Czekam na Brukselę latem, wiosną, zimą. A później jeszcze za dnia i w nocy."
Ktoś inny ucieszył się, że wspomnienia ożyły. Moja ulubiona blogerka dziękuje za masę uśmiechów, emocji, wzruszeń... 
Pewnego dnia Nika, tak własnie ta, od nie tylko francuskich Notatek Niki napisała mi: "Witaj w ten okropny, deszczowy piątek. Warto byś podrzuciła pani Eli do księgarni nowe egzemplarze książek, bo wszytkie wykupiłam i już nie ma." Jedna z tych książek pofrunęła na drugi koniec świata, do Seattle.
Po pracy pobiegłam jak na skrzydłach. Czekała mnie miła niespodzianka. Fiołkowe cukiereczki, w nawiązaniu do nazwy mego bloga. Nika pisała o nich tutaj. Wiesz Niko, jeszcze ich nie spróbowałam. Czekam na gwiazdkę. Na razie na nie czule spoglądam. 



Koleżanka z pracy wręcza mi prezent. Na nową drogę pisarskiego życia. Oby nie była zbyt wyboista.




Jakieś wiadomości w lokalnej, polskiej prasie - dowiaduję się ostatnia. Ktoś napisał na Facebooku, że moje książki "sprzedają się jak ciepłe bułeczki" w księgarni Pod Kasztanem, w moim rodzinnym mieście. Nie wiem, na ile jest w tym prawdy. To wszystko dzieje się bez mego udziału. Moja książeczka jakoś tak sama walczy o swoje zaistnienie. Siedzę w brukselskim biurze 1500 km z dala od tych spraw. Odliczam minuty do końca dnia. Myślę o tym, co będziemy dziś jeść na kolację. Cieszę się z wszystkich sygnałów, które do mnie docierają. Bo przecież... nie jestem pisarką.
Znam niektóre z was. Piszecie piękne wiersze, to znów macie ostry język, wnikliwość patrzenia, poruszacie ważne społecznie tematy, przekraczacie tabu. Niektóre/niektórzy mają szansę napisać prawdziwy bestseller. Ja, cóż? Piszę zwykłe bzdurki, poruszam błahe tematy, ubieram w słowa banalną codzienność. One szybują, czasami niepotrzebnie mocno trzepoczą emocjami. Ale to tylko proste słowa. Nie udawajmy, że jest inaczej. Tym bardziej zaskakuje mnie rzeczywistość. Miłe reakcje. Zapowiedzi wywiadów na nowy, zbliżający się rok... Pierwszy nakład jest na wyczerpaniu. Trzeba dodrukować egzemplarze książki. Praktycznie w drugim miesiącu jej życia. Praktycznie bez wielkich, profesjonalnych medialnych kampanii. Póki co, dzięki znajomym i wsparciu wydawnictwa samo się skromnie lecz konsekwentnie toczy...


Uśmiecham się. W uszach po raz kolejny dźwięczą mi słowa nieznanej mi osobiście, młodej pisarki: "Idź za swoją pasją. Jeśli raz wejdziesz na fascynującą ścieżkę literackiej przygody, już nigdy w życiu nie zechcesz z niej zejść."

Bardzo wczesnym rankiem wychodzę na taras mego polskiego domu. Jestem spragniona widoku nagich ramion drzew w ogrodzie. Tęsknię za nimi, jakby były mymi siostrami. Powroty i reemigracje... 
Zadzieram głowę. Łapię we włosy płatki mokrego śniegu. Za chwilę chłodne ramiona moich sióstr - drzew pokryje kołderka białego puchu. Będzie dobrze. Będą święta. 


 

33 komentarze:

  1. Samochody są jak kobiety. Mają swoje humorki ;) Pewnie dlatego właśnie zajmują się nimi faceci ;)

    Ale mam nadzieję, że cała przygoda zakończyła się pozytywnie?

    Buziaki! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'Pewnie dlatego właśnie zajmują się nimi faceci ;)" świetna konkluzja Inno! :)

      Usuń
  2. Pięknie napisane. To cudownie, że Twoja książka tak dobrze się rozchodzi! Można ją dostać we Francji? Z chęcią bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tylko mozna kupić ją przez internet w tej chwilii... Również na allegro. Może w przyszyłym roku na Amazonie. Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jestem z Tobą Agnieszko odkąd Cię poznałam na portalu pisarskim.
    I bardzo mnie ta znajomość cieszy.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak Stokrotko, pamiętam początki naszej znajomości na tym portalu literackim. Bywasz tam jeszcze czasami?

      Usuń
    2. Jestem regularnie. I co pewien czas wysyłam jakiś ambitniejszy tekst.

      Usuń
    3. Jestes dzielna i konsekwentna :)

      Usuń
  4. Agnieszko, z zapartym tchem czytam Twoje wszystkie posty.
    Są świetne.
    Zepsuty samochód? dla nas to czarna magia. Hi hi hi o niego niech się troszczą Muszkieterowie.
    Życzę miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Muszkieterowie... - między innymi od tego są :)

      Usuń
  5. Twoja książka żyje własnym życiem :-)
    I niech tak żyje jak najdłużej ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak można Cię nie czytać, skoro tak przyjemnie się Ciebie czyta :) Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że niektórzy utożsamiają mój blog z niezbędnym dodatkiem do porannej kawy :) Takie rytuały cieszą :) Aniu, a wiesz, że bedę chyba tej zimy w Stalowej Woli przez krótką chwilę. Od Sandomierza, tuż, tuż... A może nazwet i tam. Przeslę ci serdeczną myśl! :)

      Usuń
    2. To oprócz serdecznych myśli zapraszam Cię całą do siebie :) Ania

      Usuń
    3. Dziękuję! Jak się uda, to napiszę ci kiedy będę, może na szybką kawę udałoby się pół godzinki wygospodarować. Chciałabym cię zobaczyć! :) Napiszę...

      Usuń
  7. Agnieszko,
    za to właśnie Cię lubię i cenię: bez kampanii, bez rozgłosu a jednak się toczy. :)
    To znak, że coś wartościowego może zaistnieć, nawet jeśli nie ma sztabu wyborczego ani marketingu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Piszę zwykłe bzdurki, poruszam błahe tematy, ubieram w słowa banalną codzienność." - i właśnie w tym jest zawarta kwintesencja Twojej twórczości. Zmuszasz do pracy nasze szare komórki nie siląc się na wielce egzystencjalne rozważania, a ukazując, że sens jest w małych rzeczach. Do mnie to przemawia.
    Pozdrawiam niedzielnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aga jestem z Ciebie dumna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Masz dowód na to, że ludzie czekają na taką właśnie literaturę skoro potrafiła się sama obronić.
    Wczoraj wieczorem wróciłam późnym bardzo wieczorem z Krakowa. W domu bałagan, a ja zasiadłam z Twoją książką, żeby przeczytać choć jeden rozdział. i przeczytałam ' jedynie słuszną decyzję", bo takie wlasnie jest życie. Więc pisz Aguś o tym, co za ścianą lub pod progiem...

    OdpowiedzUsuń
  11. Trudno się nie zgodzić z poprzedniczkami:)))piszesz pięknie i z przyjemnością się czyta:)))mam nadzieję że cała nie przygoda dobrze się skończyła:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  12. piszesz, że małe rzeczy są nieważne i błahe, a ja Ci mowię, że Pięknie ubrane, upachnione, umiejętnie dobrane i skrojone na miarę mają siłę większą niż tzw WIELKIE SPRAWY. emanują swoją prostotą i urokiem codzienności. a tym bliższy zwykłemu człowiekowi, im bardziej magiczny w swej błahości. Pięknych Świąt Kochana! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co ja mam powiedzieć wobec waszych słów?? Po prostu, dziękuję...

      Usuń
  13. Super post.....
    Wspaniałych świąt Bożego Narodzenia
    spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze,
    samych szczęśliwych dni w nadchodzącym roku
    oraz szampańskiej zabawy sylwestrowej
    życzy…Bastoni di fashion 40+

    OdpowiedzUsuń
  14. Agnieszko! Z okazji Świąt Bożego Narodzenia ślę CI gorące świąteczne życzenia: ciepłej atmosfery, zdrowia, szczścia i miłości.

    OdpowiedzUsuń
  15. Agnieszko, życzę Ci zdrowych, spokojnych i rodzinnych Świąt oraz pomyślności w nadchodzącym 2015 roku!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Agnieszko!
    Życzę Ci zdrowych, pięknych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz wiele pomyślności w Nowym Roku 2015.Wielkie dzięki za wszystkie piękne opisy tego co nas otacza, wzrusza i bawi...........Proszę o więcej, pozdrawiam ciepło i świątecznie- Ala Zych

    OdpowiedzUsuń
  17. Bruksela twoimi oczami jest na pewno cudowna. Na pewno dotrę do twojej ksiazki :) wczesniej czy pozniej :):)
    Myslem,ze album z twoimi zdjeciami tez bylby cudowny. Wypoczywaj ! Wdychaj polskie klimaty ! I wracaj do....komputera :):)

    OdpowiedzUsuń
  18. Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, Przyjmij proszę najserdeczniejsze i z głębi serca płynące życzenia:
    Zdrowia i radości, spokoju ducha oraz pomyślności w realizacji nawet najskrytszych marzeń w Nowym 2015 Roku.

    OdpowiedzUsuń
  19. Pisz i rób to, co wiesz, że jest Twoją pasją! To są moje życzenia. Wszystko samo się obroni.
    Gratuluję Ci z calutkiego serca !
    Twoja książka będzie zamawiana przeze mnie dopiero po świętach (tak się pechowo złożyło), mam tylko nadzieję, że jej nie zabraknie do tego czasu..........

    OdpowiedzUsuń
  20. Eeech;Ty na emigracji tęsknisz za polską-ja tutaj mam jej szczerze dość...

    OdpowiedzUsuń