środa, 5 listopada 2014

Mężczyzna z kotem.




Niespodzianka? Wiem... Miałam w środy nie pisać. Sama sobie się dziwię, ale nie mogłam się powstrzymać... Nagłe odstawienie pacjenta od źródła uzależnienia może skutkować nieoczekiwaną śmiercią. Będę odcinać pępowinę powoli... Od czasu do czasu wrzucę coś w środę, ale bez zobowiązań i deklaracji, ok?


Avenue de Tervuren. Musicie ją pamiętać. Przynajmniej ci, którzy regularnie towarzyszą mi w brukselskich spacerach. O tej porze roku wygląda najpyszniej, jeśli można odwołać się do kulinarnych skojarzeń. Tutaj pod numerem 279-281, niedaleko parku Woluwe wznosi się ciekawa budowla. Na jej dachu znajduje się wielki taras. Na nim stoi starszy pan z kotem. Patrząc obojętnie na płynącą rzekę aut, gładzi rudego towarzysza. Ten dumnie pręży ogon. Urodzeni noszalanccy arystokraci. Ale czy arystokrata jeździłby uroczym, aczkolwiek małym pegeocikiem stojącym przy rezydencji? Powątpiewam. Kiwam do pana (ja do wszystkich kiwam) i na migi pytam, czy mogę sfotografować budynek. Pan przytakuje głową i dyskretnie odchodzi z kotem, zanim zdążę go "ściągnąć" moim obiektywem. Szkoda! Świetnie wygladał na tle monumentalnej budowli, a tak: "upolowałam" go tylko w postaci małej kropeczki. To opiekun tej rezydencji. Od 2002 roku, kiedy to zmarła baronowa Stoclet, nikt tu oprócz niego nie mieszka. 



Pałac Stocleta, to prywatna rezydencja zbudowana na początku XX wieku przez austriackiego architekta Josefa Hoffmana dla belgijskiego finansisty Adolphe'a Stocleta. Ściślej ujmując, zanim Adolf został finansistą, najpierw był inżynierem budujących koleje w Austrii, a prywatnie wielkim milośnikiem sztuki i kolekcjonerem. Ale sięgnijmy do początku historii tej rezydencji. 


Wiadomo, że na przełomie XIX i XX wieku pojawiła się secesja i opanowała na dobre Europę. Jej kolebką była Austria i to właśnie tam belgijski inżynier zauroczył się nowym nurtem. Rychło został wezwany do Brukseli gdzie po śmierci ojca przejął jego imperium finansowe i postanowił kultywować rodzinną tradycję. Stanął na czele Société Générale - dużego belgijskiego banku. Wtedy to postanowił zbudować rodzinną rezydencję. Do jej zaprojektowania zaprosił najlepszych mistrzów swej epoki, czyli Hoffmana i artystów z nim związanych. Miało to być dzieło absolutne na miarę wieku. Dlatego dał artystom nieograniczoną swobodę jeśli chodzi o koncepcję artystyczno-architektoniczną.
Oprócz funkcji mieszkalnej rezydencja miała pomieścić galerię, salę do prywatnych koncertów i obszerny salon do przyjmowania dystyngowanych gości.


Po smierci baronowej zaczęły się spory i waśnie między spadkobiercami jak również przepychanki z państwem belgijskim. Ot! Samo życie!
Rząd całkiem niedawno wygrał batalię z właścicielami i na mocy orzeczenia sądowego budynek i wszystko co się w nim znajduje od sztućców po meble, oraz wszelkie elementy dekoracyjne są częścią dziedzictwa narodowego i w żaden sposób nie mogą być sprzedane. Było to odpowiedzią na próby wyprzedaży poszczególnych mebli przez niektórych członków rodziny. A jest co wyprzedawać! Miedzy innymi wazy i sztućce z dynastii Ming, przepiękne drogocenne meble i bibeloty. W 2010 roku wartość pałacu została wyceniana na 100 000 000 euro. Jest wpisany na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO.

"W architekturze i wystroju pałacu urzeczywistniła się utopia secesji: każdy detal, od ogrodu po narzędzia kuchenne, od fasady do łazienek został stworzony z myślą o jedności stylu. Pomiędzy wszystkimi elementami odnaleźć można udaną harmonię i współgranie. Wyszukane materiały, jak marmur i pozłacana metaloplastyka, czy urokliwa szlachetność budowli w niczym nie pomniejszają jej nowoczesności."


Budynek jest wzorowo zintegrowany z otoczeniem. Do dekoracji wnętrza Stoclet zaprosił słynnego Gustawa Klimta. To wielki artysta, a prywatnie kobieciarz i erotoman. Napiszę kiedyś o nim oddzielny post. Dekoracje wewnętrzne kosztowały 100 tysięcy koron. Użyto takich materiałów jak: szlachetne kamienie, prawdziwe perły, emalia ozdobna, kruszce, w tym duże ilości złota, marmur, skóra, najdroższe drewno z Madagaskaru, drzewo różane... 

Żałuję, że nie można zwiedzić wnętrza. Spadkobiercy nie mogą się porozumieć. Jedni chcą część budynku udostępnić zwiedzającym. Drudzy nie chcą o tym słyszeć. Cóż, poczekam, aż się dogadają...


http://whc.unesco.org/fr/list/1298/gallery/


49 komentarzy:

  1. To zabawne, ale z dołu i boku wygląda dużo ciekawiej niż z góry :)
    Bardzo dziękuję za tą wirtualną wycieczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super aga dzieki tobie zwiedze troche bruele :-) !! A tak na marginesie bytas blisko nas i nie wpadtas na kawe ¦-( ! W

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciatam napisac bruxele hi hi

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny. Byłoby co zwiedzać w środku ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. W sumie z zewznarz aż taki imponujący nie jest ..... Ale Klimt do mnie przemawia ...lubie :)


    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś bogactwo im szczęścia nie daje...
    Piękny zamek...

    OdpowiedzUsuń
  7. imponujący...najlepiej wygląda jednak na ostatnim zdjęciu - w otoczeniu zieleni, nie jest taki "surowy"

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak ja lubię Cię czytać :))))) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  9. Ajajaj...
    Jak ja bym chciała tam zajrzeć. Szkoda, że nie można.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś wpuszczą do środka... można parę zdjęć wnętrza znaleźć w necie...

      Usuń
  10. A ja pana z rudym kotkiem obejrzałam całkiem wyraźnie go widać, kotek piękny a pan jak to pan widać że nobliwy. :) Bardzo lubię czytać Twój blog, o świecie się dowiaduję takim, do którego moje ciekawskie oko nie może zajrzeć. :)
    Dziękuje bardzo pięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo ci dziękuję, to miło słyszec takie slowa. A pan, o właśnie! nobliwy! zabraklo mi tego słowa.

      Usuń
  11. Ciekawy ten pałac wygląda interesująco

    OdpowiedzUsuń
  12. I znowu przeniosłam się do Twojego świata... Ja muszę kiedyś w tej Brukseli napić się z Tobą kawy. Nie ma to tamto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie Różo! zapraszam, nie ma to tamto!

      Usuń
  13. Mam podobne wspomnienia z pobytu w Szwecji. Dawno, dawno temu... Jak deja vu :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dobrze jest wywołac miłe wspomnienia... :)

      Usuń
  14. Świetna opowieść, zdjęcia, Ty, chociaż tyłem, dziękuję za wycieczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tyłem, bo nie ja tu jestem najwazniejsza, za to budowla - przodem :) całuski

      Usuń
  15. Twoje posty czyta się jednym tchem... Szkoda, że tak krótko.
    Piękna rezydencja.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łucjo kochana, krotko, bo idąc z duchem czasów, ponoć przyswojenie tekstu dłuższego niz kilkadziesiąt znaków na Twitterze jest niemożliwe. Tak mawiaja mlodzi :) Pozdrawiam!

      Usuń
  16. No dooobrze, pozwalamy Ci łaskawie pisać też w środy ;-)
    Domek ma niezły metraż, ale po skorupie oceniając, nie zajrzałabym do środka. Taki zimny i odpychający.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za pozwolenie, jestescie wspanaiłomyslni! :):):) Wnetrze też jest takie... dziwne, futurystyczne...

      Usuń
  17. Agnieszko!
    Dzięki Tobie przenoszę się wirtualnie w piękne miejsca, dowiaduję się ciekawych historyjek.A zdjęcia są jak zawsze u Ciebie piękne! Fajnie na nich zaznaczasz swoją obecność.Wielkie dzięki za tą możliwość podróżowania z Tobą.............Pa Ala Zych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. staram się swoja obecność zaznaczać w miarę dyskretnie na zdjęciach, zwłaszcza, gdy nie jestem bohaterka posta:) Serdecznie cię pozdrawiam Alu, dobranoc!

      Usuń
  18. Poszłabym z Tobą do środka, wyobrażam sobie ten przepych! Super napisane!

    OdpowiedzUsuń
  19. Niezwykły!! Strasznie ciekawa jestem wnętrza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julcia, wrzuć do przegladarki w obrazkach nazwę pałacu, to troche zdjęć wnętrza powinno wyskoczyć.

      Usuń
  20. Taki ogrom i nikt nie mieszka to niesłychane:)))też chętnie zajrzałabym do środka:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  21. Tyle osób nie ma dachu nad głową a tu takie gmaszysko stoi puste......dobrze ze jest pan z kotkiem.
    Dobranoc siostrzyczko.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny, świat jest pełen skrajności... Niestety...

      Usuń
  22. Bardzo ładne zdjęcia. Jak zwykle. :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Z Tobą wędruję już od dawna i czerpię ogromną radość i wiedzę z tych wędrówek. Dzisiejszy spacer w miarę czytania, rozpalał we mnie nieopanowaną chęć zobaczenia pałacu dokładniej niż kilka kadrów
    Od tej pory będę o tym sobie marzyła....bo wiele z moich marzeń już się spełniło, może więc się uda? A może z Tobą, jako przewodnikiem?
    Buzi!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, marzenia się spełniaja, sama najlepiej wiesz... :) Kiedyś bez pospiechu pospacerujemy po Brukseli:)

      Usuń
  24. Tyle słonca na Twoich zdjęciach w u mnie własnie pada deszcz. Dzięki Tobie poznaję kawałek nieznanego mi państwa i oglądam Twoje mega zgrabne nogi:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była taka piosenka o nogach, chodzi mi po głowie:) U nas, gdy pisze te słowa, też bardzo zimno na dworze...

      Usuń
  25. A ja przestałem cokolwiek deklarować, bo gdy wyprowadzałem się z bloga zmożony niemocą i brakiem weny, to po tygodniu wracałem ze wzmożoną intensywnością. Niech po prostu samo się dzieje:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego będę sie trzymać! Żadnych deklaracji! Dobrze powiedziałeś: niech samo się dzieje!

      Usuń
  26. Piękny budynek. Pana z kotem widać całkiem dobrze. Nie wiedziałam, że Klimt był erotomanem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to na wyrost powiedziane, ale chyba dla mnie tak: stary lubieżnik :) nawet do smierci otaczał się młodziutkimi kobietami, kilkoma naraz oczywiście. Ale cóż, mistrz ma swoje fanaberie... Talentu to mu nie można odmówić.

      Usuń
  27. Z góry ten pałac wygląda jak ciut bardziej wypasiony dom wczasowy za komuny/hotel teraz, w Albenie w Bułgarii, tak mi się jakoś skojarzyło bo na podobnym dachu jadałam ogniste, cygańskie szaszłyki w regionalnej knajpie.
    Ale opowieść przednia,
    całuski :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Historia piękna;ale..zamek nie przekonuje mnie-przynajmniej z zewnątrz. Wiesz;takie pierwsze skojarzenie to..blokowisko..

    OdpowiedzUsuń