środa, 10 grudnia 2014

Antwerpse blog :)



Że co? Że znów deszczowy weekend w Brukseli? To może zróbmy coś, ruszmy się gdzieś. Gdzie świeci słońce, albo gdzie mniej pada. Ale, że w Belgii nie ma gwarancji co do pogody, właściwie niż atmosferyczny ma monopol na ten kraj, pojedźmy po prostu tam, gdzie nas jeszcze nie było.

Słabo znam Antwerpię, mimo, ze to tylko 60 km ode mnie. A to nieładnie, nieładnie... Miasto arcyciekawe pod każdym względem i po Rotterdamie największy port morski w Europie. Kolebka malarskich geniuszy z Rubensem na czele, stolica diamentów i prężny ośrodek światowej mody. A ja tak sobie ją (Antwerpię, nie modę) lekceważę. Aby się pogrążyć całkowicie dodam, że za każdym razem gdy jadę do Polski i z powrotem, przejeżdżając przez to miasto, mówię z mocą: "Musimy wreszcie specjalnie tu przyjechać!" 


Tym razem na antwerpski wypad namówiła mnie koleżanka z pracy Ieva, a za przewodnika obiecał robić przeuroczy kumpel Leonardo. Z tych co to niekoniecznie do różańca, ale do tańca jak najbardziej - mój osobisty antwerpski Sales Manager mojej książki. Z wielkim wdziękiem rozprowadza ją wśród znajomych Polek na kursie flamandzkiego. Prawdopodobnie pierwszy raz w życiu sprzedaje produkt, z którego nie rozumie ani jednego słowa! Bardzo utalentowany sprzedawca. 



Miał to być taki szybki sobotni wypad "rozpoznawczy" "na godzinkę" w międzyczasie między basenem, a obiadem dla rodziny. Ieva zapakowała do plecaka jeszcze ciepłe brownies dla Leonarda i pojechałyśmy...



Nasz antwerpski przewodnik, któremu bezgranicznie ufamy postanowił pokazać nam na początek panoramę miasta. Nie liczcie dzisiaj na jakieś istotne, liczne szczegóły historyczne - na to też przyjdzie czas innym razem. Dzisiaj tylko wprowadzenie do antwerpskich atrakcji. Bylismy ograniczeni czasem, a myśl przewodnia tego posta brzmi: jeden obraz = tysiąc słów. To raczej fotoreportaż, z naciskiem na "foto". 




Mimo brzydkiej pogody, zachwycaliśmy się do woli panoramą miasta. 


 






Później kierując się na rynek przemknęliśmy przez dzielnicę czerwonych latarni, która wygląda dużo schludniej niż w Brukseli. Jak to bywa z latarniami, pod którymi jest najciemniej - te antwerpskie, czerwone usytuowane są w sąsiedztwie komisariatu policji i kościoła. Nie byle jakiego kościoła, ale pięknego, przebogatego w dzieła sztuki - kościoła świętego Pawła z XVI wieku. 



Pamiętacie, jak mówiłam (pisałam), że w Belgii nie musisz iść do muzeum by podziwiać dzieła wielkich mistrzów. Wielkie, bezcenne płótna wiszą sobie w kościołach, można oglądać je do woli za darmo. Oto dowód: 




Z tym kościołem związana jest pewna niecodzienna historia. Otóż kiedyś wybuchł w nim pożar, a konkretnie dach się zapalił. Z pomocą na ratunek dzieł sztuki pośpieszyły pracujące nieopodal prostytutki. Zabawny to był widok, gdy mocno niekompletnie ubrane panie, często w samych majtkach i skąpych body uciekały z kościoła z płótnami pod pachą. Udało się ocalić chyba nawet wszystkie dzieła. 

W międzyczasie wyjrzało słońce co wprawiło nas w doskonałe humory.




Strzelanie na dwie ręce, prawie jak Bruce Willis :)



Zaplątalismy sie na rynek, a tam już grasował Swięty Mikołaj. Z każdym rokiem coraz bardziej mu śpieszno (było to sporo przed Mikołajkami) Ale dla nas nie miał prezentów. chyba okazaliśmy się za starzy, a może po prostu nie posiadaliśmy znaku rozpoznawczego - czerwonego balonika w dłoni. Hmmm... 







Wieża kościoła ma wysokość 123 metrów. Bardzo łatwo zapamiętać: raz, dwa, trzy.


Nasza "very speedy" wyprawa dobiegała końca. Czas posilić się przed wyjazdem. Obsługujący nas młody kelner okazał się Belgiem polskiego pochodzenia (który to już z kolei raz). Nawet ładnie mówił po polsku, dopytywał o poszczególne słówka, uczył się. Jest nas tu coraz więcej i coraz mniej mamy kompleksów względem reszty świata. I bardzo dobrze!



Jeszcze tylko pożegnalna promenada do punktu, z którego nas Leo odebrał, czyli parkingu. Zdążylismy w ostatniej chwili przed parkingowymi kontrolerami. Oczywiście nie byłoby nam tak śpieszno, gdybyśmy nie wyczerpali limitu czasu. Spóźnialscy! 





Jeszcze rzut okiem na najstarszy budynek w mieście:

"Zamek Steen w Antwerpii powstał w latach 1200-1225 na brzegu Skalady. Jego Dzisiejszy wygląd jest inny niż pierwotny kamienny. Steen (z kamienia) był wielokrotnie przebudowywany i miał różne zastosowania. Słowo stin oznacza kamień. Zamek - forteca pozwalał kontrolować dostęp do Skaldy, rzeki nad którą został zbudowany. Jak często się zdarza ten piękny wręcz bajkowy zamek ma ponurą historię. Nierzadko był używany był też jako więzienie.To nie był najszlachetniejszy okres istnienia Zamku Steen. Popularne stosowane wówczas kary  to, obcinanie rąk, głowy lub przypalanie i ćwiartowanie. Niejednakowo też traktowano więźniów. Bogaci byli umieszczani w prawym skrzydle i inaczej traktowani. Ubodzy trafiali do lewego, gdzie często umierali z powodu wycieńczenia i głodu." /http://antwerpia.lovetotravel.pl/


Niżej: dachy wielkich, starych hangarów. Są plany by je zburzyć i wybudować w ich miejsce nowoczesne budynki. Dla mnie ich szkoda...Według mnie nadają one charakteru portowi. My ludzie mamy taką niszczycielską skłonność. Aż nas korci by wiecznie coś burzyć i tworzyć nowego. 



Czas żegnać Antwerpen. Nie wiadomo kiedy zrobił się zmierzch. Po drodze utknęłyśmy trochę w korkach. Zaniepokoiła mnie cisza i brak wieści z rodzinnego domu. Zazwyczaj już chłopcy do mnie pomiałkują. Dzwonię. 
- Żyjecie?
- Tak, nie chcieliśmy ci przeszkadzać. Żebyś się choć raz zrelaksowała.
  (Hmmm, podejrzana ta troska o mnie...)
- Jesteście głodni? - drążę dalej.
- Poradziliśmy sobie. Pizza Hut.
- A co robicie? Bo coś mało rozmowni jesteście.
- Oj! Zabili mnie! - Co mówisz? Gramy kochanie! Co mamy robić jak ciebie nie ma. To na razie, pa, pa,bo mnie znów zabiją. 
- Aha...
Jaaak dzieci.... 








43 komentarze:

  1. Moja Antwerpia sprzed lat to przede wszystkim miasto Rubensa. Pamiętam Jego dom, rynek, zamek Steen...

    Dziękuję, że wzięłaś mnie na spacer po tym mieście. Ostatnio byłam w nim jeszcze przed ślubem.../a więc żadne dzieci małe ani duże jeszcze na mnie nie czekały/:-)

    Jak zdrowie - już jepiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze daleko od doskonałosci Stokrotko, ale dochodze powoli do siebie... najgorzej, że jutro ide już do pracy, niestety...

      Usuń
  2. Piękna wycieczka:))nigdy nie byłam w Belgii ale dzięki Tobie troszkę ją poznaje:))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poznasz ja jeszcze lepiej Reniu, obiecuję :)

      Usuń
  3. Kocham takie akcje : "pojedźmy po prostu tam, gdzie nas jeszcze nie było"! Nie znam Antwerpii; ale mój mąż bardzo lubi to miasto, najwyższy czas się wybrać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, jaki masz cudowny nick: Francuska Bombonierka, aż slinka cieknie :)

      Usuń
  4. Też bym się gdzieś ruszył.
    A tu niemoc jakaś taka mnie trzyma
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kieliszeczek Pinot Noir i niemoc powinna puścić, a Pinon Noir najprzyjemniej sączyć no gdzie? w jego ojczyźnie Antoni! To co, ruszamy się, ruszamy...

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. dzisiaj odwiedzają mnie dziewczyny o pieknych nickach :) Juliette Capuleti :)

      Usuń
  6. To mieliście wesołą i ciekawą wycieczkę :-) Miasto takie kolorowe, nawet o tej porze roku sprawia wrażenie radosnego, a to dach czerwony, a to niebiesiutkie drzwi, a to baloniki. Aż buzia się śmieje podczas oglądania zdjęć :-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Na przekór szarej pogody ciągle coś się dzieje... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Skrobnij do mnie na rozawigeland@gmail.com :) Proszę :)
    Chciałabym o coś zapytać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ważne że humory dopisywały :)
    Dobry humor rozświetli najbardziej burą pogodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i o to chodzi by cieszyć się życiem w każdych okolicznościach :)

      Usuń
  10. Miasto malarzy...i te czerwone dodatki- marzenie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Agnieszko!
    Magiczne miejsce a towarzysze podróży bardzo sympatyczni,Dzięki za tę wirtualną wycieczkę, pa Ala Zych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo ich lubię, są uroczy! W dodatku to jest taki mix narodowościowo - wyznaniowy :) Moja koleżanka jest Łotyszką, a kolega pół Brazylijczykiem, a pół Czylijczykiem :) Pozdrawiam Alu!

      Usuń
  12. Byłó się czym zachwycać. Zdjęcia cudne! Po prostu cudne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myslę, że zgłębię jeszcze tą Antwerpie, bo naprawdę warto, dopiero co liznęłam... a tyle lat tu mieszkam, aż wstyd... ale lepiej póxno niż wcale.. :) buziaki!

      Usuń
  13. No fajnie! Są zdjęcia, malarze, miasto, historia... Ale nie rozumiem czemu nie napisałaś W CO chłopaki tak grali na tym kompie. :)
    Przy okazji, Aga weź ze sobą jeden egzemplarz książki na święta, żebym kserować nie musiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he :) Sam ich zapytaj, powiedzą ci dokładniej. Nie jestem za bardzo w temacie bo nasze światy się nie zazębiają, wiem tylko, że stoja za tym jakieś pancerne maszyny z dlugimi lufami :) Książkę wezmę, jasne :) do zobaczenia w S. city!

      Usuń
  14. Ładne miasto i świetna wycieczka. I Wy, tacy radośni na zdjęciach - aż miło patrzeć :) Zdjęcia inspirujące, zachęcające do kolejnej podróży. Ale się rozmarzyłam, gdyby nie bieżące zobowiązania, pewnie już planowałabym wyjazd ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marchevko, znana podróżniczko, Antwerpia to cel dla ciebie, uwzglednij w grafiku na następny rok! :)

      Usuń
    2. Agnieszko, bardzo chętnie, ale przyszły rok już jest zarezerwowany na realizację zawodowych ambicji, więc rozrywka musi zejść na trochę dalszy plan ;) Ale kto wie, kto wie... Niczego nie wykluczam ;)

      Usuń
    3. jasne, priorytety w życiu muszą być :) trzymam kciuki za projekty :)

      Usuń
  15. Urocze miasto, Aguś dzięki za fajną wycieczkę, Buziaki.Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się siostrzyczko, musimy wspólnie kiedyś to miasto zaliczyć.. :)

      Usuń
  16. ale fajna wycieczka! super zdjęcia! ale Wam było wesoła :)

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. terapia smiechem w dobranym towarzystwie :)

      Usuń
  17. W Antwerpii ładowałam kiedyś samochód (mój) na statek, było fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. było fajnie :) tak zabrzmiało bardzo ciekawie... czekam na szczegóły :) :) :)

      Usuń
  18. Adorable post and you. Awesome picture, sweetie ^_^

    Kisses,

    Nicole

    www.nicoleta.me

    OdpowiedzUsuń
  19. aj cudowne miejsce nic tylko robic zdjecia i spacerowac !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając twoje upodobanie do wynajdowania różnych ciekawych zakątków w mieście, na pewno byś się świetnie odnalazła w tych klimatach :)

      Usuń
  20. Końcówka powaliła mnie na łopatki ;) Ale wycieczka świetna. Takie szalone wyprawy są najfajniejsze! ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Piękne zdjęcia. Cudowna wycieczka. Pozazdrościć.
    Na blogu nowy post, a w nim świąteczna stylizacja.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie.
    ~ http://gabriel-data.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Jejku jak tam ślicznie <3 Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś to wszystko zobaczyć na żywo! Czas zacząć oszczędzanie na taki wyjazd :D
    Pozdrawiam Aguś :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Przepiękne zdjęcia, mogłam przypomnieć sobie swoją wycieczkę do tego cudownego miasta :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jenak jeste na nie-nie lubię miast i nie lubię tłumów ;-(.

    OdpowiedzUsuń
  25. Lubię poczuć się nieraz anonimowo w tłumie :)

    OdpowiedzUsuń