środa, 24 kwietnia 2013

Ponad podziałami. Notre Dame de Chapelle.




Jest prawie południe, 31 kwietnia 2006 roku. Majestatyczny kościół, jeden z najstarszych w Brukseli, zapełnia się ludźmi. Tłumnie i śpiesznie podążają w jego kierunku. Milcząco, w skupieniu. Jest ich coraz więcej. Dominują Polacy i Belgowie, ale nie brakuje innych narodowości. Mury świątyni, w swoim ponad osiemsetletnim życiu widziały już wiele. Przeżyły pożary, dewastacje, bombardowanie. Stojąc w centrum popularnej dzielnicy Marolles, niedaleko słynnego Grand Placu i w bezpośredniej bliskości Place du Sablon, dają schronienie młodzieży, zakochanym parom, żebrakom. Bruksela to takie jedyne w swoim rodzaju miejsce, gdzie nie musisz iść do muzeum, by oglądać dzieła sztuki, jak tu w kościele Notre Dame de Chapelle, gdzie całkiem za darmo możesz kontemplować malarstwo Pietera Bruegela Starszego. Do dziś istnieje jego dom na sąsiedniej ulicy Wysokiej ( Rue Haute) a doczesne szczątki artysty znajdują się w kościelnych katakumbach.  Budowla częściowo w stylu romańskim i brabandzkiego gotyku poraża surowością ścian, a zarazem zachwyca przepięknymi witrażami, malowidłami i płaskorzeźbami. Ze względu na doskonałą akustykę, odbywają się tu koncerty. 



Na przylegającym do kościoła placu – niegdyś cmentarzu – mają miejsce liczne plenerowe imprezy. Tuż przy zakrystii stoi budka z „belgijskim spagetti” czyli frytkami, a do niej, bez względu na porę roku i pogodę długi ogonek klienteli.


To miejsce, a zwłaszcza kościół, ma swój polski akcent. Odkąd mała Misja Katolicka przy Rue Jourdan w dzielnicy Saint Gilles zaczęła pękać w szwach, tutaj przeniesiono wszystkie niedzielne msze i nabożeństwa. W pogodne dni, turyści, zwłaszcza młodzież wygrzewają się siedząc na kamiennych schodkach jak kury na grzędzie. Naprzeciw świątyni znajduje się restauracja słynąca z podrobów i doskonałej, życzliwej, dyskretnej obsługi.


Z boku wybudowano malowniczy skyte park. Jest cały pokryty graffiti. Misz-masz, wszelka różnorodność i kontrasty paradoksalnie tworzą jakąś harmonię.




Dwa kroki dalej w dół, zaskoczy cię swoim widokiem  inny kościół, malutki, jednonawowy. To kościół Brigittines. Reprezentuje styl baroku włosko-flamandzkiego. Do niego dobudowano identyczny w kształcie, ale na wskroś nowoczesny obiekt. Kościół nie miał szczęścia. Przechodził z rąk do rok, pełnił na krótko różnorodne funkcje, by w końcu stać się na dłużej Centrum Sztuki Współczesnej Ruchu, zwanego Akademią Ruchu.



Poszlibyśmy jeszcze dalej i dalej, Rue Haute, aż do Szpitala Świętego Piotra, odwiedzając po drodze liczne antykwariaty. Nie sposób też nie zahaczyć o "pchełkę", napopularniejszy targ staroci w Brukseli i jedyny taki targ w Europie – czynny siedem dni w tygodniu. „Pchełka” usadowiła się ( dosłownie) u stóp innego kościoła, który słynie z tego, że raz do roku święci się w nim: psy, koty i inne zwierzaki.
Zagalopowałam  się w tej wedrówce wgłąb starej robotniczej dzielnicy Marolles, wracam więc do Notre Dame de Chapelle.




Tamtego wiosennego przedpołudnia, o którym wspomniałam na początku, nie słychać szumnych gwarów. W kościele wypełnionym po brzegi panuje dziwnie podniosła atmosfera. Przedstawiciele różnych religii, narodowości, wierzący i niewierzący zebrali się by uczestniczyć w nabożeństwie poswięconym siedemnastoletniemu Belgowi. Chłopak został brutalnie zamordowany, ponieważ nie chciał oddać napastnikom Mp3. Joe Van Holsbeeckowi zadano pięć ciosów nożem. Oburzenie, gorycz, bezsilność. W pokojowym marszu przeciwko nasilającej się w mieście przemocy przeszło ulicami osiemdziesiąt tysięcy osób. Początkowo, nie łączono tej sprawy z Polakami. Kamery przemysłowe zarejestrowały ciemnoskórych agresorów. Sugerowano, że to mieszkańcy północnoafrykańskich krajów. Jednak bardzo szybko napastnicy okazali się polskimi Romami.


Niedowierzanie, konsternacja. Nagle okazuje się, że każdy Belg zna jakichś Polaków. I to od tej dobrej strony. Polski ogrodnik, sklepikarz, opiekunka do dziecka, miła sąsiadka z naprzeciwka... Solidni, usłużni, życzliwi, pracowici...  A tu Polak zabił...
Reakcja Polonii jest natychmiastowa. Rodzice chłopaka otrzymują od dzieci ze wszystkich belgijskich polonijnych szkół worki listów i rysunków. Kondolencje, wyrazy solidarności i potępienia zbrodni. Życia to nie wróci, ale widocznie robi na rodzicach duże wrażenie, bo zgadzają się uczestniczyć w nabożeństwie, które transmituje znany kanał ogólnokrajowej telewizji. W uroczystości biorą udział przedstawiciele polskich władz. Wydarzenie staje się ogromnym happeningiem przeciw przemocy. Jeszcze kilka lat później moi belgijscy znajomi wracają do tego wydarzenia. Mówią z podziwem o naszej solidarności, jedności, gotowości.



Czas wracać do domu. Idę więc znów w pobliże Placu Sablon, gdzie zaparkowałam auto. Zahaczam jak zwykle o piekarnię „Pain quotidien” . Nie mogę oprzeć się wypiciu lemoniady ze świeżych malin. Mniamm!




45 komentarzy:

  1. Przemocy teraz wiele, szkoda, że jacyś polscy Romowie niszczą bardzo dobrą reputację Polaków, bo przecież, tak jak pszesz, każdy Belg zna jakiegoś Polaka i to od tej dobrej strony. Tak to jest, że jak usłyszymy, że coś złego zrobił przerdstawicel jakiejś nacji to zaraz mówimy źle o wszystkich. Marsz przeciwko przemocy, to łączy, to jest ponad podziałami.Na początku u nas Polaków jest solidarność i jedność, potem kłótnie i...nienawiść /jak po katastrofie w Smoleńsku/. Masz szczęście, że możesz oglądaś tyle wspaniałych zabytków a sok z malim...mniammm, już nie mogę doczekać się na świeże malinki...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jednoczymy się w chwili zagrożenia, a w czasie pokoju skaczemy sobie do gardeł...

      Usuń
    2. Przemoc nie zna granic ani narodowości, nie ma nacji, która byłaby od niej wolna.

      Usuń
    3. Tak, tylko czasami mamy tendencje do generalizowania.

      Usuń
  2. Dzięki za piękną wycieczkę:)Przemoc, wszędzie jej pełno, niestety. Malinowa lemoniada, powiadasz???? Pychotka. Moje krzaczki malin mają ok. 10 cm wzrostu. Daleka droga przed nimi, ale ja jestem cierpliwa:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za to pomyśl jaki niepowtarzalny smak będą miały twoje malinki jak dojrzeją! :)

      Usuń
  3. Pięknie tam u Ciebie:)))Polak to skomplikowany człowiek w obliczu zagrożenia potrafi pomagać życie by oddał za drugiego...ale w codziennym życiu tak ciężko mu współpracować:Pozdrawiam serdecznie i dobrej nocy życzę:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu, dzięki! brakowało mi tego słowa: masz rację, Polak to skomplikowany człowiek, bardzo trafnie to ujęłas! :)

      Usuń
  4. Funny, a frituur that also make advertising for pitta. Nice church.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  5. Z Tobą Aguś, to sobie można fantastycznie pospacerować. Napisz proszę książkę, przeczytam od deski do deski. Moze to być w formie postów, dosłownie, przeniesione na papier i wszystkie razem w jednym miejscu:)A Polacy potrafią rzeczywiście, są zazdrośni zawistni często, źle życzą w duchu, obgaduja sukcesy, ciesza się z porażek bo "wiedzieli ze tak będzie" ale kiedy coś złego się wydarzy tak naparwdę-lecą pomagać, bez względu na koszty, czas i wszystkie inne przeszkadzajki. Mamy w sobie cos wielkiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki kochana, rozważam to :) bardzo dziękuję za wsparcie, jako naród rzeczywiście jesteśmy i fantastyczni i okropni zarazem :) ale chcę wierzyć, że więcej mamy pozytywnych cech! :)

      Usuń
  6. Dziękuję Ci za wszystkie piekne komentarze u mnie. Nie wiem czy na nie zasłużyłam, ale czyta się cudownie :) dzięki i miłej nocy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chcę tam być, zaraz, już!
    Uwielbiam Twoje pisanie (chyba już to mówiłam?), a gdybyś w przyszłości wydała przewodnik to daj znać:-) będzie świetny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu, wszystko mozliwe. jeden blogger idzie już do Brukseli - pieszo! To znaczy docelowo idzie gdzie indziej, ale przez Brukselę :) To Mironq, o tutaj jest:
      http://mironq.blogspot.be/2013/04/79-koncert-zyczen.html#comment-form

      Usuń
  8. Dużo rowerów pod kościołem...
    Tak Belgowie chętnie jeżdżą ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak! Jest szał na rowery miejskie, a ma byc ich jeszcze więcej, napisze kiedyś o tym oddzielny post! :)

      Usuń
  9. Bardzo ciekawy spacer okraszony ciekawą narracją o historii i Polakach. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma za co, z przyjemnoscia polecam sie do uslug :)

      Usuń
  10. Pięknie wędrujesz i wspominasz Agnieszko :-)
    Serdeczności.
    P.S. Przypomniałam sobie że w Antwerpii zwiedzałam kiedys Muzeum-Dom Rubensa. Mam jeszcze informator z tego miejsca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak Antwerpia jak i cala Flandria bogata byla w artystow. zyli tu , tworzyli, umierqli. Moze kiedys i tam sie udam by was oprowadzic wirtualnie , sciskqm :)

      Usuń
  11. Lubię te Twoje spacery z opowieściami.
    Pozdravki

    OdpowiedzUsuń
  12. Stary kościół ze świetną akustyką. No właśnie.
    Te nowoczesne kościoły wyglądające czasami jak efekt bezsennej nocy architekta dodatkowo są bardzo kiepskie jeżeli idzie o akustyk. A przecież teraz można wszystko symulować na komuputerze. Trzeba tylko chcieć. Tym większy szacunek dla starych mistrzów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystko jakos bylo lepiej dopracowany niegdys i to bez udzialu takiej zaawansowanej techniki jak dzis, masz racje , wiele nowoczesnych kosciolow poraza nie tylko wygladem ( mijajac taki jeden w moich okolicach, nieustannie szukam odpowiedzi: co autor mial na mysli?), ale fatalna akustyka. trzba wysilac sie by cokolwiek zrozumiec , dzwiek odbija sie hukiem od scian jak w studni...

      Usuń
  13. Dzięki za tę wirtualną wycieczkę.
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękną i ciekawa wycieczkę mi zrobiłaś, to moje klimaty, dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Lubię te wirtualne spacery wraz z Twoimi opisami, opowieściami :)
    Myślę, że napisanie przewodnika w Twoim wydaniu to był by hit.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawe zdjęcia...wspaniale opowiadasz, jednak czuję niedosyt, kiedy przeczytałam, że zatrzymałaś się na lemoniadę ze świeżych malin to miałam nadzieję, ze zobaczę Cię jak sączysz ten cudowny napój a tu....nic:-)
    Brakuje Twojego zdjęcia na końcu tego posta...heheh
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ela, czasami daje wam od siebie odpoczac na rzecz ciekawszych zdjec :)
      Nie chce moich wiernych czytelnikow wpedzic w przesyt, na zasadzie obawy, ze jak otworza lodowke, to im i stamtad violetowa aga wyskoczy :):):)
      ale juz w nastepnym poscie wiecej agi bedzie, hi, hi :)

      Usuń
  17. fantastyczne zdjęcia i opowiadanie też bardzo przykuwające uwagę! chcę się czytać :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Wow, I just found your blog and its so amazing! Really great talent you have there, keep up the good work, and maybe visit me if you can too. I follow you now
    Tamara
    www.theglamandglitter.com

    OdpowiedzUsuń
  19. no proszé ja w ostatni wtorek piłam tam lemoniadę, chodzimy sobie po piętach :)

    OdpowiedzUsuń
  20. rzeczywiście! kiedys niechcacy na siebie wpadniemy. na szczęście wiem jak wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń
  21. It's so beautiful! Great pictures :)

    - Camilla
    happycompletehome.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej Aguś dziękuję za kolejną wycieczkę :)
    Przemoc.. hmmm temat rzeka ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kreseczko, nie moge w zaden sposob sie do ciebie "dobrac", jak wejsc na twoj profil?

      Usuń
  23. very very nice my dear!!!!
    www.borsadimarypoppins.com

    OdpowiedzUsuń
  24. Ech... Przerażająca historia z tym chłopcem. Nie wiem skąd biorą się tacy zwyrodnialcy. Okropne i niepojęte. Ja tego nie ogarniam!!!

    Kościoły to niewyobrażalne majątki gromadzone pokoleniami. Piękne, wyniosłe ale wiesz, że dla mnie największa świątynią jest las:)

    Ps. Ja to bym się odnalazła na tej rampie:)

    Pozdrawiam cieplutko.

    Jak zawsze Aga świetnie napisane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bliżej natury, najbliżej Boga :) dokładnie, dla nmnie jesteś taką leśną boginką :) ściskam

      Usuń
  25. ciekawe miejsce uwiecznione na pięknych zdjęciach~!
    ściskam

    OdpowiedzUsuń