poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Bo ciebie nie można na chwilę spuścić z oka...




Moi kochani. 
Gdy jestem w drodze, posty docierają do was z opóźnieniem... Ale docierają zawsze... Nie giną w akcji, jak czasami ich autorka...
Ten post jest właśnie z serii tych podróżnych. Opisujących wstecz...



Gdy nie wiemy, gdzie pojechać w wolne, niedzielne popołudnie, jedziemy przed siebie. Sprawia nam niebywałą frajdę odkrywanie nowych miejsc mimochodem. Rzadko kiedy się zdarza, że nie odkryjemy czegoś, lub nie spotkamy kogoś interesującego. Tej niedzieli też zdaliśmy się na ślepy los, który zaprowadził nas pod pewien kościółek niedaleko Wavre. Przyciągnęła naszą uwagę widoczna z autostrady wieża wśród drzew. Z bliska okazało się, że jest to cały zespół klasztorny z ciekawym parczkiem ze stacjami drogi krzyżowej, szkołą i cudownym obrazem Matki Boskiej. Rozleźliśmy się, choć może bardziej obrazowo brzmiałoby: rozsnuliśmy się, każdy w swoją stronę. Bo nie lubimy deptać sobie po piętach. Nie stanowimy papużek nierozłączek, umieramy w ciasnocie, ale oczywiście jesteśmy ze sobą na odległość wzroku lub głosu.



Podczas gdy mąż zwiedzał kościół, ja udałam się do parczku. Późniejsza relacja mego męża brzmiała tak:

"Wychodzę z kościółka, nigdzie jej nie ma. Zaglądam tu, zaglądam tam. Nic z tego. Zniknęła. Nagle słyszę gdzieś daleko jakby znajomy głos, ktoś nadaje... Ale jak! Na jednym wydechu! Słowa wylatujące z szybkością serii z karabinu maszynowego, przerywane tylko od czasu do czasu innymi głosami. Niewątpliwie potok słów należy do mojej małżonki, ale z kim ona u licha tak deliberuje, skoro nie widziałem tu oprócz nas żywego ducha. Idę za głosem. Zaglądam przez chaszcze. A jakże, prawie spodziewałem się takiego widoku! Moja małżonka otoczona wianuszkiem zasłuchanych emerytów z psami, coś tam im opowiada... Po chwili oni jej coś nadają. Wybuchy śmiechu. Serdeczne pogawędki. Jakby się od lat znali! Nie chcąc przerywać im tej miłej konwersacji wycofałem sie do samochodu i przez następne czterdzieści minut czytałem książkę. Na chwilę jej z oczu spóścić nie można!"


To samo mówi syn, gdy nie daj Boże uda się ze mną na zakupy do sklepu i koleżanki. Notorycznie przepadam w akcji. Ale co ja na to poradzę, że przyciągam niezwykle interesujących ludzi... Na każdym kroku... I dlatego jestem tak bardzo zakochana w życiu! Że już bardziej nie sposób!











48 komentarzy:

  1. Ależ zazdrosny ten Twój mąż!!!!!
    Nawet emerytów z psami Ci wypomni :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poranna ptaszyna z ciebie Stokrotko! Coś ty, on jest arcy cierpliwy! Przez litość dla siebie nie wspomnę wielu moich "zaginięć" :)

      Usuń
  2. Ja mam to samo z moją Kasią...
    Obłęd ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo my takie fajne dziewczyny jesteśmy, he, he :) do końca życia z nami sie nie bedziecie nudzić!

      Usuń
  3. Wcale się nie dziwię... mnie też przyciągnęłaś, chociaż przez internet:-))))))
    Marzę o takich wypadach, a tymczasem od wielu lat każdą niedzielę spędzam na posłudze przy bardzo chorej mamie i jestem tak straszliwie zmęczona...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ty mnie! te przyciągania sa chyba na zasadzie wzajemnej fascynacji! :)

      Usuń
    2. Zapomniałam dodać, że życzę ci Basiu wytrwałości, tobie i Mamie. Wiem o czym mówię, bo zajmowałam się kilka lat bardzo chorą ciocią. Napisalam do ciebie emaila.

      Usuń
  4. Gaduła z Ciebie :))
    40 minut???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim mnie znalazł to było półtorej godziny już... Następne 40 min przeczekał w samochodzie... Mając taką żonę, zawsze zaopatruje się w coś do czytania. Ja zresztą też, bo mój mąż nie lepszy... Jak już się rozkręci, to dźwigiem go z miejsca nie można ruszyć! :)

      Usuń
  5. Na jednym wydechu? No, no... podziw!

    OdpowiedzUsuń
  6. mam wrażenie, że byłam w całym tym galimatiasie razem z Tobą, czytało się cudnie :)
    całuski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, ze na tyle plastycznie udało się opowiedzieć, buziole! :)

      Usuń
  7. Też tak mam. Jak gdzieś się ruszę, to mnie raczej poniesie - "a to tu, a to tu" - i już przepadłem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja najczęściej gubię żonę w markecie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OOO, market też daje duże możliwości do rozwinięcia skrzydeł... :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Ale z Tobą musi być barwne życie:)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, czasami to dla niektórych jak przekleństwo:) nie nadążają...

      Usuń
  10. Cudowna wycieczka, dodatkowo okraszona miłą pogawędką. Ja też uwielbiam takie sympatyczne, okolicznościowe rozmówki:-). Zwłaszcza w sklepie obuwniczym:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Sklep obuwniczy! Tu się z tobą jak najbardziej zgadzam i popieram:)

      Usuń
  11. Piekne zdjecia :)
    pozdrawiam,
    Karol

    OdpowiedzUsuń
  12. oj z nami jest podobnie , wysiadamy z samochodu i każdy w swoja stronę.... psica zazwyczaj idzie za mna.... i podobnie jak ty łatwo nawiązuję kontakty z ludźmi co nieraz było 'zbawienne dla męża"
    serdeczności Agnieszko..... zdjecia piękne, zwłaszcza ołtarz w kościele....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo psiaca to zawsze sercem się kieruje, dlatego za tobą :)

      Usuń
  13. Ha ha ja też się gubię! Wychodzimy razem a potem tu już się szukamy :))))) buty masz extra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najważniejsze, że się znajdujecie! Buty moje ulubione na takie wycieczki, trzewiki z CCC:)

      Usuń
  14. Haaa no znamy, to znamy też się gubimy :)))Zazwyczaj w tym samym czasie spotykamy ludzi/znajomych i popadamy w wir rozmowy, gdy się ockniemy szukamy haaha, a w ostateczności dzwonimy i ,,no gdzie TY Jesteś kochanie ?, a gdzie TY ? ''hahhaha:) U nas to na porządku dziennym :)

    Agusia Kochana ślę moc gorących uścisków !:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Znam to z autopsji, bo może ludzi nie przyciągam, ale bardzo jestem ich ciekawa, więc nawijam ze wszystkimi o wszystkim. I mąż też się denerwuje, że za dużo rozmawiam z każdą spotkaną osobą.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak tak opisujesz siebie, to widze mego męża już anioła. Ten też kochał życie, a ludzi nade wszystko i też sie zatracał w takich razach wycieczkowych, zwlaszcza przy piwku fe. Szukac go jednak nie musiałam w miejscach zatłoczonych, albowiem zawsze 'wystwał'; prawie dwa metry zawsze górują nad cizbą i zgubić nie sposób. wszystko już wspomnienia, zazdroszczę i życze wielu takich szczesliwych wypraw. Pzdr Ce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale wspomnienia pozostana na wieki Cesiu... pozdrawiam cieplutenko

      Usuń
  17. Widac Aguś, ze "jesteś tak bardzo zakochana w życiu" i tak trzymaj Kochana!!!
    Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do szalenstwa! ale ty tez niewiele sie roznisz ode mnie:)

      Usuń
  18. Bardzo fajna wycieczka, a takie ciekawe spotkanie to zapewne jej kwintesencja;)

    OdpowiedzUsuń
  19. To wszystko dlatego że masz tyle pozytywnej energii:)))wszyscy do Ciebie lgną:)))Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj maz powtarza zabawny rym: "Agnes, przyciagasz mnie jak magnes" :):):)

      Usuń
  20. :):): ten typ tak ma :)
    Ja tez często wracam do domu i opowiadam kogo ciekawego dziś spotkałam , czego nowego sie dowiedziałam .... Bo ja tez spotykam rożnych ludzi , to chyba ma coś wspólnego z tym ze lubie ludzi i lubie z nimi rozmawiać :):):)
    A tak nawiasem mówiąc przejeżdżając przez Belgię wszędzie napotykałam jakieś takie drogowskazy , które wiodły do miejsc z twoich postów ... Teraz jak nic muszę do tych postów wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, jak mi milo!!!!! ze cos sie kojarzy z tego mego pisania, zapraszam Aniu, zapraszam do Belgii!!!!

      Usuń
  21. Hahahha. Ja też taka klepa jestem :)
    Znajomy czy nie, od tego ma się język by nim słowa obracać. I też potrafię z godzinę tak klepać :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Odpowiedzi
    1. ha, ha - dobre, Ania! kochani bardzo dziekuje wszystkim razem ii z osobna za komentarze! :)

      Usuń
  23. Piękne jest kiedy się odnajdujemy. Cudne zdjęcia. Boże, jak mnie już ciągnie w świat... Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń