poniedziałek, 16 września 2013

Lęk . Część pierwsza


W kamienicy na ulicy Wesołego Wojaka Szwejka pod numerem osiemdziesiąt mieszkał lęk.
Bała się odkąd sięgała pamięcią. Nie miała przyjaciół z obawy, że ją opuszczą. W jej domu nie było lodówki ze strachu, że pewnego dnia nie będzie miała co do niej włożyć. Czarny prostokąt małego podwórka otoczonego z trzech stron wysokim na dwa metry murem nie oglądał nigdy kwiatów. Ubrań tylko tyle by związać je w mały węzełek gdy zajdzie potrzeba i by nie żałować kolorowych sukienek. Żadnego kota, psa, ani rodziny.  I Bogu dzięki. Nie tęskniła za nikim i za nikogo nie była odpowiedzialna. Nikomu nic winna. Podążała drobnymi krokami w stronę cienia, niecierpliwiąc się, że ta droga ta długo trwa. Każdy jej następny dzień przypominał poprzedni. Ale nie to było szczególnie przykre, czy uciążliwe. Najbardziej bała się nocy. Z przerażeniem małego dziecka wyczekiwała ranka, a później podrzemywała w fotelu szykując się do kolejnego starcia z królem ciemności – nocnym koszmarem.

Trzy razy w tygodniu przychodziły one. Przewijały się przez jej dom, nie zostawały na dłużej. Nigdy nie zastanawiała się dlaczego. Były do siebie podobne. Nie pamiętała ich imion. Wszystko co dotyczyło tych kobiet wrzucała do worka na śmieci swojej pamięci. Uprzejmie pytała o ich rodziny, dzieci, choć niewiele ją to obchodziło. Nie były winne, ale ich obecność w jej domu powodowała, że strach się nasilał. Daleka od  zachwytu ich obecnością, wiedziała, że nie można inaczej. Były na siebie skazane. One potrzebowały pieniędzy, które im płaciła, a jej przestrzeń wypełniona starością potrzebowała świeżego oddechu o zapachu Mister Proper i smugi dziennego światła, które wciskało się do jej domu za ich plecami, gdy uchylała wejściowe drzwi. Pozostawiały po sobie wilgotny ślad mokrych ścierek na wytartych z kurzu starych jak ona mebli. Oprócz nich nikt jej nie odwiedzał. Skąd o niej się dowiadywały? Pewnie jedna od drugiej. Przekazywały ją sobie jak pałeczkę w sztafecie. 

Dzwonek. Podreptała bezszelestnie w przydeptanych kapciach i nie pytając kto to uchyliła z trudem masywne drzwi chroniące ją przed światem. Zrobiła to bez wahania. Wiedziała, że to nowa dziewczyna. Rozmawiały przez telefon. Krótka chwila zapoznania, powierzchowne liźnięcie oczu.  Beznamiętność. 



Dziewczyna uprzejmie choć bez głębszej refleksji patrzyła na kobietę. Przyszła tu by zarobić, wyjść, zapomnieć, wrócić do domu, wziąć w ramiona córeczkę. Drobna pani stojąca w progu wielkiej, przedwojennej kamienicy Maison de Maitre była postacią nie wyróżniająca się niczym szczególnym. Zwykła twarz w koronie banalnych, o nieokreślonym kolorze loczków trwałej ondulacji . Należała do tych anonimowych ludzi, o których nie można nic powiedzieć. Gdy popełnią zbrodnię, trudno sporządzić ich portret pamięciowy. Twarz, która zapomina się natychmiast, gdy odwróci się od niej wzrok.  

- Chodź, pokażę ci co masz robić – nie bawiąc się w ceregiele staruszka przystąpiła do rzeczy.
Pracę każdej z kolejnych kobiet zaczynało przetarcie zakurzonej, złotej tabliczki z nazwiskiem znajdującej się  tuż przy guziku dzwonka. Niemal jak rytualne przywrócenie zagubionej tożsamości.  Dawnej świetności. Gdy jaskrawe promienie porannego słońca odbijały się blaskiem w złotej  tafli, kolejny rozdział nowej sprzątaczki w domu na ulicy Wesołego Wojaka Szwejka osiemdziesiąt, staruszka uważała za otwarty.

41 komentarzy:

  1. Swietnie piszesz! W kilku zdaniach tyle refleksji i prawdy o starości, samotności, zależności.Dobrego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wzajemnie Joasiu i dziekuje, twoje slowa wiele dla mnie znacza!

      Usuń
  2. W tych frazach każdy może znaleźć cząstkę siebie i sytuacji, które kiedyś zapoznał lub w nich uczestniczył... powiem więcej: może będzie uczestniczył.
    Częściej pisz w taki sposób. Będę wypatrywał tych opowieści, bo są rodzajem zwierciadła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki Krzysztof za tak potezna dawke motywacji. pisze tak glownie dla siebie,z potrzeby duszy i takie dowody uznania niezmiennie wprowadzaja mnie w niezwykle zdumienie, ze komus sie to jednak podoba, ze poruszy... Dziekuje!

      Usuń
  3. Doskonale napisane;ale..chciałbym więcej zdjęć tych wnętrz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zdjec wnetrz, mam duzo zdjec "zewnetrz" :)

      Usuń
  4. Aga, Ty możesz pisać i wydawać fantastyczne książki! Jesteś genialna!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyczne, chętnie przeczytam kolejną część:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja czytam Ciebie z dreszczykiem emocji - znajdź no jakiego wydawcę i daj się poznać szerszemu gronu!!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo wam dziekuje! a dreszczyk emocji - to niezwyke uznanie!

      Usuń
  7. A ja chyba wiem, skąd wziął się lęk, który zamieszkał na ulicy Wesołego Wojaka Szwejka pod numerem osiemdziesiąt. Przekonam się, czy trafiłam, jak przeczytam następne części. Jak nie trafię, obiecuję, że się przyznam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajnie piszesz, fajnie że udało mi się trafić na Twojego bloga.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziekuje8 co za mile odwiedziny, zapraszam czesciej :)

      Usuń
  9. Cudownie się to czyta. Chcę więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudownie się to czyta. Chcę więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tylko dlaczego bała się przyjaciół? może ktoś ją zawiódł? nie znała zapachu róż? nie widziała maków? stokrotek ? ...skąd ten lęk? a może smutne dzieciństwo?czy kiedyś kochała? Żal mi jej....wzięłabym ją za rękę , pokazała jezioro, las, kwiaty......
    BCH

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle znakow zapytania... Tyle pytan bez odpowiedzi...

      Usuń
    2. A może nigdy nie lubiła ludzi, była egoistką, została sama i boi się, bo w innych widzi tylko zło? Może wcale nie poszłaby z Tobą na spacer? Nie wszystkie strasze osoby są cudowne i mądre, a szkoda :(

      Usuń
    3. I tak może być, jak człowiek od urodzenia wredny to i na starość mu zostaje:) miejmy nadzieję, że nasza bohaterka taka zła nie jest:)

      Usuń
    4. Mam nadzieję, że ona nie będzie przesłodką, kruchutką staruszką, tak wzorcowo staruszkowatą, że aż zęby rozbolą. Fajnie by było, gdyby okazała się trochę bardziej w lewo, w prawo i hopsasa. Od Ciebie Laviolette zależy wszystko, może być ciekawie. :)

      Usuń
    5. Raczej nie bedzie... Ja nawet nie wiem, czy ja da sie lubic. Nie zawsze ludzie, ktorzy budza nasza litosc i mieli trudne zycie, sa jednoczesnie dobrymi ludzmi... Ale nie uprzedzajmy faktow. :)

      Usuń
  12. Bardzo dobrzed zaczęłaś Agnieszko! Czekam na dalsze części.
    Serdeczności Kochanie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią : nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy:), dziękuję kochana Stokrotko! :)

      Usuń
  13. Jeszcze tu chyba nie byłem... Będę obserwował, bo fajne i ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o to witaj wędrowcze pod moim dachem, tak różnie się pisze: raz lepiej , raz gorzej :) raz o lęku, raz o ciuchach, innym razem o Brukseli, dla każdego coś się znajdzie :)

      Usuń
  14. Inteligentnie zapytam no i dlaczego na koncie google plus nie mogę znaleźć Twojego bloga ??
    Za to pozwiedzałam inne :-)))
    O których piszesz na google ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze! Inteligentnie odpowiem, ze nie mam pojecia, jestem technicznie bardzo nierozgarneieta! Moze cos tam trzeba dodac... ale za to zwiedzilas inne blogi, mam nadzieje, ze lektura byla ciekawa :) Milego weekendu!

      Usuń
  15. To ja też inteligentnie zapytam: kiedy ukaże się następna część, bo się nie mogę doczekać.

    OdpowiedzUsuń
  16. Całkiem niedawno miałem taki okres w swoim życiu. I cieszę się, że już minął.

    OdpowiedzUsuń
  17. Lęk towarzyszy człowiekowi w życiu i czasami jest potrzebny. Jednak Ty poruszasz ten temat w innym kontekście, taki lęk niszczy i powoduje , że choruje nie tylko dusza ale i ciało.
    Mam za sobą taki etap w życiu:-(

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziewczyno, marnujesz swój talent.
    Czekam na dalszą część.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wróciłam do tej części, bo nie wiem, czemu mnie tu nie było.....
    Z zaciekawieniem idę do części następnej...a tak na marginesie, to starość Bodu się nie udała...

    OdpowiedzUsuń