niedziela, 26 maja 2013

Coś dla ducha, czyli nie samymi frytkami człowiek żyje.(część 1: Gotfryd Bouillon)




Mówią, że Bruksela jest brudna i nudna, grymaszą, że deszczowa. Jak dzisiaj. Mamy koniec maja, a temperatura na dworze zaledwie około dziesięciu stopni Celsjusza. Najstarsi Belgowie nie pamietają tak deszczowego i chłodnego maja! Mimo to warto odwiedzić Brukselę dla kilku rzeczy. Zostać tydzień – by przychylniej na nią popatrzeć, kilka miesięcy by się z nią zaprzyjaznić, parę lat – by pokochać to miasto! Za czekoladki, frytki, piwo, szeroko rozumianą różnorodność i za...sztukę.
Gdybym miała w Brukseli poświęcić jeden dzień na tę ostatnią – zdecydowanie zaczęłabym moją wędrówkę od Place Royale ( Plac Królewski) - miejsca licznych muzeów i zabytków.  







Pośrodku placu stoi pomnik kamiennego, dumnego rycerza. Mosiężnymi ostrogami spina swego wierzchowca. Linia tramwajowa omija go łukiem z dwóch stron.  To Gotfryd de Bouillon (Gotfryd z  Bouillon) – organizator i przywódca pierwszej wyprawy krzyżowej do Jerozolimy w celu jej odbicia z rąk Arabów. baron Gotfryd de Bouillon jako jeden z pierwszych odpowiedział na apel papieża wzywającego do obrony Jerozolimy przed najazdem muzułmańskim. Wyruszył ze swoimi rycerzami w roku 1096, a trzy lata później zdobył święte miasto. By móc pozyskać potrzebne środki zastawił swój zamek w Bouillon na południu kraju. Na marginesie: warto ruszyć się kiedyś z Brukseli w kierunku Luksemburga, by zwiedzić tę jedną z najstarszych belgijskich średniowiecznych fortyfikacji. 



Zamek robi wrażenie, bujna przyroda cieszy oczy, a przy odrobinie szczęścia – z dużym prawdopodobieństwem, można załapać się na pokazy szkolonych jastrzębi, sępów, sów, sokołów i orłów. Latem organizowane jest nocne zwiedzanie zamku z pochodniami i wiele innych atrakcji. Póki co wracajmy do Brukseli,  do pomnika Gotfryda.




Wyprawom krzyżowym przyświecały szlachetne cele: odbicie świętego miasta z rąk muzułmańskich, ich ochrona oraz zapewnienie chrześcijanom dostępu do ich miejsc kultu. W rzeczywistości stały się pretekstem do grabieży i wielu nadużyć i rozpoczęły epokę krwawych wypraw krzyżowych.  

    Widok z zamku.

Gotfryd nigdy nie wrócił do swego Bouillon. Mógł zostać krolem Jerozolimy, ale odmówił zaszczytu. Nazwał się skromnym „Obrońcą grobu Pańskiego”. Walczył jeszcze dalej w Egipcie, a zmarł w niewyjaśnionych do końca okolicznościach. Został pochowany w Jerozolimie. Pewnie nie wszyscy wiedzą, że to właśnie jemu zawdzięczamy nazwę popularnych kostek rosołowych – „bulion” („boullion”).  W drodze do Jerozolimy jego ludzie gotowali tak zwaną “zupę nic”, którą nazwano imieniem rycerza.  Teraz już popularne kostki rosołowe, używane tak powszechnie w twojej kuchni będą kojarzyć ci się z Belgią.





        Smerfik




cdn

59 komentarzy:

  1. Taki Gotfryd to miał fajny zamek. Gość spodziewał się, że wyprawa się opłaci skoro zastawił swój skromny domek. Był pierwszym królem królestwa jerozolimskiego, przez co wszedł do annałów historii. Żył krótko, ale intensywnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy taką zasade wyznają: krótko i intensywnie :)Jak łazilam po tych mokrych lochach (lalo jak z cebra) to myslałam, że kurczę, nie chciałabym tak mieszkać, a przecież na tamte czasy zamek był szczytem nowoczesności, no i nie do zdobycia :)

      Usuń
  2. Ciekawa historia kostek rosołowych. Nie jestem pewna, czy tak znamienity rycerz byłby zadowolony z tego, że jego nazwisko w taki sposób przeszło do historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie w najsmielszych marzeniach nie pomyslał, że bedzie swoim nazwiskiem sygnowal kostki do rosolu, chi, chi! Zycie potrafi zaskakiwać :) pozdrawiam!

      Usuń
  3. i pewnie w najśmielszych marzeniach nie pomyślał, że po zamkowych komnatach będa snuły się wycieczki zwiedzajacych. piękny, choć chłodny spacer.
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chwilami był to spacer po kostki w blocie :) ale fascynujący. chciałabym tam pojechać na te nocne zwiedzanie z pochodniami, może jakieś białe damy snujace się po murach zapewnia turystom, by adrenalina troche skoczyła :) pozdrówka!

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia , ten pomnik zawsze mi się podobał jest taki majestatyczny. A sowa mmmmmm jak je uwielbiam są śliczne aż zazdroszczę, że z tak bliska mogłaś podziwiać tą piękną istotkę ;) Buziaki ;****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. one nawet przysiadają ludziom na ramionach, tak atrakcja wzbudzająca zachwyt, cudne są!

      Usuń
  5. Lubię frytki, mogę jeść na okrągło :-)))
    Smerfik fajny :)
    A że bulion jest belgijski to nie wiedziałam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to nadajesz się do Belgii na stałe :)Zwłaszcza, że Belgowie też bardzo kochają koty, podobnie jak ty :)

      Usuń
  6. OOO z dumą mogę powiedziec że sobie pozwiedzałam i aż mi lepiej:)Jak Jestem u Ciebie to słyszę głos jak oprowadzasz i z pasją opowiadasz !!!A dzisiaj wyjątkowo to było mi potrzebne :)))
    No to Bruksela zimnem starszy :)U Nas dzisiaj też nie najcieplej, no ale nie jest zle 18 stopni, przynajmniej odpoczęłam po całym intensywnym tygodniu, przed następnym, który też intensywnie się szykuje :)

    P.S. Kostek nie używam, także dla mnie może ich nie byc!:)
    Ale za to sowaa jaka :)

    Uściski gorące ślę :))):*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 18 stopni! to prawie Afryka :) miłego tygodnia moja droga :)

      Usuń
  7. Klik dobry:)
    Aż parę lat trzeba się zakochiwać? To bardzo długo!
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo to trudna milosc, dla najbardziej wytrwalych :) milego dnia!

      Usuń
  8. Grunt to fantastyczny przewodnik. Każde miejsce może zamienić , dzięki swoim opowieściom, na niezapomniane. Ślicznie dziękuję za tę wycieczkę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam te Twoje opowieści o miejscach w których żyjesz. Poznaję Brukselę, chociaż nigdy tam nie byłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przed toba, milego dnia :)

      Usuń
  10. Może i ja się kiedyś wybiorę ale mam za mało czasu by pokochać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to i lepiej, bo z uczuciami trzeba ostroznie :) wystarczy polubic :) zapraszam w imieniu Brukseli!

      Usuń
  11. Pierwsze zdjęcie genialne. Jak zaproszenie do bajki:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pięknie opowiedziane. Jak się zdecyduję na wycieczkę do Brukseli, to nieśmiało poproszę o oprowadzenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki skromnis: "nieśmiało poproszę " :) ok, ok z przyjemnoscia oprowadze :) najchetniej to bym sie w ogole przekwalifikowala i oprowadzala wycieczki, nudzi mi sie na jednym miejscu :)

      Usuń
    2. Mam wadę. Nawet kilka czy kilkanaście. Ale ta konkretna polega na łapaniu za słówka :) Ciekawe czy zgadniesz za jakie słówko złapałbym? :)

      Usuń
    3. ale chodzi o moja konkretna wypowiedz powyzej, czy w ogole o popelniony przeze mnie post. naprowadz mnie

      Usuń
    4. O odpowiedź na mój komentarz :)

      Usuń
    5. nie wiem czy idę dobrym tropem :)zazwyczaj widze i slyszę zupelnie coś innego niż wszyscy :)Może chodzi o to, że nudzi mi sie na jednym miejscu?

      Usuń
    6. Nie, chodzi o: z przyjemnością oprowadzę :) Sorry

      Usuń
    7. cha, cha , w pierwszej chwili tak pomyślałam, ale później się zawstydziłam, ze to głupio zabrzmi i zaczęłam kombinować inaczej :) ja już tak mam. intuicję bardzo dobrą,zgaduję od razu, ale ja wypieram, myslę sobie ( to typowe dla blondynek) to byłoby za proste, no i próbuję skomplikowac sobie zadanie, własnie odkryłam chyba nową fascynację muzyczną - stare już w sumie utwory Janusza Radka. niektóre interpretacje znanych kawałków doskonałe, duzy ładunek emocjonalny, posłuchaj sobie, pozdrówka :)

      Usuń
    8. No widzisz. Ja prosty człowiek, więc łapię za proste słówka :)
      A Janusza znam i to bardzo dobrze.

      Usuń
    9. Po prostu nie jesteś blondynką :) to wszystko tłumaczy :) Ja Radka z przyjemnością odkrywam na nowo :) dziś w pracy cały dzień go słuchałam. mówiąc trywialnie - takie odgrzewane kotlety :) czasami bardzo smakują!

      Usuń
  13. Widok z zamku i zdjęcie kolejne ze światłocieniem na murze-obłędne;piszesz:
    Wyprawom krzyżowym przyświecały szlachetne cele: odbicie świętego miasta z rąk muzułmańskich, ich ochrona oraz zapewnienie chrześcijanom dostępu do ich miejsc kultu. W rzeczywistości stały się pretekstem do grabieży i wielu nadużyć i rozpoczęły epokę krwawych wypraw krzyżowych
    to prawda;tylko;że w owym czasie nie było problemów z dostępem do miejsc świętych dla chrześcijan-no fakt; "pielgrzymi" z mieczami i pochodniami byli niezbyt "mile" witani;a już totalną porażą była tzw.4 krucjata "dziecięca". Zwróć też uwagę na fakt;że "czcigodni" rycerze zanim dotarli do Ziemi Świętej po drodze łupili i grabili co się da-jakoś zaopatrzenie wtedy kulało ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie z toba, choc nie do konca.
      Zeby bylo jasne : jestem przeciwna religijnej przemocy, uwazam ze wszystkie wojny prowadzone w imie Boga zasluguja na potepienie, a wyprawy krzyzowe to czarna karta w historii kosciola.

      ale nie zapomnij o tym, ze to muzulmanie jako pierwsi najechali i zajeli miejsca kluczowe dla kultury chrzescijanskiej;mysle, ze ta informacja jest potrzebna dla lepszego zrozumienia problemu, bo to sie przemilcza i wyglada na to, ze chrzescijanie pojechali do Jerozolimy bronic swietego miasta... przed nimi samymi.
      co do reszty zgadzam sie i potepiam. tak jak potepiam wszystkie wspolczesne wojny ubrane w plaszczyk szlachetnych powodow.

      Usuń
    2. Agnieszko najgorsze w tym wszystkim są słowa:
      Zwycięzcy nikt nie będzie się pytał, czy mówił prawdę
      Adolf Hitler.
      Przemoc rodzi przemoc;spirala fałszywych motywów.przesłanek,dążeń jest usprawiedliwieniem dla każdego draństwa i okrucieństwa;krew,cierpienie i okrucieństwo są idealnym "paliwem" zwycięzców".
      A co do przemocy na tle religijnej...niezależnie z której strony nadciąga;w imię której wiary;jest...straszna. Wojny na tle religijnym są chyba najokrutniejsze i najbardziej bolesne z wszystkich...

      Usuń
  14. U Ciebie zawsze pięknie i coś dla duszy:)))Pięknie oprowadzasz i fantastycznie opowiadasz:))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu to u ciebie pieknie i przytulnie, i pędze teraz zobaczyć co u ciebie nie z grzeczności ( bo tak może to wygladać) a le z czystej przyjemności obcowania z tobą. Czasami jestem dłużej nieobecna z braku czasu, ale zawsze wracam i na spokojnie nadrabiam zaleglości na ulubionych blogach :)

      Usuń
  15. No właśnie : "Przemoc rodzi przemoc" i spirala się nakręca. Wojny religijne sa tym bardziej gorzkie, że rzekomo w imię Boga ludzie mordują się nawzajem w często wyrafinowany sposób. Nie wierzę , że Bóg tego chce, to ludzie wymyślili religie i podziały, bo tak łatwiej sprawować kontrolę nad ludźmi. Powtarzając za pisarką :to "ludzie ludziom zgotowali ten los", a mieszają w to Boga bo tak jest łatwiej znaleźć wytłumaczenie. Pozdrawiam i życze miłego tygodnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to powyżej to była odpowiedź dla Mariusza :)

      Usuń
  16. Cudna blue fotka!
    Wspaniale przenosisz mnie w inne, nieznane klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, dziękuję bardzo i ciesze sie niezmiernie! :)

      Usuń
  17. Piękne zdjęcia! I jakie cudowne doznania!

    OdpowiedzUsuń
  18. W końcu udało mi się znaleźć chwilkę:) I ja ostatnio nazwiedzałam się zamków. Lubię bardzo. Zimne kamienie i zapach... Historii, która kryje swoje dobre i złe tajemnice. Fajne zdjęcia. Pozdrawiam Cię Aga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majeczko, tez sie wybieram do ciebie i dojsc nie moge, ale mysle, ze dzis mi sie uda :) nieraz na szybko podgladam na fejsie i "lajkuje" :)

      Usuń
  19. A to mnie zaskoczyłaś tymi kostkami rosołowymi :-)))
    Chciałam Ci podziekować serdecznie za wiele sympatycznych komentarz pod moimi tekstami.
    Gdybyś jeszcze do mnie zajrzała i przeczytała tekst "Wróciłam" to chyba domyslisz się że wróciłam na tę ulicę gdzie Ty też kiedyś mieszkałaś.
    A u nas też tak zimno, zupełnie nie jak w maju.
    Serdeczności Agnieszko!
    I dziękuję za tę podróż po Brukseli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nasza ulica! pewnie ze z przyjemnoscia tez tam wroce :) jeszcze dzisiaj Stokrotko!

      Usuń
  20. Très belles photos Laviolette. Aujourd'hui en Belgique, nous avons du soleil, super !

    OdpowiedzUsuń
  21. Tyle miejsc, tak odległych i tak różnych pokazałaś po mistrzowsku. Poznając Brukselę Twoimi oczyma, poznajemy ją bez zgiełku miasta, bez korków i przemocy z pierwszych stron gazet. Pojawia się nam jako przyjazne miasto w którym mieszka bliska nam osoba. Mer powinien Cię wyróżnić, bo ja i czytelnicy bloga już dawno wyróżnili Cię w naszych sercach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, mer pewnie nie ma pojecia o mojej akcji promujacej Brukselę, chi, chi> Może powinnam go uświadomć :)Już kiedys myślałam, żeby po francusku pisac bloga, ale i na tego nie mam za duzo czasu, więc może w dalekiej przyszłości... Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  22. Zawsze z przyjemnością czytam.

    OdpowiedzUsuń
  23. o znów mamy super wycieczkę z super przewodniczką po Belgii. :) no i teraz bulion będzie mi się kojarzył z Belgią:) uwielbiamy czytać i oglądać cała rodzinką. pozdrawiamy serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo polubiłem Brukselę. Może Autorka wie kiedy i dlaczego powstał pomnik Godfryda de Bouillon ? Nie zdążyłem się dowiedzieć. I dlaczego w parkach nie spotkałem tam ptaków ?

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo mi miło, że zdążyłeś polubić moje miasto, kimkolwiek jesteś :)
    Nie widziałeś ptaków? Są! nawet wolno fruwające zielone papugi:) Musiałeś patrzeć pod nogi, zamiast w konary drzew, skoro ich nie spostrzegłeś:)
    Pomnik Gotfryda powstał w 1848 roku i był pierwszym pomnikiem konnym w Brukseli. Kto wpadł na ten ten pomysł? Do końca nie wiadomo, ale prawdopodobnie młode belgijskie państwo(powstałe w 1830 roku) szukało patriotycznych wzorców, które mozna byloby umieścić na pomnikach, i tak wybór, budzący sporo kontrowersji padł na Gotfryda. :)
    Mam nadzieję, że odpowiedź choć częściowo usatysfakcjonowała pytającego:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Dzien dobry,
    wlasnie rozpoczelam lekture pierwszej pani ksiazki o Brukseli i musze przyznac, ze jestem zaskoczona iloscia ciekawostek i detali, o ktorych pani wspomina w ksiazce. Interesuje mnie rowniez ich zrodlo. Na przyklad ta o pochodzeniu bulionu. Dosyc dobrze znam jezyk francuski, jestem po filologii, tlumacze ksiazki, a szczegolnie interesuja mnie kulinaria i ich historia. Nigdy nie slyszalam tej historii o pochodzeniu bulionu, dlatego bardzo jestem ciekawa, skad pani ja zaczerpnela, z jakiego zrodla. Czy moglaby pani podac ?
    Z tego co mi wiadomo, nazwa tej belgijskiej miejscowosci pochodzi od walonskiego wyrazu okreslajacego wzniesienie, wzgorze, gdyz na nim powstal zamek i z bulionem nie ma wiele wspolnego. Najprawdopodobniej wczesniejsza nazwa brzmiala "Bublione". Przejrzalam rowniez kilka slownikow etymologiczych jezyka francuskiego pod katem etymologii slowa "bouillon" i zaden nie wspomina tej historii.
    W nadziei na kilka slow wyjasnienia pozdrawiam pania
    Anna Sloinska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Panią Pani Anno :)
      Bardzo mi miło, że udało mi się Panią zaskoczyć:)
      Teraz trudno mi jest zebrać do kupy źródła, z ktorych korzystalam, bo były to ksiązki, broszury, opowieści ustne "tubylców", przewodniki. Ale to też nauczka na przyszłość, by je spisywać. Jak będe miała więcej czasu to pogrzebię w moich notatkach i może trafie na źródło.
      Generalnie, nie chodzi o to, że słowo "bulion" ma coś wspólnego z miejscowością o tej nazwie, tylko raczej z tradycją wypraw krzyżowych, kiedy to ponoć gotrowano te zupki "nic", a że zapoczatkował je własnie Gotfryd z Bouillon, to na jego pamiątkę zaczeto je tak ponoć nazywać... Postaram się to odnaleźć w swoich folderach :)
      Pozdrawiam,
      Agnieszka

      Usuń
    2. Dziekuje za odpowiedz, ale historia o "zupkach nic" wydaje mi sie niestety zmyslona, i tak naciagnieta, ze az nieciekawa dla kogos, kto interesuje sie powaznie historia. Ponadto piszemy po francusku "bouillon", a nie "„boullion”. Wlasnie koncze ksiazke, musze przyznac, ze niektore emigracyjne historie mi sie spodobaly i ma pani pewien dar do ich opisywania, chociaz ogolnie dominuje troche przygnebiajaca nuta - sa one z reguly smutne. Jestem troche rozczarowana iloscia informacji o Brukseli, po pierwszych rozdzialach spodziewalam sie wiecej, spodziewalam sie rzeczywiscie takiego bardziej osobistego przewodnika po miescie. Niestety zostalo ono ukazane w ksiazce bardzo powierzchownie.
      Pozdrawiam
      Anna Sloinska

      Usuń
    3. Dziękuję za opinię. Rzeczywiście, nie było moją ambicją kierowanie ksiązki do pasjonatów historii, nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, raczej to luźne opowieści i Bruksela widziana moimi oczami, może powierzchownie, ale bardziej skupiłam się na rozliczeniu mego pierwszego okresu emigracyjnego i emocjom mu towarzyszącym (stąd ta melancholia), niż faktach. Napisano na ten temat już zbyt wiele książek, z ktorymi nie zamierzam konkurować. To osobiste "wylewnie duszy" :) Bardzo sobie cenię każda konstruktywną opinię i wyciągam wnioski na przyszłość, dziękuję i pozdrawiam
      Agnieszka Korzeniewska

      Usuń