sobota, 10 maja 2014

Z ziemi włoskiej do Polski...


Stała na tarasie jak na dachu świata mając daleko w dole lazur wody, tak jasny, aż od patrzenia bolały oczy. Po lewej stronie skrzyły się niby kryształkami cukru szczyty Alp, a po prawej jak na dłoni ciągnęła się aż po horyzont “Zatoka miliarderów”. 




Ale jej rozmarzony wzrok spoczął na ogromnym kuchennym blacie, który jak dobrze wyposażony, lśniący kosmiczny statek czekał w bojowej gotowości pośrodku kamiennej kuchni. Z perspektywy tarasu prezentował się wspaniale. Czego tam nie było! Ciężkie, miedziane casseroles i kamionkowe garnki, butelki i flakoniki, skomplikowane kuchenne roboty i proste moździerze do rozdrabniania produktów. Dziesiątki przypraw, bukiety ziół i procesja makaronowych wstążek, według grubości, długości i kolorów, lśnące, sztywne stosy parmezanowych andrutów. Tętniące zapachami serce domu.




 Ach, jakbym chciała mieć taką kuchnię! – splotła z zachwytu dłonie na piersiach.
Cóż, była oszałamiająca wiosna… Świeciło słońce, szumiało morze, w głowie musowało wypite wino. Są sytuacje, gdy mężczyzna traci swój instynkt samozachowawczy i robi coś, czego żałuje przez resztę swego życia…
- Kupię ci taką, chcesz? – zawołał spontanicznie, z ułańska fantazją, ale za chwilę trochę się opamiętał. (Na szczęście nie wypił wystarczająco dużo, by całkowicie stracić głowę) – Ale pod jednym warunkiem.
- ????
- Że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy nauczysz się gotować jak rodowita Włoszka – uśmiechnął się do siebie, zachwycony swoją przebiegłością. Wiedział, że to nigdy nie nastąpi, chociaż zważywszy, że entuzjazm żony wcale nie osłabł, z lekka się zaniepokoił. Gotowanie nie było jej najmocniejszą stroną, ale kto ją tam wie! Bywała naprawdę nieprzewidywalna…
- Oczywiście, odpowiednio mniejszą i tańszą... - spróbował zejść z tonu.
- Jasne! - przytaknęła pokornie, lecz ochoczo - Przecież ten stół tutaj jest wielkości całej naszej kuchni!
"Zbyt spolegliwa" - pomyślał – "To nie wróży nic dobrego... Ale nie uprawiajmy czarnowidztwa" - i mimo, że za winem nie przepadał to nalał sobie jeszcze jeden kieliszek…





Po powrocie do domu życie zaczęło się toczyć swoim codziennym rytmem. Urlopowe obietnice straciły blask, a i chęć sprostania kulinarnemu wyzwaniu też jakby przygasła... Aż do czasu...
Podczas ich nieobecności sąsiedzi z wielką troską zajmowali się domem. 
 - Zaprośmy ich na grilla - powiedziała żona do męża - chciałabym się jakoś im odwdzięczyć za tę sąsiedzką przysługę.
- Dobry pomysł! - podchwycił mąż - Tylko może poczekajmy, aż będę miał mniej pracy, bo przecież KTOŚ tego grilla musi zrobić...
Ona podśpiewując spokojnie wyjęła pranie z pralki, rozwiesiła je, nastawiła następne, poszła zmienić pościel na górę, podlała kwiatki i nagle... jak grom z jasnego nieba dotarł do niej sens jego słów i zadał smiertelny cios jej miłości własnej! 
Jak błyskawica spłynęła w dół po schodach i ziejąc ogniem wysyczała:
- Że niby ja nie potrafię grilla?! Że taka marna kucharka jestem??? Jak mogłeś mnie tak zranić! Już ja ci udowodnię! Pamiętasz obietnicę daną mi nad morzem Śródziemnomorskim??? Nie, to ci przypomnę!
Mąż dwoił się i troił. Przywoływał z zakamarków umysłu jej liczne spektakularne osiągnięcia kulinarne na przestrzeni ich wspólnego życia, ale było za późno! Zranienie zbyt głębokie, a krzywda wołająca o pomstę do nieba.



Zafurczały garki, zaświstały noże i tasaki i w godzinę wjechał na stół obiad włoski. No, może niezupełnie włoski, bo przecież trzeba było dokończyć przepyszne kluseczki od mamusi i ogórki małosolne. 

Jedli, aż im uszy się trzęsły! Aż miło było popatrzeć,a perspektywa mojej wypasionej kuchni z każdym obiadkiem nabiera bardziej realnych kształtów. Mąż nie wie, czy bardziej cieszyć się z nowo narodzonego talentu kucharskiego, czy rozglądać się za kredytem na kuchnię w stylu śródziemnomorskim:) A ja... Cóż, zaczynam czerpać niekłamaną satysfakcję z kucharzenia! W dodatku domownicy doszli do wniosku, że takie polsko-włoskie jedzenie bardzo im odpowiada... Daleko mi jeszcze do doskonałości, ale chrzest bojowy już za mną. Na początek zrobiłam im filet cielęcy skropiony octem balsamicznym truflowym. No i staram się mieć w domu zawsze dobry makaron, parmezan i świeże zioła. Jak to się ma, to już resztę skomponuje się z tego co tam w lodówce aktualnie jest, bądź w ogródku i w 15 minut szybki obiad gotowy. Szybki i smaczny. A w razie wątpliwości jest Pogotowie Kulinarne - telefon do koleżanki, która jest skarbnicą tajemnej wiedzy w dziedzinie gotowania. Tak więc teraz od czasu do czasu pokatuję was jakimś swoim przepisem. I biorę was na świadków mężowskiej obietnicy! Słowo się rzekło, kobyłka u płota!




55 komentarzy:

  1. Kobieta rozgniewana gorsza od djabła, ale dzięki temu diablica nakarmiła głodne stwory i otrzymała kuchnię...Ma ktoś jeszcze ochotę na takie obietnice??/
    No tak, mi już nikt geszenków sprawić nie chce!!
    Pozdrawiam
    kadrowane.bloog.pl
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie sprawiła, ale obietnica ma szanse realizacji :) ale od obietnicy - do realizacji daleka droga. Ale się nie nie poddam!

      Usuń
  2. Ach , siedzę już tam przy tym rodzinnym stole! Nie mogę się opanować! Zapachy kuchni włoskiej panują nad mym umysłem i dobrym wychowaniem....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, a w czoraj było jeszcze lepiej! Nie wiedziałam nawet, że ja LUBIĘ gotować, aż strach, że czlowiek nie wie o tylu rzeczach co w nim drzemią!

      Usuń
  3. O żesz! Facet nie wie nawet, jak jest już bardzo blisko spełnienia włoskiej obietnicy:-))))
    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami nieświadomość ratuje przed depresją, niech w niej jeszcze słodko tkwi! a co tam, zapraszam was wszystkich na obiad! :)

      Usuń
  4. Oj te włoskie klimaty. Jestem na świeżo nimi zauroczona. A tak na marginesie, chętnie bym pokosztowała włoskich pyszności wychodzących z Twoich raczek. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nastrojowo i pachnąco dzisiaj u Ciebie. Może przez te cudowne fotki. Odżyły we mnie wspomnienia włóskie i chyba dzisiaj w moim domu zapachnie włoszczyzną. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj będzie się działo! czasami wystarczy jakiś impuls... :)

      Usuń
  6. No to powiem grubo !
    Podszedł Cię nieźle ;););)
    A jak sie poprawiła jakość kuchni ....

    Aga kiedy zapraszasz ???!?! Mnie możesz nie wirtualnie ;(;( Hahaha ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to się dziwię, że się do tej pory jeszcze nasze drogi nie zeszły! Ale jestem dobrej mysli, ktoregoś dnia w końcu się zgramy i wtedy!... Myslę, że i relacja z naszego spotkania się pojawi. widzę, że nieraz 'kręcisz sdię" tam gdzies w moich okolicach, to zawsze dawaj cynk, może się uda, albo wstepnie jakąś sobotę lub niedziele na zwiedzanie się umówic, pomyśl, gdzie jeszcze nie byłaś? :)

      Usuń
    2. Widzisz a ja mam ogromna ochotę na spacer po Brukseli twoimi ścieżkami ....
      Maj miesiącem sukcesów zawodowych ... Uffff ... Ale tez urodzin ;) imprez urodzinowych rocznic - ale 31 maja mogłabym przyjechać ;)
      Powiedz Tylko Słowo ;)

      Usuń
    3. Widzisz, akurat wtedy my będziemy w Paryżu (ostatni długi weekend majowy), ale musimy ustalić następny wspólny wolny termin, to najlepiej ty mi wypisz kiedy ewentualnie mozesz spotkać się w czerwcu lub lipcu i ja zobaczę czy wtedy bedę. Moglibysmy umówić się na jakiś spacer po Brukseli, mam nadzieję, że pogoda dopisze, bo dziś to jest strasznie! póxniej wpadnę do ciebie na bloga, to sie przypomne z tematem:)

      Usuń
  7. Nastepny urlop kiedy???
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Judytko, ja to uwielbiam twój blyskotliwy humor! :) Jedno zdanie i wiadomo o co biega... :):):) całuski!

      Usuń
  8. A znasz historię porzekadła" słowo się rzekło...?" Biedny MĄŻ:-)))))))
    Gratuluję Aga takiej werwy, samozaparcia. Ty należysz do grupy kobiet kształtujących oblicze świata!!!!!!
    A Twój język jest jeszcze lepszy niż włoska kuchnia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Basiu, czasem mam kompleksy, że za duzo chaosu wprowadzam w zycie moich bliskich, ale oni uspokajają, że nadążają, nadążają... Nie byłoby to możliwe bez mojej opoki - mego męża, który równoważy ten chaos:)

      Usuń
  9. No i kuchnia będzie, bo jak się kobieta uprze to nie ma mocnych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdzie diabeł nie może... :) sciskam, Julka!

      Usuń
  10. :-)))
    To będziesz miała piękną kuchnię :-)))
    Ech te kobiety :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dopiero się ucieszę, jak będę miała:) póki co ciesze się umiarkowanie, nauczona doświadczeniem :) ale gotowanie polubiłam? - polubiłam!

      Usuń
  11. a gdyby tak kuchnia z personelem;))) to zmywanie, to pucowanie, szkoda życia na takie czynności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy pary męskich rąk plus zmywarka, to chyba całkiem niezly personel, prawda? :)

      Usuń
  12. Jeśli chodzi o przepisy - jestm za!
    Jeśli chodzi o tematykę wnetrzarską - jestm za!
    Oj, będzie się działo:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i tak nie doścignę Mistrzyni... Madziu! :) ale podgladam twoje pomysły!

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. do niedawna tak myslałam, tylko zajmowanie się ogródkiem wydawało mi się bardziej nudne, ale i to się zmienia z wiekiem... na korzyść ogródka oczywiście:) do wszystkiego trzeba dojrzeć. A, że jestem trochę opóźniona w 7rozwoju (co tylko wychodzi mi na zdrowie) zamierzam bliżej 70tki dojrzec tez do ręcznych robótek, które są rodzinną tradycją w domu mego męża. Ech, tyle jeszcze przede mną! życie jest piękne! :)

      Usuń
    2. O to wspieram i popieram, trza tylko utrafić w to, co sie naprawde polubi i życie zaczyna sie robić przyjemne :)

      Usuń
  14. Cholera, po co ja tyle lat gotowalam. Ani kuchni mi nikt nie kupil ani nawet zbytnio nie docenil… :)
    To oczywiscie z przymruzeniem oka.
    Ja tam gotowac lubie, ale juz sie nie katuje wymyslnymi potrawami jak jeszcze z 10 lat temu… Upraszczam i juz.
    Tak tylko pisze, cobys nie wpadla w przesade z gotowaniem, bo latwo wowczas utracic przyjemnosc z samego pichcenia :))
    Pozdrowienia
    Nika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestes słodka! :) Nika, dzięki za rady, wiem, że wiele osób popada w przesadę z nowymi pasjami, tracącą tym samym przyjemność z gotowania, mi to raczej nie grozi. Moim wentylem bezpieczeństwa jest mój szwagier z nami mieszkający, on uwielbia gotować i to on zajmował się dotychczas kuchnią. Czyli układ jest idealny, bo ja go będe wyręczać od czasu do czasu. I też robię to co ty. Po prostu większość przepisów upraszczam i przystosowuję do swoich realiów, czy wielkości zaangażowania tego dnia. Tak w ogóle, to daleko mi do was - gotujących od dawna, więc nie śmiejcie się z moich radosnych kulinarnych wypocin, bo to co dla was jest banalnym daniem, dla mnie moze być kunsztem kulinarnej sztuki. :) ale dziekuje wam za otuchę i zyczliwość :)
      Pozdrówka!

      Usuń
  15. Czy zawsze męski punkt widzenia musi się różnić od kobiecego? Moim zdaniem warta skórka za wyprawkę i dobry krok małżonek poczynił układ taki ustanawiając. W zasadzie niczym nie ryzykował, jeśli białogłowa do kuchni się nie nadaje i wybitne talenty w przypalaniu jajecznicy i wody na herbatę wykazuje.

    Jeśli zaś owa niewiasta ukryte dotąd talenty kulinarne odnajdzie i smacznie, kolorowo i różnorodnie gotować zacznie, to czemuż by warsztatu dla rozwijania tych talentów dla radości ogólnej stadła nie powiększyć? Oczywiście każdemu według potrzeb i zasług - do ugotowania obiadu na cztery osoby nie jest potrzebna kuchenka na osiem palników. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, mój ulubiony wedrowiec wpadł do mnie na bloga, z ktorym jakoś nie mam szczęścia się spotkać ): ani w Bxl, a teraz u Joasi na wernisażu. No własnie tak puchenka na 8 palników mnie powaliła, bo moja ma 4 i to dwa wiecznie szwankują! I jak tu ugotowac na 4 osoby??? a ta na tym zdjęciu ogromna kuchnia służyła zaledwie dwóm osobom na codzień... Mówię, służyła, bo jedna z tych osób niestety właśnie odeszła na zawsze... życie...

      Usuń
  16. Przypomina mi się historia mojej fumfelki, mąż zrobił jej kuchnie jaką chciała, ona zaś dlatego że długo czekała, też wystawiła książkę kucharską piękną na pięknej podstawce i teraz czeka on.
    ;))
    Kuchnia z foty mnie powaliła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, to to! dobry rewanż! Niech się teraz mąż tak napatrzy, napatrzy na tę książkę, aż będzie czuł się syty :)

      Usuń
  17. Innymi słowy, to o Tobie! A więc ...kobyłka u płota! Możesz teraz czuć się właścicielką tej pięknej kuchni. Skoro najważniejsze, czyli umiejętności, masz już "w paluszku":-))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hola, hola, nie tak szybko! Na razie są obietnice! a moja kuchnia bedzie oczywiście skromniejsza i 4-krotnie mniejsza wersją tej na zdjęciu, bo jak wspomniałam ta, którą mam obecnie w Bxl jest niewiele większa od tej wyspy na fotografii, hi, hi :)

      Usuń
  18. Mmmm obiad w włoskim stylu z dobrym winem; coś wspaniałego tylko..przykro mi;że Ty jako wytrawna gospodyni tego bloga i postów o kimś zapomniałaś; o kimś bardzo ważnym kto powinien być na obiad;a na pewno byłby wdzięczny nawet za resztki ze stołu..a tu go nie ma ;-(. Biedny Kajtuś ze swoją Mamą zdziera łapki biegnąc do kolejnego sportkania;nawet pod stołem;a tu nic ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, nie, nie, drogi Panie :) o Kajetku i Tuni nigdy nie zapominam, wolę sobie od ust odjąć, zreszta widac po ich tuszy. Gdybym była w Stanach to mogliby mi te psy odebrać, jakieś pogotowie zwierzęce, ta wizja mnie tak przeraziła, że troszeczke je odchudzam, ale łatwo nie jest, niestety!..

      Usuń
    2. Tylko ja mówię o wirtualnym Kajtku który od kilku tygodni gdzieś podąża za swoją przybraną Mamą i myślałem;że może się dochrapał choć małej kosteczki; bo bidak jest zapomniany; a gnat który dostał od lisicy był jego ostatnim jedzeniem ;-(.

      Usuń
    3. cha, cha! załapałam! Jestes uroczy:) postaram się niedługo poprawić! :)

      Usuń
  19. och, włoska kuchnia to jest to co lubię.
    Obiad robi się w "trymiga"
    Kocham pasty.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ja też! żeby tylko tak jeszcze w biodra nie szły jak idą... :) buziaczki

      Usuń
  20. To teraz mąż musi spełnić obietnicę ha!ha! Jedzonko wygląda pysznie.
    Świetne to opowiedziałaś Agnieszko, czytam z wielką przyjemnością.
    Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  21. Pysznie u Ciebie i przebojowo:)))taką kuchnię też bym chciała:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękne krajobrazy, włoska kuchnia ........och jak mi to pasuje.Buziole
    BCH

    OdpowiedzUsuń
  23. Cudna kuchnia, pogoda i cudnie podane jedzenie :)
    Zazdraszczam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Przepięknie :)
    Marzy mi się taka większa kuchnia, pełna światła, bo z wielkimi oknami, z ogromnym jasnym zlewem, mnóstwem szafek i ogromnej przestrzeni roboczej... ech :)

    OdpowiedzUsuń
  25. nie ma to jak kobieta - furia w kuchni, włoskie smaki pestka, powinnaś wtedy coś z angielskiej, ze swoim polotem dopiero pokarzesz mężowi, na co Cię Kochana stać

    OdpowiedzUsuń
  26. U mnie wszyscy uwielbiają potrawy z włoskiej kuchni, mniam :-) Ja dopiero pierwsze kroki stawiam w tym kierunku, ale szybko się uczę, bo jak widzę euforię przy stole, to chce się robić! Twój filecik jednak zdecydowanie wymiata, mogłaś przy okazji przepis dorzucić...

    OdpowiedzUsuń
  27. Chyba z powodu zapomnienia dzisiejszego śniadania najbardziej przemówił do mnie makaron i pełny talerz
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  28. What a top collection of picture, love the landscapes.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  29. No cudne to jest Agnieszko! Gratuluję pomysłu i wykonania !!!!
    Zajrzyj proszę na mój blog na chwileczkę, bo tam zdjęcie i parę słów tylko.../nt. wernisażu Joasi/
    Serdeczności :-)

    OdpowiedzUsuń