sobota, 22 listopada 2014

Hej ho, hej ho do szkoły by sie szło...



"Wszys­cy jes­teśmy wie­czny­mi studentami:
na wydziale uczuć stu­diuje­my kieru­nek Miłość,
ze spec­ja­lizacją kochania." 


Niedawno, 17 listopada obchodziliśmy Dzień Studenta. Jak wyczytałam w sieci: "Jego początek datuje się na 1941 rok. Ustanowiony został na pamiątkę krwawo stłumionego protestu czechosłowackich studentów przeciwko inwazji nazistów 1939 roku. Święto to jednak nie ma dziś wyłącznie charakteru nostalgicznego, jest raczej okazją do afirmacji tego, co większość nazywa najpiękniejszym okresem w życiu." 



"Obietnica rozkoszy studenckiego życia kusi coraz więcej młodych osób – liczba studentów w ciągu ostatnich 20 lat wzrosła 5-krotnie, a liczba szkół wyższych 4-krotnie. Dyplom magistra był do niedawna uważany za przepustkę do wymarzonej kariery zawodowej, jednak polski rynek pracy szybko zweryfikował stale powiększającą się liczbę absolwentów. W listopadzie 2012 roku bez pracy było ponad 230 tysięcy osób po studiach. Dlatego też coraz bardziej popularne stają się studia zaoczne – w ten sposób studenci mogą zdobywać doświadczenie znacznie wcześniej, by być lepiej przygotowanym na poszukiwanie zatrudnienia zaraz po uzyskaniu dyplomu. To jednak wiąże się ze zrezygnowaniem z archetypowego studenckiego życia, jakie dają studia dzienne, zwłaszcza te poza miejscem zamieszkania. Do beztroski i swojego rodzaju luksusu studiowania w Polsce przyczynia się walnie fakt, że publiczne szkolnictwo wyższe jest bezpłatne – to nie do pomyślenia w większości krajów europejskich. Mimo to polscy studenci, nieco stereotypowo i z przymrużeniem oka, postrzegani są jako osoby niezmiennie głodne. Złośliwi twierdzą, że być może dlatego, że za dużo piją." /zaczerpnięte z sieci/


Jakieś dwa, trzy kilometry od nas, w Brukseli znajduje się filia Uniwersytetu w Louvain, cała ogromna infrastruktura w bezpośrednim sąsiedztwie szpitala Saint Luc. To nasz "dyżurny szpital" - jak nas dopadają różne niedomagania to szybciutko do Świętego Łukasza. W słoneczną, ubiegłą niedzielę wybraliśmy się na studencki brukselski szlak, żeby trochę przypomnieć sobie własne, złote czasy i znów zaczerpnąć łyka tamtej atmosfery. Chociaż ponoć w kwestii studiowania wiele się zmieniło...


KUL to jeden z najstarszych i najbardziej prestiżowych uniwesytetów w Europie. I niech was nie zmyli słowo: 'katolicki" w nazwie, bo od dawna nie ma on nic wspólnego z katolicyzmem, jak zresztą wszystko w tym kraju. Powstał w XV wieku, ale nie będę was zanudzać historią, którą możecie przeczytać w internecie. Chcę podzielić się z wami pewną ciekawostką. Wiecie, że Belgia słynie ze swoich antagonizmów językowych. I to właśnie wskutek tychże animozji Katolicki Uniwersytet Louvain (nl. Katholieke Universiteit Leuven) roku pańskiego 1968 rozpękł się na dwa niezależne ośrodki. Francuskojęzyczna kadra i studenci przenieśli się do nowo wybudowanego kampusu w Louvain-la-Neuve w Walonii. (Université Catholique de Louvain) Na obu uniwersytetach studiuje i studiowało wielu Polaków. I o obu tych uczelniach jeszcze kiedyś napiszę osobno. 


No dobrze, a teraz kto tam zaznał słynnego studenckiego życia przyznawać mi się zaraz. Jak sie studiowało za waszych czasów? Nieźle się działo? Bawiło się dużo? Sporo się piło? Czy może odwrotnie?  Ja z nostalgią wspominam akademik w Sopocie, nieopodal morza... Ech! To były czasy...  A jak teraz się studiuje? Halo, są wśród nas studenci/studentki?


Do szkoły poszła ze mną spódnica i kurtka: Desigual, sweterek: Reserved, korale do spółki z Tosiem (on gryzie, ja noszę): jakiś pchli targ, torba: H&M, komin - siemiatycki sklep na dużym rondzie, buty... wypadło mi z głowy. 


Stacja metra w sercu studenckiego miasteczka. Poniżej: Protestujemy! 







31 komentarzy:

  1. Moja styczność z Uniwersytetem Louvain to miejsce skąd w 1974 roku przybył z doktoratem mój nowy proboszcz. Byłem wtedy pilnym ministrantem. Niesamowity facet, który odtwarzał nam z adapteru śpiewy gregoriańskie w wykonaniu benedyktynów z Solesmes. Wniósł do niewielkiej parafii kulturę byci ainną niż jego poprzedncy, liturgię na najwyższym poziomie. Msza święta była ucztą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że mnie wtedy nie było w Belgii, byś wpadł do mnie na herbatkę, mieszkam - rzut beretem - od Leuven i dwa rzuty beretem od Brukseli :)

      Usuń
  2. Masz rację jeszcze niedawno magister to było coś dzisiaj jeszcze trzeba mieć znajomości:)))))moja córka studiuje ratownictwo medyczne,bardzo jej się to podoba i w przyszłości chciałaby pracować w karetce:)))niestety wszyscy jej przypominają że jest dziewczyną i marne jej szanse:((((Ty wyglądasz pięknie i dostrzegam fantastyczny płaszczyk:)))Pozdrawiam serdecznie i miłej niedzieli życzę:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja coś innego chciałam dziś napisać niż moi poprzednicy - niesamowicie podoba mi się połączenie kolorów Twojego stroju. I pomimo, że są to dość poważne powiedziałabym kolory, to zestawienie ujmuje lat i wygląda fantastycznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie samej taki miks kolorow dostarcza nieustannie radości i poprawia humor, dziękuję bardzo! :)

      Usuń
  4. Pieknie wyglądasz w tym stroju, slicznie dobrane kolory :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja swoje studia wspominam z uśmiechem na twarzy ;) Szkoda tylko, że ludzie uciekają, rozjeżdżają się, kontakt (prawdziwy, nie ten facebookowy) się urywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Później przychodzi proza życia, a jak to w prastarej piosence perfectu: "Proza życia to przyjaźni kat, pęka cienka nić"...

      Usuń
  6. W tym roku skończyłam studia i w zasadzie jedyne, za czym tęsknię, to 51% zniżki na bilety PKP :D Zaoczne rządzą się swoimi prawami, więc ominęło mnie sporo z tych osławionych atrakcji życia studenckiego, ale za to od kilku lat mam stałą i pewną pracę. Coś za coś :)
    Cudna spódniczka!

    OdpowiedzUsuń
  7. Agnieszko!
    Piękne, mądre motto.Miłość- po zdrowiu jest najważniejsza.A co do innych rzeczy-ja cały czas uczę się wielu....np. dziś robię pierogi ruskie.Zawsze po tej czynności- mówię: dalej się uczę, kiedyś mi się udadzą....Pa,pozdrawiam Ala Zych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak cudnie Alu powiedziałas! Ile poezji w tej prostej czynności lepienia pierogów! Wzruszyłam się...

      Usuń
  8. No to piszmy:
    Studiowałam w latach 1980-85 geodezję i kartografię w krakowskiej AGH, a wybór uczelni spowodowany był miłością do mojego obecnego męża, ówczesnego studenta tejże uczelni! Na uczelni dostawaliśmy " niezły wycisk", a szczególnie w ramach geometrii wykreślnej ( same zadania, rzuty skomplikowanych części maszyn na trzy płaszczyzny) oraz mechaniki i wytrzymałości materiałów.
    Przeżyłam w Krakowie stan wojenny i zamach na Papieża i wiele historycznych wydarzeń. Na studiach się pobraliśmy i urodziłam Konrada ( tego od fotografii). A w poprzednim poście opisałam spotkanie z koleżanką z geodezyjnej grupy po 29 latach;-)
    A ciuszki Twoje mnie oszołomiły- cudnie wyglądasz!

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej Aguś jak wiesz mogłabym napisać podobnie jak Basia wyzej tylko ze w Warszawie: stan wojenny,,,i wiele historycznych wydarzeń, na studiach poznałam męża , pobraliśmy się i urodziłam Karolinę.....no cóż w porównaniu z tamymi wydarzeniami znaczą nieprzespane noce, egzaminy, kolokwia, dziwactwa profesorów ......Faaaajnie było a Ty wyglądasz jak studentka......przypomniałam sobie nasz wspólny spacer w Louvain,,,,,,,,Buziole.Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wy Basie, to nosicie w sobie pewne podobieństwo, dawno zauwazyłam... Musze was chyba obie skumać, wszak jesteście chyba z tego samego województwa... :) Moje Drogie Basieńki! :)

      Usuń
  10. Studiowałam w Lublinie ,tam też poznałam męża .Fajny to był okres.Teraz studentem jest mój syn.Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam-spódniczka jest prześliczna!!!!!!!

      Usuń
    2. Aniu, a wiesz, że ja o mały włos nie studiowałam w Lublinie? ale nie wyszło :)

      Usuń
  11. Przeczytałam trzy Twoje ostatnie posty które zostawiłam sobie na deser niedzielny. Chciałam skomentować, ale przy moim "kosmicznym" ( bo chyba uleciał w kosmos) Internecie otworzyło mi się JEDNO zdjęcie!!!!! Więc cicho siedzę i czekam na lepszy moment do skonsumowania w całości Twojej twórczości.. Tylko pozdrawiam i nieznośnego psiaka drapię za uszkiem!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam sentyment do krakowskiego Nowego Zaczka. Bardzo blisko było do Rotundy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam miejsc, a znając twoją powściągliwość, węszę podstęp :) cos fajnego musiało się dziać w Rotundzie? bo skąd ten sentyment... :)

      Usuń
  13. Agnieszko!
    Przez te niedzielne pierogi- wciąż niedoskonałe, zapomniałam o czymś bardzo ważnym.Kilka lat temu Uniwersytet w Louvain odwiedziła moja córka i z koleżankami chciała poznać to miejsce a także Brukselę.Wtedy Ty okazałaś studentkom prawa z Lublina ( nieznajomym) wielkie serce.Poświęciłaś im czas, pokazałaś im ciekawe zakątki a nawet ugościłaś je wspaniale w swoim domu- ogromnie Ci dziękuję.Pa Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu, faktycznie tak było! Na śmierć zapomniałam, że twoja córka była u nas z koleżankami! :) Dla mnie była to prawdziwa przyjemność oprowadzić je po Brukseli! :) więc nie ma za co dziękować :)

      Usuń
  14. Dzisiaj nie będę komentowała wpisu a powinnam ale dużą moja uwagę przykuł kolor czerwieni....Ten czerwony szal i pomadka na Twoich ustach dodała Ci delikatnej pikanterii i idealnie do Ciebie pasuje. Fajniutko wyglądasz- pozdrawiam Cię Aguś:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "delikatnej pikanterii..." dziekuję kochana :)

      Usuń
  15. Ja co prawda nie mieszkałam w akademiku, co by było końcem świata dla moich nadopiekuńczych rodziców, ale okres studiów miałam bardzo fajny. A to za sprawą fajnych ludzi na roku, z którymi tak świetnie się rozumiałam jak już potem w życiu z nikim. Może to dlatego, że była to politechnika, a towarzyszami na zajęciach byli sami chłopacy jak ja zakochani w komputerach :)
    Świetne zdjęcia, fajnie tam jest! :) Super wyglądasz, płaszczyk skradł moje serce :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Urocza z Ciebie uczennica...
    Moja lista jest długa, ale nie będę dzisiaj wypisywać i się przechwalać, no może 1 - Studia podyplomowe, gdzie wykładał sam mistrz Jan Machulski. To była wielka przygoda... i wielka przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo, Basiu! sam mistrz Machulski, ho, ho! Pierwsza liga :)

      Usuń
  17. Miło powspominać stare czasy a Ty dzisiaj wyglądasz zjawiskowo...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń