niedziela, 17 marca 2013

Marolles. wstęp.

Moja opowieść o Marolles jest bardzo długa. Aby więc była bardziej "strawna" podzieliłam ją na kilka mniejszych części, by nie zanudzić. Zapraszam.


Tym, czym dla Warszawiaków jest warszawska Praga, tym dla mieszkańców Brukseli jest dzielnica zwana Marolles. Aby się do niej dostać  z placu Poleaert najprościej jest zjechać windą w dół wprost na Rue des Minimes. 



Skarpa, na której wznosi się Pałac Sprawiedliwości kończy się gwałtownie jakby ktoś odciął kawałek wzgórza. Poniżej rozciąga sie dolne miasto, pozostałość starej robotniczej dzielnicy. Znaczna jej część została zniszczona podczas budowy Pałacu Sprawiedliwości. Budynek sądownictwa podzielił dzielnicę na dwie części: „lepszą” i tę „gorszą” - leżącą w cieniu szarego gmachu i dawnych wspomnień. Marolles to królestwo “brocantes” i antykwariatów. W pobliżu wznosi się szpital świętego Piotra. W średniowieczu znajdowało się w nim leprozorium, czyli miejsce dla trędowatych. Centralnym i charakterystycznym punktem Marolles jest targ staroci i antyków na Place du Jeu de Balle. Jest to chyba jedyny taki pchli targ w Europie, który jest otwarty siedem dni w tygodniu. Plac symbolicznie wyznacza granicę między Marolles bogatym i biednym. W pogodne dni, zwłaszcza wolne od pracy przepływa tędy podwójnym nurtem ludzka rzeka w kierunku bogatszego Sablon i odwrotnie.
Targ staroci usadowił się bezceremonialnie u stóp Kościoła Notre-Dame-de- l'immaculée conception. Jest to kościół kapucynów, w którym raz do roku, bodajże jesienią odbywa sie poświęcenie zwierząt domowych. Mogą przyjść właściciele ze swoimi czworonożnymi pupilami i dokonać ich pokropienia święconą wodą. W końcu to nasi bracia mniejsi.



Marolles to w dawnych czasach wylęgarnia proletariatu, ruchów społecznych, królestwo rzemieślników, artystów, a także... dzielnica czerwonych latarni. To własnie z misją ratowania prostytutek przybyły tu  w XVII wieku siostry zakonne  ( Soeurs Apostolines), znane bardziej pod łacińską nazwą “Mariam Colentes”, która z czasem zmieniła się w “ Maricolles” by ostatecznie uzyskać formę: “ Marolles”. W 1715 roku zakonnice opuściły ten teren, ale nazwa pozostał po dziś dzień.




To dzielnica ludzi mówiących dialektem – bruxellois, który jest mieszaniną flamandzkiego i francuskiego, port docelowy ceniących sobie wolność, “joie de vivre” choć nie mających za wiele grosza w kieszeni. Kolorytu nadali temu miejscu najpierw Żydzi, Hiszpanie,  później Marokanie i w końcu Polacy. Ale Marolles zatraca powoli swój charakterystyczny klimat ulegając procesowi gentryfikacji i z drugiej strony „sablonizacji”. Antykwariusze ze swoimi drogimi sklepami wciskają się coraz głębiej w stare, biedne Marolles wypychani przez cukierników i restauratorów z ciągle drożejącego Place Sablon.


Oto próbka brukselskiego dialektu w piosence. Czy nie przypomina wam swoim charakterem tego z warszawskiej Pragi?



 Pozdrawiam was fioletowo życząc miłego, niedzielnego popołudnia.

sukenka JBC, torba i sweterek - mały butik

35 komentarzy:

  1. dzięki Twoim zdjęciom można hmm ocznie zobaczyć różne miejsca hi hi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się , że mogę być waszymi "oczami" w Brukseli :)

      Usuń
  2. Lubię Twoje spacery po Brukseli :)


    a co czwartek na Place du Jeu de Balle w jednej z kawiarni można pograć w różne gry planszowe i zaznajomić się z tubylcami

    na Marolles chodziłam na zajęcia z teatru na obcokrajowców :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o! widzisz Kasiu, dzieki tobie też czegoś nowego się dowiem :) nie wiedziałam o tym!

      Usuń
  3. Świetnie Ci w fiolecie, ja też kocham ten kolor i to od dawna, pięknie pokazałaś miasto a taki pchli targ to by mi się przydał 7 razy w tygodniu, u mnie jest ale tylko 1 raz w miesiacu i taki mały 2 razy w tygodniu...ale bym sobie pobuszowała....pozdrawiam cieplutko...

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak u Ciebie ciepło? Pozazdrościć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ściślej mówiąc: zielono, ale bardzo wietrznie, wiatr jest wręcz lodowaty! to jeszcze nic , dzis udalo mi sie sfotografować pierwsze paki na drzewach! :)

      Usuń
  5. Już się cieszę na kolejną wycieczkę do Brukseli, bo przecież kiedyś ona nastąpi, bo na Twoim blogu znajdę wiele informacji przydatnych do zwiedzania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie zapomnij nas powiadomic jak juz sie zdecydujecie na taka wycieczke... mam bowiem pewien plan na takowa ewentualnosc...

      Usuń
    2. Aniu, mam po cichu nadzieję, że zaszczepię w was chęć zwiedzenia Bxl :)

      Usuń
    3. Nika! pękam z ciekawości! Może uda się bliżej wakacji lub wczesną jesienią! na pewno dam znać :)

      Usuń
  6. Oj kolorkami troszkę zgrały się nasze posty:))))mnie najbardziej spodobałby się ten targ ze starociami:))uwielbiam takie miejsca i ludzi którzy nie tylko sprzedają ale zamienią kilka słów coś opowiedzą, dla mnie to raj:))))Pozdrawiam serdecznie w bardzo mroźną niedzielę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu, zauwazyłam, że lubimy tę samą paletę barw :)

      Usuń
  7. Frytki z budy pod kosciolem na twoim zdjeciu (czwarte) sa wg mnie rownie dobre jak te na placu Jourdan (sto osb mi juz mowilo, ze tylko tam sa naj, naj najlepsze frytki w Brukseli). Widze, ze po sniegu sladu nie ma :) Wiosne juz czuc "na oko".
    Pozdrawiam
    Nika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie już mi to mówiło kilka osób! mniemam po długości kolejki do butki, że to może być prawda! Muszę kiedyś sama spróbować!

      Usuń
  8. Każde miasto ma swoją Pragę w odmianach :-)
    Lubię fiolet, ale chyba jesteś bardziej w ciemnym różu ubrana :-)
    Też lubię :-)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny kolor kardiganka ! I strasznie podoba mi się akcja, poświęcania zwierząt domowych :) Ściskam i mam zamiar wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sukieneczka i jako idealny dodatek-apaszka.Ale sukienka rządzi ;-);wyglądasz w niej przedziewczęco ;-).

    OdpowiedzUsuń
  11. W Brukseli byłam raz jako małe dziewczątko!
    Marzy mi się odkryć na nowo!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Troszkę to lepiej wygląda niż nasza Praga :-) Ale aż mi się ciśnie na usta: jaki kraj, taka Praga:-)
    Uwielbiam budynki sakralne, jak widzę je otoczone nowoczesna zabudową to mi się serce kraje...zawsze to jednak kawał historii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda, dobrze powiedziane: "jaki kraj, taka Praga:-)", az sie roześmiałam. Jeśli chodzi o zabudowę, to w Brukseli też taki groch z kapustą, widac to na wielu fotkach. Pamiętam, że jak tu przyjechałam to bardzo zszokował mnie widok ...burdelu przylegającego do kościoła! teraz już chyba mnie nic nie dziwi!

      Usuń
  13. Paradoks: pałac sprawiedliwości niesprawiedliwie oddziela dzielnice:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, racja! Oby tylko to. Ten pałac ma na sumieniu jeszcze więcej niesprawiedliwości :)

      Usuń
  14. Ojej - jak u Ciebie ciepło! piękne zdjęcia ,znakomity reportaż - czy jesteś dziennikarką? (na to wygląda ....)Pozdrawiam serdecznie i zazdrośnie ze względu na pogodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj Kobietko Niewidzialna, dziękuję za taki miły komentarz :) niestety, nie jestem dziennikarką,(pracuje w marketingu pewnej amerykańskiej firmy konsultingowej) ale uwielbiam pisać i obsesyjnie podglądam życie we wszystkich jego przejawach :) jednym słowem, chyba minęłam się z powołaniem, byłoby pieknie - zyć z pasji :) pozdrawiam!

      Usuń
  15. Cześć, Aguś! Wyobraź sobie, że byliśmy wczoraj na urodzinach u mojej koleżanki - miesiąc temu koleżanka była z mężem w swojej "podróży poślubnej" u znajomej w Brugii. Pokazywała zdjęcia, opowiadała o Belgii - a ja: dzięki odwiedzinom na Twoim blogu taka wyedukowana, wiedziałam o czym mówi, i nawet mogłam coś dopowiedzieć od siebie!!! :-) Jak dobrze się z tym czułam! Takie czytanie Twoich postów jest lepsze niż lekcje historii i geografii razem wzięte!!! :D // Piszesz: "Mogą przyjść właściciele ze swoimi czworonożnymi pupilami i dokonać ich pokropienia święconą wodą" - a wiesz, że ksiądz nam kota nie chciał "poświęcić" podczas wizyty z kolęda??! Gbur! Przyjemnie słuchało mi się piosenki, chociaż nic nie rozumiem! I muszę Ci się do czegoś przyznać: miałam w liceum francuski przez 4 lata, byłam prymuską, a dziś mam dziurę w pamięci --> NIC nie pamiętam! Nie wiem, jak to możliwe?! Mam przyjaciółkę Francuzkę - gdy odwiedziłam ją w Lyonie, nie umiałam się za nic w świecie dogadać z jej mamą. Nie mogłam sobie nic przypomnieć... :( Między sobą rozmawiamy z Aurelie po włosku, troszkę po angielsku. A teraz mój włoski zaczyna kuleć, za mało czytam i mówię w tym języku... :/ // Napisz, jak Ci się na zumbie podoba! I kiedy zaczynasz kurs fotografii? U nas pakowanie rzeczy powolutku, sprzątanie, itp. Zostało nam jakieś 2 tygodnie :-) Ściskam najcieplej, Martyna

    OdpowiedzUsuń
  16. Znowu dzięki Tobie poznaję Brukselę i chociaż nigdy tam nie byłam to jest mi coraz bliższa. Pięknie umiesz opowiadac.
    A Ty już taka wiosenna, kolorowa. U nas śnieg i zimny wiatr.
    Torba, buty, sweter bardzo mi się podobają. Wygladasz ślicznie

    OdpowiedzUsuń
  17. Aga, ja w sprawie Twojego komentarza u mnie....ten płaszczyk w śmieszne kółeczka przywiozła mi koleżanka a wojaży zagranicznych i na początku nie bardzo mi się podobał. Ale idąc kiedyś ulicą zaczepiła mnie jakaś dziewczyna i zapytała czy nie chciałabym go sprzedac i wtedy pomyślałam, że jest nietypowy taka perełka jak to nazwałaś, której nie kupisz w żadnym sklepie i zaczęłam go doceniac. Sweter też jest od niej, bo Iza lubi rzeczy wyskokowe jak sama to nazywa a ja lubię zaszalec;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. U nas wszystkich wypychają banki
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak dużo się dowiedziałam, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ago Twoj szwagier ze stoickim spokojem stwierdził "Aga powinna napisac przewodnik po Brukseli"....Czekamy!!! Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam Twoje podróże po miejscach:) Ten przewodnik to naprawdę byłaby świetna rzecz. W różach też Ci ślicznie:) Ps. Aga ja czekam koniecznie na opowieści rodzinne:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Urocza ta kawiarenka na ostatnim zdjęciu. Chciałoby się przysiąść i niespiesznie wypić cappuccino podglądając rytm miasta.

    OdpowiedzUsuń