niedziela, 19 stycznia 2014

Palić głupa, czyli niezawodny sposób na blondynkę.




“Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego.”

(Piotr I Aleksiejewicz Wielki (1672–1725) – cesarz rosyjski. Twórca imperialnej Rosji.)


Zdarzało się wam załatwiać coś w urzędach publicznych? Stanęliście kiedy oko w oko z bezdusznością pań/panów po drugiej stronie okienka? Zmierzyć się z murem urzędniczych absurdów? O co ja pytam! To nasz chleb codzienny. 
I jaką postawę wówczas przyjmujcie, jakimi argumentami staracie się przechytrzyć aparat lokalnej władzy? 


Pewien wiosenny poranek. Poniedziałek. Zbliżam się do urzędu gminnego w celu załatwienia jakichś papierów. W biurach pouchylane okna. Z jednego z nich, zdaje się, że chodzi o biuro, do którego zmierzam, donośny krzyk. Monolog. Orientuję się, że jednemu z petentów puściły nerwy. Klnie, aż wióry lecą! Ja wam..! Ja was...! Że się nie pozbieracie...! 

Petent z impetem przeleciał koło mnie. Trzasnęły wejściowe drzwi, zatrzęsła się framuga, zapanowała cisza...
Zerkam na panie urzędniczki z poczekalni ponieważ drzwi do biura są uchylone.
Pani A dłubie pilniczkiem w paznokciach zerkając znacząco na panią B. Koleżanka wzrusza ramionami i mówi: "Ale nerwowy... Pewnie żona mu dziś w nocy nie dała"
Na to pani C odpowiada: " Jego strata! Poczeka sobie. Urzędowo mamy czas i nikt nas nie zmusi. Proszę następny. " 


Takie przypadki utwierdzają mnie w przekonaniu, że znacznie skuteczniejszy od sposobu "na pieniacza" jest sposób "na blondynkę". Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. 



Oczywiście nie wszyscy urzędnicy są jednakowi. Nie mówię o tych kompetentnych, życzliwych, rzeczowych, skutecznych, pomocnych widzących w tobie człowieka. Niestety, te pozytywne jednostki giną w morzu ogólnie panującej niekompetencji, arogancji i ignorancji, nazwijmy to po imieniu  - głupocie. 



I gdy widzę w urzędzie napuszoną panią, look z poprzedniej epoki, dla której czas się zatrzymał, a której władza (najczęściej mocno lokalna) do głowy uderzyła, wiem, ze nic tu po mnie i normalną drogą niczego nie załatwię, a siłą mogę sobie więcej zaszkodzić niz pomóc. A w każdym razie potrwa to dużo dłużej.



Dodam, że niektóre z tych twarzy nieskalanych żadnym procesem myślowym, pamietam jeszcze z podstawówki, już wtedy nie rokowały, ale były w odpowiednich, że nazwę to: " strukturach towarzysko-politycznych". Dlatego tym bardziej (nad)używają sobie, ulegając pokusie bycia lokalnym Panem i Władcą: temu dam, temu nie dam, ten za bardzo się handryczy, jak poczeka, to skruszeje...



Używam wtedy sposobu "na blondynkę".  "Blondynka" to jest taki klon zagubiony w świecie przepisów, ma móżdżek wielkości orzecha laskowego, panią z okienka traktuje jak wybawicielkę, mile łechcze jej poczucie próżności wypowiadając np zdanie:" Jestem taka bezradna wobec przepisów...", "Dzięki pani kompetencjom..." "Dziękuję, że jest pani tak uprzejma..." To pozwala zatwardziałej, tępej urzędniczce utwierdzić się w przekonaniu, że jednak na tym świecie jest jeszcze ktoś głupszy od niej, ta żałosna blond petentka; i miłościwie przyśpiesza rzeczy, które normalnie leżakowałyby w szufladzie miesiącami.



Że jestem cyniczna i wyrachowana? Wobec głupoty urzędniczej (patrz cytat z początku posta) cel, zwłaszcza szlachetny uświęca środki.



Z góry przepraszam rzesze bezimiennych wspaniałych urzędników, wśród których jest wiele moich koleżanek i kolegów. 



Sposób "na blondynkę" świetnie sprawdza się też w sytuacjach drogowych, gdy nawali ci samochód. Nie znam faceta, który pozostanie obojętny wobec spanikowanejj blondynki i jej samochodu, który własnie rozkaraczył się na drodze! Przecież na pierwszy rzut oka widać, że ta bieda nie wie nawet co to pasek klinowy! Chciałoby sie zawołać: "Mężczyzno i ty bądź bohaterem w zaistniałej drogowej sytuacji!". Nie znam takiego, który nie stanąłby na wysokości zadania. Nawet jeśli ryzykuje spóźnieniem na obiad do domu. 



"Blondynka" to nasza tajna broń kobieca. I nie chodzi o kolor włosów, ale o stereotypy związane z tym określeniem. Tak, że nawet jeśli jesteś ognistowłosa, czy kruczoczarna, zawsze w krytycznej sytuacji możesz posłużyć się wytrychem: "na blondynkę". Otworzy każde drzwi!









63 komentarze:

  1. Ha ha ha... Ja tez tak robie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta tunika jest genialna! :) Wygląda nawet nieco jak koszula (a jakoszule kocham).
    A co do "sposobu na blondynkę" - cóż, często się sprawdza. Chociaż, jeśli chodzi o samochody to nie muszę udawać ;) Mam na podwórku warsztat mechaniczny i pamiętam, jak kiedyś pożyczałam od chłpaków jakiś samochód, starego małego fiata, żeby na zakupy skoczyć. Wszystko było ok, już miałam jechać, tylko... tylko, no właśnie. Ze spuszczoną głową, niczym sieotka Marysia potuptałam do nich, żeby mi pomogli, bo nie wiem, gdzie tam jest wsteczny, bo nie było narysowane, a ja sama nie umiałam znaleźć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cha, cha, skąd to znam:) często autentycznie bywam taka sierotki Marysia :)

      Usuń
  3. A na rudą da się załatwić sprawy? :))))
    Metoda na blondynkę działa tylko na facetów. Na mnie najlepiej działa uśmiech i rzeczowe wyłożenie tematu.

    A ludzie tak jak urzędnicy....potrafią być różni.
    Wchodzi dziewczyna, młoda, w oczach gniew w ręku kartka i słyszę pretensję, dlaczego w tym budynku nie ma pokoju 301?
    Ano nie ma, bo pani ma na kartce zupełnie inny adres, budynku trzypiętrowego znajdującego się po drugiej stronie ulicy.
    Grzecznie tłumaczymy, wyjaśniamy.
    Dziewczyna wychodzi, burcząc pod nosem "no tak, jeszcze mnie ganiają"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, z drugiej strony tez to rożnie wyglada. Czasami zdarzają sie sfrustrowani klienci z pretensjami do swiata. To rozumiem doskonale. Ja skupiam sie w swoim poście jak zaznaczyłam głownie na urzędniczej bezduszności i braku dobrej woli. Taka bezduszność cechuje tez przedstawicieli innych profesji, ale to juz oddzielny temat na kolejny post. Sciskam i niebawem dotrę do ciebie nadrobić zaległości. Buziaki

      Usuń
  4. Tak, potwierdzam bardzo dobry sposób na urzędników.
    Na panów również, zrywa się w nich od razu rycerz i chętnie pomagają....
    Wystarczy powiedzieć ,że naprawę nie rozumiem o co chodzi i takie duuuże oczy :-)))
    Przynajmniej Polacy są rycerscy , inne nacje nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polacy generalnie są najbardziej rycerscy wobec kobiet.

      Usuń
  5. Cóż Aga; przemiany ustrojowe w Polsce miały miejsce przeszło 20-lat temu;a dla niektórych...czas stoi w miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć, kochana! My mieliśmy taką panią w dziekanacie, dla mnie była miła, ale zdarzało się, że jak przyszłaś przed 14:00 - a dziekanat był otwarty od 14:00 - musiałaś czekać, mimo, że pani była już w biurze i zdążyłaby cię obsłużyć. Na indeks czekałam 8 godzin w wielkiej kolejce, ludzie przypominali glony unoszone przez wzbierającą wodę. Koszmar. Przyjechała lokalna TV zrobić materiał z tego. 250 osób do jednego okienka, a "załatwienie" jednego petenta trwało do 20 minut... Wepchnęłam się w końcu na siłę. Zazwyczaj korzystam z wytrychu na blondynkę, tak - ale ile w tym wyrachowania? Ja naprawdę jestem mało rozgarnięta jeśli chodzi o sprawy papierkowe - i nienawidzę tego... // Ślicznie wyglądasz, tak ładnie patrzysz w obiektyw na pierwszym zdjęciu! :* :-) Ściskam, Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie koszmar, to co opisujesz! dzięki moja droga:)

      Usuń
  7. Aga uśmiałam się :)))
    nie cierpię urzędasów szczególnie tych Gabrysiowych z którymi mierzę się od ponad miesiąca... nie ma sposobu na te bezduszne zołzy...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie cierpię załatwiać spraw urzędowych i jak przysłowiowa blondynka niektórych kompletnie nie pojmuję:)))śliczna tunika i kamizelka:))Pozdrawiam serdecznie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też nienawidzę chodzenia po urzędach i nie muszę za wiele blefowac, bo naprawde kompletnie sie gubie w gąszczu przepisów. Tez pozdrawiam cieplutko!!!

      Usuń
  9. Roznie bywa w urzedach!
    Najpewniejszy sposob, to usmiech i emanowanie soba, ze tylko ten pan lub ta pani moze nam pomoc! Zazwyczaj chwytaja wedke /smiech/!
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. usmiech to podstawa:) roszczeniowo nastawiony klient działa na urzędnika jak płachta na byka i słusznie:)

      Usuń
  10. Ja mam sposób na uśmiech. Zawsze skromnie jak do urzędu, co by lepiej nie wyglądać- to dobra karta, I uśmiechem zjednuje + rzeczowo do tematu podchodzę.Działa, Zawsze.
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! O tym nie pomyślałam: "co by lepiej nie wyglądać"! człowiek całe zycie się uczy! Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Witaj:))) bardzo mi się podoba :))) he,he a tak na marginesie ostatnio w urzędzie godzina 14.00 wchodzę aby załatwić ważne dokumenty a Pani zza biurka wychyla głowę połykając kęsy jedzenia, z kanapką w ręku ....kurcze nie wiedziałam co zrobić bojąc się, że przerywam w tak ważnej chwili i żeby broń boże mnie nie wyprosiła niegrzecznie. Ale z uśmiechem powiedziałam " nie wiem czy to dopiero śniadanie cz tez już obiad Pani konsumuje życzę smacznego ". Na co Ona : "no właśnie dopiero moje śniadanie ", odpowiedziała grzecznie , delikatnie z przekąsem ale i z uśmiechem. :)))) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. usmiech po obu stronach biurka jest bezcenny! :) wiele może zdzialać:)

      Usuń
  12. Ja też tak robię, ale nie wynika to z mojego sprytu, a autentycznej bezradności. Wchodząc do urzędu naprawdę czuję się jak mała, zagubiona dziewczynka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mi się to zdarza! nie trzeba wiele grać :)

      Usuń
  13. Bardzo ładnie Ci w tej stylizacji, Pierwsze zdjęcie jest świetne :-) a co do urzędów ....chroń Panie Boże!!! nienawidzę załatwiać spraw urzędowych !!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie cierpie, choc znam panie co uwielbiają... dziękuję Kasiu!

      Usuń
  14. Ach Ty fantastyczna, mądra BLONDYNKO! jak ja Cię lubię:-))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odwzajemniam twoje odczucia wobec mnie, kochana! :)

      Usuń
  15. Tak to moja ulubiona technika , zwłaszcza działa na policjantów ...
    Na szczęście coraz mniej urzędników z twojego opisu ... Ale poczta Polska to ich ostatni bastion ;))
    Ciekawy plener !!! Śliczna stylizacja!
    To wróć trochę do blogosfery bo ja tęsknię i trochę mi Cię mało !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz racię Aniu! też podobne wrażenie odnoszę, jak zachodze na pocztę. Dzieki moja droga za motywację, faktycznie w Nowym Roku jakos mnie mniej... nie moge się jakoś zorganizować, choc tematów na posty w głowie wiele... moze z czasem minie i znów wezme się w garść, obiecuję byc bardziej aktywna... dzięki, że jesteś! :)

      Usuń
  16. Ja jestem z tej drugiej strony ale przecież i ja często występuję w roli petenta. Może dlatego patrzę na to inaczej. Urzędnicy jak i petenci bywają różni... Sama znam kilka : urzędniczek" w swojej pracy na które mówię " skała" dla nich nic od 20 lat się nie zmieniło. Jednak i ludzie stali się bardziej roszczeniowi, wszystko się im należny i to już. Przecież ten urzędnik nie wymyślił tych przepisów, które każą czekać 21 dni aż się wyrok uprawomocni, nie mają wpływu na to, że ktoś złożył apelację i czas do zakończenia sprawy wydłuży się nie wiadomo na jak długo. Codziennie zdarza mi się wysłuchiwać żali i pretensji. Staram się być kompetentna ale systemu nie zmienię...Ktoś wcześniej napisał, że zastał panią jak jadła śniadanie ( obiad). Są dni, że do śniadania zabieram się klika razy . Przełykam kęs i mało się nie udławię gdy ktoś dzwoni lub wchodzi. Nie ma u mnie pokoju śniadań , a biuro jest tak umeblowane , że wszystko na widoku... Mimo to lubię swoją pracę , nawet bardzo i lubię ludzi, którzy do mnie przychodzą. Staram się ich zrozumieć, bo kiedy trafiają do mojego biura to zazwyczaj nie oznacza dla nich nic dobrego... Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to dobrze, że w takim "nie oznaczającym nic dobrego biurze" spotykaja takiego usmiechnietego Anioła w twojej postaci. To wiele ułatwia i znośniej jest przełknąć gorzka pigułkę. Serdeczne buziaki

      Usuń
  17. Eh, te blondynki! A ja myślałem, że spełniam dobre uczynki. Teraz już nie ma zmiłuj się... nie zatrzymam się:-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę...! Ta szczerością chyba strzeliłam sobie w kolano!!! :)

      Usuń
  18. Uśmiech potrafi zdziałać cuda......Lubię swoich klientów, nie jadam zza biurka , (no chyba że czekoladkę) , zapraszam do mojego biura moja Ty Blondyneczko, obsłużę Cie jak królewnę, tylko mi nie zostawiaj w podziękowaniu kawy na biurku bo tego nie znoszę.....Malina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę twoim petentom Malinko, maja straszne szczęście móc z kimś takim jak ty załatwiać swoje urzędowe papiery:)

      Usuń
  19. Odpowiedzi
    1. O!... dzieki, nie spodziewałam się :) zazwyczaj mam wiele do zarzucenia swojej fotogeniczności, ktora zawsze określałam jako wątpliwą, pozdrówka :)

      Usuń
  20. Agnieszko,
    powiem krótko: MUSZĘ mieć taką torebkę! :D

    OdpowiedzUsuń
  21. :) Nie wiem, co w niej jest, ale ta torebka wzbudza bardzo pozytywne emocje! Kupilam ją kilka lat temu w H&M, nie była droga, ale jest uosobieniem wyobrażeń o idealnej torebce: duża, ale w sam raz, miejska torba na zakupy i do pracy, mieści się w niej zeszyt formatu A-4, idealna jest więc do biura i na studia, poza tym ten kamel... pasuje nawet, gdy... nie pasuje. Zdarzylo mi się nawet, ze jedna pani chciała ja koniecznie ode mnie odkupić! :) Niestety, nie widziałam juz dawno takich torebek w H&Mie. Moja droga, niedługo do ciebie wpadnę, mam wiele zaleglości, a lubie czytać cię na spokojnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam ulubioną torebkę H&M i nawet stała się rekwizytem literackim Niegrzecznej Dziewczynki, która z niej wyciąga różne rzeczy, żeby się ratować z opresji ;-)) Tak, pojemność to zasadnicza zaleta torebki. Musi mieścić A4 Tylko tamta moja była w ciemniejszym brązie, a ta karmelowa którą już mam ma cudny kolor, ale jest trochę mała, dlatego tak wzdycham do Twojej ;-))

      Usuń
    2. Właśnie! Niby zatrzęsienie toreb na rynku, a wcale nie tak łatwo trafić tę jedyną, która spełnia nasze oczekiwania w 100% :)

      Usuń
  22. A ja mam jeszcze inną metodę na urzędniczki. Niezależnie od tego czy piłują paznokcie, czy faktycznie pracują zawsza bardzo przepraszam, że przeszkadzam. A potem puszczam gadkę, że pewnie... ma pani bardzo zle płatna i niewdzięczną pracę i ciągle ktoś z pytaniami bez sensu przychodzi... Tej, która piłuje paznokcie robi się wtedy głupio, a ta która faktycznie pracuje uśmiecha się do mnie z wdzięcznością, że stwierdziłam rzecz oczywistą. Prawie w 100% mnie grzecznie załatwiają.
    Pozdrowionka Agnieszko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy sposób jeśli jest skuteczni i zgodny z prawem wart nasladowania:) widać, każda/y z nas ma swoje własne , sprawdzone sposoby! pozdrawiam!

      Usuń
  23. Hahaha, ale się uśmiałam!! Dobry tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja skusiłam się nie raz ;P dziękujemy za komentarz:**

    OdpowiedzUsuń
  25. masz bardzo ładny odcień blondu:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak blondynka to cała filozofia życia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak Antoni! Nie bez powodu mówią, że blondynka to nie kolor wlosu lecz charakter i sposób zycia:) Pozdrawiam!

      Usuń
  27. Nie cierpie urzędów....dobry sposób "na blondynkę"...
    Świetnie wyglądasz...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało kto je cierpi! ale niestety nieraz musi się po coś pójść:)

      Usuń
  28. Very nice picture of you on the rocks.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  29. JA tam nawet nie musze udawac, ze nie wiem co to pasek klinowy czy inne tego typu elementy… Nawet zdarzylo mi sie zapomniec jak otworzyc maske w samochodzie :))
    A w urzedach czesto prosze o pomoc i wyjasnienie jakichs prostych rzeczy uwaznie sluchajac wyjasnien i dopytujac i jeszcze mi sie nigdy nie zdarzylo odejsc z kwitkiem. Nawet nie bardzo to "na blondynke" (choc wlosy mam blond :), a po prostu przyznaje od razu, ze czegos nie wiem i robie po raz pierwszy wiec dlatego pytam moze o proste rzeczy.
    Ostatnio zalalo mi kuchnie i musialam telefonicznie obgadac sprawe i z ubezpieczeniami i ze wspolnota. W obu przypadkach poczatek rozmow byc niechetny, ale gdy wyjasnilam ze w zyciu mnie nic podobnego nie spotkalo i stad ma niewiedza, to od razu sie wyluzowaly i wyjasnily jak krowie na miedzy co mam zrobic i w jakiej kolejnosci …
    Pozdrawiam Nika

    OdpowiedzUsuń
  30. Jakoś nie potrafię, nie jestem dobrą aktorką.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Jest jeszcze druga metoda: "na cycki". Nawet nie trzeba nic mówić :)
    Żeby nie było, iż tylko kobiety maja swoje sposoby. My, faceci staramy się wzbudzić u kobiet-urzędniczek instynkt macierzyński. Też działa :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja sie zawsze wyręczam bliskimi by ominąć ten niemiły akcent. Mój ukochany znowu metodę na "blondynkę" jak to świetnie nazwałaś stosuje w pracy odnośnie swoich szefów. do tego śmieje się, gdy oni śmieją i zawsze jest miły ;d nigdy mu niczego nie odmawiają ;d
    Pięknie wyglądasz w tej tunice, zachwyca mnie kamizelka! ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Znam ten problem. Ostatnio próbowałam załatwić zwonienie od płacenia abonamentu RTV na poczcie, bo jestem ustawowo uprawniona. Trafiłam na spłoszoną panią, która nie wiedziała jak to załatwić, pytała mnie o jakiś numer, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Tłumaczyłam jej całą moją sytuację z odziedziczonym telewizorem (a skąd mam znać numer konta, na które wpłacano abonament 20 lat temu?). Wymogłam niemal siłą wszystkie możliwe druczki, bo nie wiedziała jaki powinnam wypełnić. Potem okazało się, że można było to załatwić od razu, ale ta pani nie wpadła na to bym po prostu zarejestrowała telewizor i dostała nowy numer konta.. W ogóle bez sensu cała operacja, skoro i tak nie będę płacić, ale jak chcą mieć więcej papierów do przewracania (czy wklepywania w komputer) to niech mają - proszę uprzejmie... Właśnie do tego zmierzam, gdy ponownie poszłam na pocztę z wypełnionymi wszystkimi możliwymi drukami ( tak na wszelki wypadek) i zastałam miłą, uśmiechniętą dziewczynę w okienku ("W czym mogę pomóc?"), zaczęłam od "Czy byłaby Pani uprzejma?... Sama sprawdziła w komputerze, zadzwoniła do centrali, okazało się, że mają zablokowane jakieś tam łącze i nie może na razie nic zrobić, ale za chwilę dzwoniła do serwisu, by to naprawili i wkrótce będę mogła zostać załatwiona. I mimo, że odeszłam z kwitkiem - poczułam się całkiem inaczej, bo wiem o co chodzi i widzę, że dziewczyna się stara i jest kompetentna, a te kilka dni mogę poczekać. Telewizor mi zarejestrowała, numer dostanę pocztą i wtedy mogę złożyć wniosek o zwolnienie, bo w nim trzeba podać ten numer.
    Zawsze zaczynam od "Dzień dobry, czy byłaby Pani (/Pan) uprzejma?.. Z uśmiechem oczywiście. I zazwyczaj działa, nawet jeśli trafię na kompletną niezgułę i sama muszę podpowiadać co robić...

    Jak zawsze - świetnie wyglądasz. Pozdrawiam serdecznie.\

    OdpowiedzUsuń
  34. Bluzeczkę i kamizelkę z dziką rozkoszą bym Ci skradła ;)
    Wpis pierwsza klasa. Chyba w każdym zakątku Polski jest podobnie. Nadal panie z okienka(oczywiście chlubne wyjątki znam osobiście ) traktują petenta jak zło konieczne, zapominając, że te rzesze frustratów i pieniaczy seksualnie niewyżytych, bo żona nie dała, utrzymują pańciowe etaty. Ktoś czasem powinien takim boleśnie o tym przypomnieć. Choćby brakiem premii. A sposób na blondynkę również stosuję. Działa zawsze bez pudła :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Całe szczęście nie muszę jeszcze tam chodzić i się z nimi użerać. :D
    BLOG KLIK

    OdpowiedzUsuń
  36. Po każdej stronie biurka są ludzie. Wprawdzie nie lubię urzędów i czasem tracę tam mój stoicki spokój, ale podpisuję się pod tym, o czym pisała Grażyna. Ja nie pracuję w urzędzie, ale też mam do czynienia w mojej pracy z ludźmi, którzy czasami bywają, delikatnie mówiąc - trudni. Trzeba jakoś sobie z tym radzić. Uśmiech i życzliwe słowo potrafią zdziałać cuda... Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  37. " Na blondynkę zawsze działa" - o czym doniosła mi wczoraj Siostra po wizycie w ZUS-ie ;))
    Jaka piękna ta tunika, a torebkę mam podobną :D

    OdpowiedzUsuń