środa, 5 czerwca 2013

Nie samymi frytkami żyje człowiek, czyli coś dla ducha (część druga: Muzea)


Pamiętacie Gotfryda? Tego od wypraw krzyżowych i kostek rosołowych? Pisałam o nim niedawno. Jego osoba będzie punktem wyjścia do dalszej wędówki. Dziś będzie trochę nudniej – o muzeach. Ale nie podaruję wam, nie samymi przyjemnościami człowiek żyje, trzeba przez to przejść! Do roboty więc!
Pomnik Gotfryda zwrócony jest twarzą w stronę Mont des Arts ( wzgórze sztuki) na wzniesieniu Coudenberg.  Jest takim punktem orientacyjnym jak pomnik kolumna Zygmunta III Wazy w Warszawie. Fajnie jest dać sobie rendez-vous pod Gotfrydem w sobotę wieczorem. 




Mont des Arts nie istniał kiedyś w obecnym kształcie.  To król Leopold II, największy budowniczy Brukseli, jak każdy szanujący się, nowoczesny władca zamarzył sobie mieć takie miejsce. Nakazał wyburzyć cały wielki obszar wokół wzgórza by zamienić go w centrum kultury.

Niestety, nawet koronowanej głowie czasami budżet źle się skalkukuje ( wszak nie od liczenia kosztów jego szlachetna głowa) i wyjdzie tak zwany échec, czyli porażka.  Wielkiemu władcy, mówiąc kolokwialnie zwyczajnie zabrakło kasy. Był początek nowego stulecia, za królem zrealizowane ogromne, kosztowne inwestycje, przed nim piętrzące się problemy - zawodowe i prywatne. By Bruksela jako tako prezentowała się podczas światowej wystawy w 1910 roku, wymyślono założenie tam tymczasowego ogrodu z opadającymi schodkami i fontanną. Jak prawie każde tymczasowe przedsięwzięcie, ogród pozostał...na zawsze. Dobudowano wokół wielkie monumentalne gmachy, próbując doścignąć Wiedeń. Bruksela jednak Wiednia nie przypomina, i całe szczęście! Jest bardziej swojska, dostępna, mniej dostojna. Posiada ludzką twarz.  Otwarta perspektywa na leżący w dole rynek ( Grand Place) urzeka zwłaszcza nocą.  




Za monumentalnymi plecami Gortfryda wznosi się Kościół św. Jakuba na Coudenbergu ((nid. Sint-Jacob-op-Koudenberg, fr. Église Saint-Jacques-sur-Coudenberg) – główna świątynia Ordynariatu Wojskowego Belgii. Mnie nie porywa jej neoklacystyczna uroda, ale nie można jej nie zauważyć, a w słoneczne popołudnie miło jest posiedzieć na wysokich schodkach opierając plecy o chropowaty, antyczny filar gapiąc się na panoramę Brukseli.



Nadszedł moment  by odwiedzić tutejsze muzea, które znajdują się dosłownie jedno obok drugiego, na wyciągnięcie ręki: Królewskie Muzea Sztuk Pięknych ( Musées royaux des Beaux-Arts de Belgique), Muzeum Instrumentów i Bozar. To drugie znajduje się w przepięknym starym secesyjnym budynku, w którym kiedyś znajdował się sklep angielski. Ten budynek to jedna z perełek sztuki Art Nouveau. Na dachu budynku znajduje się kawiarnio-restauracja, do której wiezie stara, skrzypiaca, przeszklona winda.


Bozar to interdyscyplinarna przestrzeń, gromadząca w jednym miejscu szereg dyscyplin takich jak: teatr, taniec, film, literatura, architektura – najważniejszy ośrodek kultury w tym kraju od osiemdziesięciu lat.
Budynek w stylu Art Deco zaprojektowany przez ojca belgijskiej secesji Wiktora Hortę mieści się w przestrzeni między dwiema ulicami na przeciw Dworca Głównego. To dla mnie jedno z tych brukselskich zaczarowanych miejsc, których magii trudno się doszukać na pierwszy rzut oka (znów dla wtajemniczonych, jak wszystko w tym mieście!)
Bozar to dla mnie cudnie akustyczny hol główny, to bogactwo sal i zakamarków z salą koncertową na 2200 miejsc. Lubię tu przyjść w określonym celu, lub tylko wdepnąć na moment, przejść się korytarzem, chwycić odruchowo kilka ulotek wyłożonych po bokach (co tam w kulturalnej trawie piszczy) i wypić kawę (Znów? Nie za dużo tej kawy?)
Mogłabym spędzić w Bozar cały dzień, zwłaszcza, gdy na dworze jest zimno i mokro i nie chce się na zewnątrz nosa wysadzać. Na miejscu jest niezła restauracja z przemiłą obsługą. Jest jeszcze jedna prozaiczna, lecz cenna informacja dla... kobiet.

Toalety są tu przestronne, czyste i... zupełnie za darmo. Zdumiewająca rzecz w takich masowo uczęszczanych przez turystów okolicach, w mieście, które z czystości jednak nie słynie. Trudno mi cokolwiek powiedzieć o męskich toaletach z oczywistych powodów.


W przesiąkniętej sztuką dzielnicy nie zabrakło polskiego akcentu. Od kilku lat istnieje tu galeria sztuki Katarzyny Napiórkowskiej. Właścicielka, promuje z powodzeniem polskich artystów. Pstrykam kilka zdjęć na panoramę Brukseli w dole. Obok słyszę rozmawiające dwie polskie turystki. Proponują, ze zrobią mi kilka zdjęc. Coraz więcej jest nas Polaków na brukselskich ulicach.


Idę dalej. Po chwili jakaś młoda osóbka nagabuje mnie o podpisanie tajemniczo wyglądającej listy charytatywnej. Pod nos podsuwa mi pieczątki, ktore niewiele mówią. Waham się, bo wygląda mi to jakoś tak dziwnie podejrzanie. Obok przebiega młody mężczyzna uprawiający jogging. Rzuca mi w przelocie: „ Proszę nie dawać pieniędzy. Jestem policjantem. Kręci się tu dużo oszustów szukających naiwnych. Nie można dawać” W międzyczasie dziewczyna z listą ulatnia się gdzieś, a policjant uśmiecha się, jakby chciał powiedzieć:”A nie mówiłem!” i biegnie w swoją stronę. Słońce właśnie zaświeciło, leniwie suną chmurki po niebie. Każdy dzień bez deszczu to prawdziwy dar niebios i blogosławieństwo, który trzeba wykorzystać bez ociągania, spontanicznie, at hoc, zrzucić buty, zamoczyć w fontannie stopy, odkryć ramiona, później położyć się na trawie, przymknąć oczy...

Belgijki w tym względzie nie mają żadnych kompleksów i w obliczu slonecznych promieni stają się bardziej spontaniczne. Grube, chude, zgrabne i te z krzywymi nogami, opalone i wyglądające jak „córki młynarza”; wszystkie bez wyjątku wystawiają swoje nagie kończyny do słoneczka, rozpinaja guziczki bluzek, odsłaniaja pulchne lub kościste ramiona. Bo słońce to rarytas, grzechem jest nie wykorzystać jego ciepła. Jutro może już go nie być. Patrzę na tutejsze kobiety. Rozpoznaję je bezbłędnie. Ich uroda nie zniewala, brak im dziewczęcego wdzięku, mają w sobie zdecydowanie  jakiś męski element. Czasami w supermarkecie mam problem z rozpoznaniem, czy kasjerka jest kobietą, czy mężczyzną. Bo przecież kolczyki, czy makijaż nie jest już tylko kobiecym atrybutem. Może je nosić każdy. Jak również fakt posiadania biustu lub jego brak. Mimo, że kobiety są bardziej „męskie” i to one przeważnie w związku „noszą spodnie” to jednego nie można im odmówić. Są bardzo świadome swojej seksualności i są pewne siebie, otwarte na ludzi i zabawne, a przez to, lub dzięki temu...atrakcyjne. Belgijskie dziewczyny biorą inicjatywę w swoje ręce i czynią sobie świat ( mężczyn) poddanym... aż czasami żałuję, że tak nie potrafię ( żartuję!)
















Idę dalej, kupuję we wloskim „lodomobilu” gałkę loda. Tylko jedną, bo są bardzo słodkie, dla mnie za słodkie. Smakuję rozpływającą się w ustach wanilię i myślę, że muszę tu za tydzień przyciągnąć męża. Może zrobi mi jakąs fotkę na tle licznych tu instalacji artystycznych. Podążam sobie wolnym krokiem przed siebie, anonimowa w tłumie turystów. Czasami wybieram taką samotność w sobotni ranek. Życie jest piękne! – myślę - Tak niewiele naprawdę trzeba, by czuć się szczęśliwym. Celebrować codzienność. Pielęgnować wdzięczność. To wystarczy.




30 komentarzy:

  1. Fascynująca wycieczka. Wiele z tych miejsc poznaję, wiele zwiedziłam. Wspominam wypad do Brukseli niezwykle miło.
    Masz rację, miałam to samo uczucie siedząc tam przy stoliku, na chodniku i pijąc kawę z gałką lodów waniliowych. Pychota! Życie jest piękne.

    OdpowiedzUsuń
  2. To cieszę się, że przywołałam dobre wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne miejsce obrałaś na weeknedowy relaks. Dzięki temu coś z tego mamy:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i jestem ugotowana! Kto by pomyślał,że o świcie na taką wycieczkę wirtualną się wybiorę. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. grunt to dobrze zaczac dzien :)cieplutko pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Powędrowałam razem z Tobą i poczułam klimat Brukseli, smak lodów, Twoje towarzystwo i poczułam się szczęśliwa. Masz rację trzeba cieszyc się z małych rzeczy. Jednego muszę Ci odmówic....nie lubię muzeów (nie wiem czy dobrze odmieniłam), wiem wyjdę na ciołka, ale klimat tam panujący wywołuje we mnie jakieś dziwne uczucie, trudne do określenia uczucie. Uwielbiam tylko galerię obrazów, chociaż kompletnie nie znam się na sztuce;P
    Urzekło mnie Twoje zdjęcie jak stoisz między piętrami schodów i patrzysz na ludzi...dziewczynka w wirującej spódnicy, która zgubiła się mamie, albo dojrzała kobieta,która zakończyłą pewien etap w swoim życiu i świadoma swojej wartości obserwuje świat i myśli, którą drogę wybrac, aby iśc dalej....tak właśnie pomyślałam patrząc na to zdjęcie. Wywołałaś we mnie jakieś dziwne myśli o życiu i przemijaniu. A może to wpływ tej polskiej deszczowej i mglistej pogody, która trwa od kilku już dni;-)

    A teraz modowo.....podoba mi się Twoja spódnica, cudowny kolor butów i Twoje zgrabne nóżki. Aga, wygladasz pięknie, wiesz, że ja uwielbiam Cię w tych wirujących spódnicach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ela, malo kto lubi muzea, tez nie przepadam, ale mieszkajac w ich otoczeniu, grzechem byloby nie wspomniec, co innego Bozar - to bardzo wielodyscyplinarne miejsce, tam jest wszystko i ta roznorodnosc mnie pociaga, bo muzea z zalozenia sa takie statyczne, troche nudne, a w Bozar mam kino, teatr, wystawy, rowniez te krotkie, ktore mozna w 10 min obejrzec.
      Podobnie jak ty - na malarstwie nie znam sie zupelnie i nie probuje udawac, ze jest inaczej. Po prostu albo podobaja mi sie jakies obrazy, albo nie :)jak z sukienka, jak z butami :) no wiesz, o co chodzi, jestes kobieta! :)
      spodnica kupiona w SH, zapomnialam dodac opis :)
      Podoba mi sie twoja interpretacja zdjecia, wiesz nie zastanawialam sie nad tym, teraz uwazniej spojrzalam na te fotke :) i obie wersje sa bardzo trafne: mam juz pewna madrosc wynikajaca z dojrzalosci, twierdze, ze dla kobiety to najlepszy wiek! a zarazem ciagle jeszcze jakas mala dziewczynka w e mnie drzemie, ktora czesto sie gubi mamie i czasami potrzeba ja za reke poprowadzic, pozdrowka :)

      Usuń
  6. Zastanawiam się nad przyszłością muzeów. W dobie internetu i możliwości oglądania zdjęć w perspektywie 360 stopni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieje, ze jak tradycyjne ksiazki - przetrwaja :)milego dnia!

      Usuń
  7. Ależ Ty mi robisz smaki na Brukselę. Już nawet te legendarne frytki darowałbym sobie za pół dnia szwędania się po mieście. Choć wiem, że czułbym wtedy jeszcze większy niedosyt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjezdzaj, Mironq juz tu podaza...pieszo :) powinien dojsc gdzies za miesiac :)

      dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem brukselskiego nieba :) a niedosyt... jest pozadany, gorzej jakbys mial przesyt :)

      Usuń
    2. Ale nie na nogach, bo... za bardzo schudnę :)

      Usuń
    3. zapewniam cie, ze ciezko bedzie ci schudnac :) mamy tu pyszne frytki, czekoladki, piwo ( choc ja akurat piwa nie lubie) i inne rzeczy, ktorym ciezko sie oprzec :)a w kwestii smakolykow jestesmy bardzo niekonsekwentni!

      Usuń
  8. Nie spodziewałam się, że przy porannej kawie zwiedzę Brukselę. A ostatnie zdanie z postu -" Tak niewiele naprawdę trzeba, by czuć się szczęśliwym. Celebrować codzienność. Pielęgnować wdzięczność. To wystarczy" - to wręcz złota myśl. Pozdrawiam i dziekuję za wycieczke.

    OdpowiedzUsuń
  9. Brussels is an awesome city!
    I've been there about a month ago, it was lovely (:
    I'm following you now on GFC, maybe you can follow me back?

    Love, Liese

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maybe the weather is not the best, but the city is fantastic! Thanks for visiting:)

      Usuń
  10. ..no to trochę sobie Tobą pozwiedzałam...dziękuje za miłą wycieczkę...a Ty widzę ślicznie wyglądasz, masz cudna spódniczke...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki, dzieki, spodniczka taka tam, wygrzebana za grosik... :)

      Usuń
  11. Jeżeli chodzi o wycieczki i muzea to mnie nie zanudzisz>>>kocham je:)))ślicznie wyglądasz,buty i spódnica urocze:)))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaz jedna z nas co lubi bardzo! :) Wobec tego dla ciebie Reniu dedykuje te wycieczke :)

      Usuń
  12. oo też chciałam dodać o toaletach - myślałam, że to moje odkrycie :) nigdy w Bozarze za ubikację nie płaciłam, a wygląda ona lepiej niż niejedna płatna z babcią czekającą na swoje 30 centów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O slyszycie? Kasia wie co mowi, bo jest na pewno w Bozar czestym gosciem! pozdrowka Kasiu!

      Usuń
    2. taka sknera ze mnie po prostu :)

      Usuń
  13. gdybyś chciała broszkę z kwiatkiem, daj znać :) narobiłam i się kurzą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to pewnie, że chcę! w dodatku jak sie mają kurzyć :)

      Usuń
  14. Kochana uwielbiam do Ciebie zagladac. tyle tu celebracji zycia. radosci z prostych rzeczy. z uliczek, drzew, murow. a to wszystko przeciez jest naprawde wspaniale i daje tyle wytchnienia i poczucia Piekna. trzeba tylko inaczej nastawic oko i umysl odprezyc.
    i to co mowisz o "meskich" kobietach.. ja podziwiam. podziwiam wszystkie kobiety, ktore wiedza kim chca, czego chca a jesli nawet nie sa tego ostateniego pewne to przynajmniej zdaja sobie sprawe kim byc nie chca.
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jaki miły komentarz na koniec dnia! dziekuję ana taka :)

      Usuń