środa, 1 października 2014

Błogosławiona ciągłość pokoleń.


Tu gdzie kiedyś był sad, dzisiaj stoi biały dom. Gdy opuszczam tamte strony - mały, uroczy chłopczyk na tarasie domu macha do mnie rączką na pożegnanie. Gdy wracam, mam pewność, że znów go tam zobaczę. Przynajmnie do czasu, zanim dorośnie i wyfrunie w świat. Jak niegdyś jego rodzice, jak ja sama swego czasu. Póki co, cieszę się, że tam jest. Ma to dla mnie symboliczny wydźwięk, egzystencjonalne znaczenie.  Powrót do źródeł, następstwo losu, kolejność zdarzeń. Świadomość, że wszystko potoczyło się jak trzeba. Mały, uroczy chłopczyk ma ciepły, nieśmiały uśmiech swego taty, a w oczach radosne promyki. Znajome oczy, znajomy usmiech. Déjà vu? W tym roku Maksymilian poszedł do szkoły. A ja pamiętam dzień, gdy do tej samej szkoły szła jego mama. A ja jako starsza koleżanka i sąsiadka dodawałam jej otuchy. Maksio z radością odkrywa swój nowy, szkolny świat przynosząc do domu w tornistrze oprócz ćwiczeń domowych każdego dnia ogrom wrażeń. 






- Mamusiu! - woła od progu z entuzjazmem - A czy ty wiesz, że Pan Bóg kocha wszystkich ludzi, nawet tych niegrzecznych? Urocze są takie pełne zachwytu spostrzeżenia. Mój słodki sąsiad ma pełne ręce roboty. Bo przecież nie tylko o lekcje chodzi. Trzeba cioci Adze rysunek na lodówkę sprawić, zaopiekować się małą Zosią, pobawić się z Figą, porozmawiać z dziadkami i zobaczyć, co tam u Czapczaków na przeciwko słychać. Zajrzeć na Facebooka i jeszcze mamę przytulić.  Wszak, gdy tata pracuje, Maksymilian jest jedynym mężczyzną w tym babińcu. Bo przecież nawet Figa jest dziewczyną!





Mój uroczy sąsiad zmienia się z każdym miesiącem, rokiem. Nie mogę sobie już wyobrazić tego czasu gdy go nie było. Naturalna kolej rzeczy, błogosławiona powtarzalność. Najpierw patrzyłam jak dorasta jego mama, później ona doglądała pierwszych kroków mego syna, teraz ma własne dzieci, a mój syn jest dorosłym mężczyzną... Wiąże się z tym wszystkim ogrom przeróżnych historii, niekiedy smiesznych, niekiedy rozdzierająco smutnych. Przygody, zabawy, wygłupy. Okresy, gdy nasza przyjaźń nasilała się, bądź rozluźniała. Ale nić wspólnych losów snuje się nieprzerwanie. Nasze niezmącone życie ... Nasza ciągłość pokoleń... Niech się snuje dalej, aż do szczęśliwego końca...




51 komentarzy:

  1. To wielka przyjemność z samego rana zajrzeć na Twój blog i przeczytać taką miłą treść i obejrzeć takie sympatyczne zdjęcia.
    Miłego dnia Agnieszko:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam tak samo! :) Pozdrawiam .Ania

      Usuń
    2. O Boże, a ja wam dziękuję, dotarłam niedawno do domu i dopiero teraz mam chzile by tu zajrzeć. Jak dobrze, że jesteście! :)

      Usuń
  2. Dobrze jest mieć takie punkty odniesienia, wtedy czujemy się silniejsi i pewniejsi w tym zwariowanym świecie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wręcz niezbedne... w dzisiejszym świecie... Pozdrawiam! zawsze milo cię gościć :)

      Usuń
  3. W pis jest ciekawy ja patrze na dzieci w sw tedy ogarniamnie radosny śmkiech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to bardzo dobrze, że udziela się nam ich beztroska! :)

      Usuń
  4. Też często miewam podobne uczucia gdy odwiedzam swój dom rodzinny. Lubię patrzeć na sąsiadujące domy i ogrody. Trochę się tam zmieniło ...widzę inne osoby, inne pokolenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nieraz po rysach, usmiechach - człowiek zgaduje, ze sa to dzieci twoich dawnych kolegów z podstawówki :)

      Usuń
  5. Piękny refleksyjny wpis :-)
    I oby wojna nie przerwała tej ciągłości pokoleń...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oby, kochana :)... Nie strasz nas wojną, bo już bez tego miewamy koszmary... brrr

      Usuń
  6. Potrafisz mnie zaskoczyć każdym wpisem!! Niby takie oczywiste, ale przecież rzadko zauważa się takie oczywistości w codziennym zabieganiu, rzadko przystajemy i zastanawiamy się nad tym, że przecież ten nasz świat jest tak dobrze urządzony, płynie jak rzeka i nic nie jest w stanie tego zmienić:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama siebie Madziu zaskakuje, bo nigdy nie wiem o czym w końcu napiszę, najczęściej to impuls... plus odpowiednie zdjęcie w archiwum :) dziękuję i pozdrawiam

      Usuń
  7. Pięknie to odpisałaś. Dlatego nie rozumiem ludzi, którzy nie chcą mieć dzieci . Odmawiają sobie takiej radości . Szkoda ,że nie mam takich sąsiadów.

    OdpowiedzUsuń
  8. wszystko potoczyło się jak trzeba <3 cudowny tekst jest mi cieplej na sercu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dziękuję! Ty mnie zachwycasz swobodą poruszania się w świcie mody i spacerami po Warszawie, to ja w podzience staram się ciebie czasami wzruszyć :)

      Usuń
  9. To piękna, wzruszająca opowieść! Takich nam potrzeba na obecne czasy...
    A Max będzie kiedyś wspaniałym mężem i ojcem, bo już jako dziecko wychowuje się w systemie najpiękniejszych wartości- pogratuluj jego matce!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaki psincio ooo i te słynne ptaszki z gry na plecaku:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudna rodzinka, aż się serce raduje :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Roczuliło mnie to kompletnie......... Buziaki dla Maksia :**

    OdpowiedzUsuń
  13. Energia dzieci jest zaraźliwa :)
    "moje" pierwsze dziecko brata jest juz dorosłym człowiekiem ...
    Oby zycie długo otaczało Maxa ochronną ręką :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepiękne życiowe refleksje. Takie swoiście "Twoje":))).

    OdpowiedzUsuń
  15. zagladaj Maksiu do moich rodziców ....jesteś fajnym chłopaczkiem i masz uroczą siostrzyczkę. Basia

    OdpowiedzUsuń

  16. Agnieszko!
    Jak zawsze pięknie piszesz o tym co nas otacza i co jest ważne.......A to jak piszesz,świadczy o Twojej wrażliwości, dobrym sercu i o tym , jak bardzo " kolorową" osobą jesteś.Do tego jak ja kochasz K.I . Gałczyńskiego- cytowałaś go kilkakrotnie, pozdrawiam Ala Zych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu, jesteś wnikliwym czytelnikiem! dziękuję ci, że czasami masz odrobine czsu w tym zwariowanym świecie by do mnie zajrzeć :) Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  17. That's a big back pack.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  18. Lubię w dzieciach to, że widać po nich, że w jakiejś mierze wszystko jest jeszcze w porządku.
    Lubię ich śmiech i beztroskość. Szkoda, że często chcą tak szybko dorosnąć..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęscie, niektórzy nza zawsze zachowuja w sobie częśc tego radosnego, beztrosnego dziecka i to jest fajne:)

      Usuń
  19. Pięknie i refleksyjnie:) Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  20. Aż się wzruszyłam :'-) Jesteśmy w tym wieku, że tę ciągłość wyraźnie dostrzegamy. Kiedy przyjeżdżam w rodzinne strony i np. idę do kościoła, to w twarzach młodzieży widzę rysy moich kolegów i koleżanek. Jeszcze nie tak dawno, kiedy szukałam w tym tłumie kogoś znajomego to patrzyłam na młodzież, aż wreszcie puknęłam się w głowę - przecież powinnam patrzeć na statecznie wyglądające panie i panów, a nie podfruwajki. Nie wiem, czy jasny jest sens mojej wypowiedzi, mam wrażenie, ze wszystko poplątałam. Chodzi mi o to, że mój mój mózg przez wiele lat jakby się zatrzymał w postrzeganiu, zapomniałam, że moi rówieśnicy trochę się "zestarzeli", ciągle rozglądałam się wśród młodych w poszukiwaniu znajomych twarzy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaja, doskonale royumiem o co ci chodyi! a si uđmiechaam jak cyztaam. Te tak mam, dokadnie tak! :)

      Usuń
    2. sorry, literki mi się poprzestawiały w klawiaturze, mam nadzieję, że mimo to zrozumiesz...:)

      Usuń
  21. za kazdym razem kiedy do Ciebie zagladam mam wrazenie, że swiat jednak nie jest urzadzony przypadkiem, chaotycznie. wszystko, co istnieje, jest w jakims celu i jest wazne. kazda istota zywa a nawet kamien. WSZYSTKO. caly ogrom. i to poczucie porzadku u Ciebie panujacego: czasem dziewczeco zagubionego, niekiedy melancholijnego, ale zawsze blogoslawionego dojrzaloscia madrej kobiety, daje mi wytchnienie i wiare w ludzi i potrzebnosc wszystkiego. pozdrawiam Cie Kochana serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż nie wiem co napisać. powiem tak, nieraz człowiek wraca ubity jak koń po wyścigu, nieraz ma już dość, a z drugiej strony koniecznie chce się pisać, i mimo, ze już po północy to dodaje tego posta z oczami na zapałki i jest zadowolony z siebie i że nie zawiódl. A gdy wraca z roboty, a tam takie słowa... jak ana napisała... po prostu nie wiem co powiedzieć oprócz: dziękuję! jakkolwiek to idiotycznie i sentymentalnie zabrzmi, ale to własnie tacy ludzie jak wy nadaja sens temu co robie. za tak długa obecność u mnie dziękuję... ot i rozkleiła się baba, chlip, chlip... :)

      Usuń
  22. Pięknie o tym piszesz ;)
    Dobrze, że Maksymilian (zawsze bardzo podobało mi się to imię) jest i macha ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. co czytam to płaczę...i sie wzruszam...jak juz kupię sobie twoja książkę to nastepna (zamawiam!) ma byc o miłości tudnej i skomplikowanej niekoniecznie z haappy endem. jestes wielka i w ciebie wierzę!!!!! love...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie teraz to pojechałaś! :) Ok, dla ciebie wszystko! zepnę sie w sobie i bedzie. O miłosci. Trudnej. Bez happy endu... by oczy za bardzo nie wyschły, chi, chi! :) tez love!

      Usuń
  24. Och, Agnieszko kocham Twoje piękne posty.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń