środa, 13 listopada 2013

Lęk. Część piąta.



Poprzednia część "Lęku" jest tutaj (Przy okazji przepraszam za to dziwne dzielenie tekstu poziomymi kreskami, jestem technicznie upośledzona, za Chiny nie potrafię sie ich pozbyć. Proszę o wyrozumiałość)

****
Wakacje powoli dobiegały końca. Dni pobladły, a pora deszczowa na dobre wzięła we władanie kraje basenu morza Północnego.  Ten ranek nie był wyjątkiem.  Niebo płakało deszczem bębniąc kroplami łez o blaszany parapet okna. Alicja zerkała nerwowo na zegarek. Już powinna wychodzić, a opiekunki jeszcze nie było. Najwyraźniej będzie spóźniona, a jej pracodawczyni nie tolerowała braku punktualności.
Telefon. Zanim podniosła słuchawkę, przez skórę poczuła kłopoty. Niania nie przyjdzie. Zachorowała. Wypadki chodzą po ludziach. Dziewczyna zmarszczyła czoło. Popatrzyła na bawiącą się w kącie pokoju małą dziewczynkę o wielkich, błękitnych oczach. Przez chwilę ważyła w myślach decyzję.
- Nie możemy pozwolić sobie na niepracowanie, prawda? – powiedziała bardziej do siebie niż do dziecka. Jej mąż już dawno był na budowie. Zaczynał pracę, gdy one jeszcze spały. Wracał, gdy układaly sie do wieczornego wypoczynku.  Mijali się w wąskim gardle wnęki kuchennej obdarzając sie w naprędce czułym muśnięciem rąk, ciepłym spojrzeniem zmęczonych oczu. 
Alicja wybrała numer.
- Dzień dobry pani. To ja, Alicja. Będę spóźniona.  To wyjątkowa sytuacja... Opiekunka do dziecka zachorowała... Czy mogę przyjść z córeczką? Jest bardzo...

- Żadnych dzieci! –trzask odkładanej słuchawki zakończył ledwie zaczętą rozmowę.
- Pocałuj mnie w dupę! – wrzasnęła dziewczyna nie mogąc powstrzymać gniewu.
- W dupęęę? – powtórzyła zdumiona dziewczynka szeroko otwierając błękitne oczy i przekrzywiając na bok  głowę jak papuga – W dupę! W dupę! – powtarzała radośnie.


Deszcz dzwonił o szyby natarczywie, mocno, histerycznie. Belgijski drache. Deszcz beznadziejny, ostateczny, pozbawiający złudzeń. Zdawający się nie mieć początku ni końca. Staruszka w takie dni zastygała jak kropla żywicy. Nawet myśli zdawały się zatrzymywać w jej głowie. Dziś szczególnie, bo na nikogo nie czekała.

Nagły, wibrujący, natarczywy dzwonek wybił ją z bezpiecznego letargu. Nie lubiła niespodzianek. Oznaczały kłopoty i brak stabilizacji. Zbliżyła się pośpiesznie do drzwi i ostrożnie odsunęła zasuwę, nie zwalniając łańcucha. W wąskiej szczelinie ujrzała stojącą w strugach deszczu sprzątaczkę. Ucieszyła się zawstydzona tym pośpiesznym, ciepłym uczuciem, które po raz pierwszy od lat zbudziło się na widok obcej ludzkiej istoty. Zwolniła spontanicznie łańcuch otwierając drzwi na oścież. Uczucie radości natychmiast zgasło, kiedy tylko dojrzała, że dziewczyna nie jest sama. W jednej chwili pożałowała, że tak szybko i z taką ochotą wpuściła ją do środka. Młoda kobieta trzymała w ramionach małą dziewczynkę. Dziecko było szczelnie opatulone kurtką z kapturem, spod którego przypatrywały się staruszce wielkie błękitne oczy.  Cofnęła się w popłochu i pomyślała ze złością, że ta Polka za daleko się tym razem posunęła. To juz nie rudy kot w ogrodzie. Przyprowadziła pod jej dach dziecko mimo wyraźnego zakazu. Gniewnie spojrzała na dziewczynę, ale ta wykonała nieokreślony ruch ramionami.


- Nie miałam innego wyjścia, naprawdę... – powiedziała twardo.
- Ale...
- Wiem, wiem, nie lubi pani dzieci, ale sytuacja była wyjątkowa, a ja potrzebuję tych pieniędzy – rzekła z determinacją. – Proszę... dodała ciszej.
Nie patrząc na pracodawczynię wniosła dziecko do salonu. Staruszka bezradnie podreptała za nią. Wyjęła z torby kocyk i połozyła go na podłodze. Zdjęła małej kurtkę, buty, poprawiła blond loki i posadziła ją na kocyku. Wsunęła dziewczynce w rękę kolorową książeczkę. Ta oparła ją na pulchnych nóżkach i zaczęła z uwagą, posłusznie przeglądać kolorowe kartki. Był w niej niezwykły jak na kilkulatkę spokój. Staruszka patrzyła na dziecko z uwagą. Zmarszczyła czoło i myślała intensywnie. Po raz pierwszy zdawała się być czymś poruszona.
- Co jej jest? – zapytała cicho.
- Ma chore serce – powiedziała zmęczonym glosem matka – wie, że musi unikać wysiłku i być spokojna. Od tego zależeć może jej życie. Rośnie i jej jedna komora przestaje wystarczać. Toczymy bitwę z czasem. Tyle, że operacja jest bardzo kosztowna. To już kolejna operacja. Przeszła ich wiele. Ale ta jest decydująca. Ale skąd pani...
- Widziałam już takie dzieci. To znaczy podobne. Które wiedziały. Że muszą być grzeczne... bo od tego zależy ich życie... – mówiła urywanymi zdaniami. Tak, widziała ich wiele. Małe, wbite w kąt, zaszczute. Nie płakały, żeby nie zdradzić kryjówek. Skąd one wiedziały, że nie mogą płakać? Zawsze o tym myślała, nawet wiele lat po wojnie. I nie mogła się temu nadziwić. Przecież były małe... Instynkt? Zwierzęcy instynkt przetrwania? Sama była niewiele starszym, przerażonym dzieckiem, gdy pakowano ja do bydlęcego wagonu. Odsłoniła rekę, na pomarszczonej skórze widniał numer...
Odwróciła się na pięcie i zaczęła wspinać się po schodach, zanim Alicja zdążyła cokolwiek powiedzieć. Malutka chwila szczerości. Przyszła i odeszła. Jakby jej nigdy nie było.
- A zrób tam małej mleko i daj biszkopty w szafce – nie oglądając się za siebie wydała szorstko dyspozycję i zniknęła za drzwiami swojej sypialni. Nie potrafiła i nie chciała budzić w sobie czułości.
Na wieki ją pogrzebała i nie czas było ją wskrzeszać.


Nie pojawiła się do końca dnia. W kuchni jak zawsze Alicja znalazła odliczone wcześniej banknoty. Co do grosza. Powiedziała: "do widzenia!". Ale odpowiedziała jej głucha cisza. Wyszła po cichu z dzieckiem na ulicę zatrzaskując za sobą drzwi. Właśnie przestało padać. 
cdn

22 komentarze:

  1. Very good post Agnieszka

    wish you a nice evening.

    Pozdrawiam, Joop

    OdpowiedzUsuń
  2. To wygląda na długą opowieść. dobrze się czyta, ciekawe, co się wydarzy...
    Pozdrawiam i czekam na c.d.

    OdpowiedzUsuń
  3. The iron wire to protect statues against birds, I don't like. I wonder what the worst is, having to clean it occasionaly or such an ugly wire.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie się czyta, ale Aguś napisałabyś książkę a nie tak dawkujesz po kawałku....i znowu musimy czekać
    Buziaki na dobranoc.Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka to chyba za dużo powiedziane, ale może jakiś zbiorek opowiadań snutych przy pomarańczowej herbatce jesienną, wieczorową porą :) dobranoc siostrzyczko:)

      Usuń
  5. Nie lubię dzieci, ale są takie bezbronne. Każde takie malutkie istnienie powinno mieć wszystko, co najlepsze: zdrowie, opiekę, zabawę, wspaniałych rodziców, wogóle poczucie bezpieczeństwa. Właśnie, p o w i n n o. Szkoda, że jednak , bywa, muszą doświadczać też wiele zła. A Ty potrafisz grać na emocjach czytelnika.. - Alicja:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aga, świetnie piszesz, ale to chyba jednak jest dla mnie za ciężkie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Za czyjąś szorstkością czy niedostępnością kryje się często okrutna tajemnica. I straszliwy ból.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Smutne...ale pięknie i ciekawie piszesz.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekałam na tę piękną opowieść...
    A zdjęcia mnie urzekają!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Niezłe ;-). Widać;że nie tylko jako przewodniczka ale też jako współczesne wcielenie Joanny Chmielewskiej sprawdzasz się ;-).

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak zwykle u Ciebie nikt się nie nudzi:)))czekamy co dalej:)))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo wzruszona i poruszona, czekam na kazde Twoje kolejne slowo...

    OdpowiedzUsuń
  13. Niesamowita opowieść. Czytałam ją z zapartym tchem. Muszę koniecznie przeczytać wcześniejsze części. Jestem pod wielkim wrażeniem. Pozdrawiam Cię baaaaaaaaardzo ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiecie, że dodajecie mi skrzydeł i przeganiacie lenistwo? dziekuję wam, jesteście kochane!

      Usuń
  14. Jestem pełen podziwu dla pieczołowitości Twoich opisów i umiejętności tworzenia arcyciekawej fabuły. Czekam na kolejne odcinki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, nie...do Mistrza mi daleko! Takie tam... pisze co mi się po mojej blond łepetynie kołacze...nie zawsze składnie, ale jakos mnie to pisanie wyluzowuje...
      P.S. depczę ci po pietach! :) łażę za twoimi komentarzami

      Usuń
    2. A ja za Twoimi :) Z opóźnieniem, bo oglądam mecz Francja-Ukraina. Aktualnie jest przerwa. I niestety Francuzi prowadzą.

      Usuń
    3. dlatego wolę się nie denerwować, najgorzej, że muszę lekcje z niderlandzkiego na jutro zrobić i wszystko robię by ich nie robić, klasyczny przypadek!

      Usuń