czwartek, 31 stycznia 2013

Jacy jesteśmy? czyli: Migawki z życia polskiej emigracji.






Klik po raz pierwszy!
Sobota rano. Przed ósmą. Puste ulice. Ani żywego ducha. Za to przed polska szkołą przy ambasadzie – tłumy dzieci. Nie muszą się zrywać wczesnym świtem w soboty i przyjeżdźać tu z daleka na zajęcia. Wiekszość z nich nie wróci nigdy do Polski. Tutaj wrośli. Nie muszą znać Mickiewicza i jak twierdzą nudnych „Dziadów”. To ich dobrowolny wybór. Dzieci chcą się uczyć, polskich szkół przybywa...


Budynki Uniwesytetu w Leuven


Klik po raz drugi!
Metro. Ludzie zbici w kupki czekają na pociąg. Młoda dziewczyna rozgląda się po peronie. Dostrzega dwie rodaczki. Podchodzi pewnie do rozmawiających kobiet. Nawet gdyby nie dolatywały jej strzępki polskiej mowy, to i tak w całym świecie nie ma takich trwałych ondulacji. poza tym nasze charakterystyczne, słowiańskie rysy.Polki. Bez pudła.
- Przepraszam, czy dojadę tym metrem na Stockel?
Kobiety chowają się w siebie, zaskoczone milkną, nabierają dystansu. Jedna z nich niepewnie bąka łamanym francuskim: „pas compris...”
- Wielkopaństwo pieprzone, wiocha zasrana, słoma z butów wygląda! – wściekła dziewczyna bulgocząc najgorszymi obelgami odchodzi zapytac kogoś innego.



Klik po raz trzeci!
Duża, międzynarodowa firma.  Wmieszana w wielobarwny tłum uczestników sympozjum nalewam sobie do plastikowego kubka kawy z dystrybutora. Obok słyszę dwie dziewczyny rozmawiające po polsku. Strasznie się cieszę, to rzadkość w naszej firmie. Nieczesto przyjeżdżają do nas Polacy. Tym bardziej uradowana mówię z szerokim uśmiechem:
- Jak milo jest usłyszeć polską mowę!
Patrzą na mnie jakbym się urwała z choinki i odchodzą szybkim krokiem.  Jakbym popełniła jakieś straszne  faux pas. Zostaję pośrodku holu z kubkiem kawy i debilnym wyrazem twarzy.


Klik po raz czwarty!
Jeden z najstarszych i najpiękniejszych kościołow Brukseli. Wypełniony po brzegi. Tysiące osób. Odbywa się Msza poświęcona zamordowanemu przez polskiego Cygana.belgijskiemu nastolatkowi. Zabił za mp3. W pierwszej ławce rodzice dziecka. Zgodzili się uczestniczyć. Wcześniej polskie dzieci ze wszystkich tutejszych szkół wysłały im wzruszające listy i rysunki. Wyrazy współczucia i solidarności. Były tego całe worki. Taka spontaniczna inicjatywa. Uroczystość transmituje belgijska telewizja. Oglądaja ją moi znajomi Belgowie.- Alez wy potraficie się jednoczyć! – mówią wzruszeni naszą postawą.


Klik po raz piąty!
Stacja paliwa. Do dystrybutora biegnie zdyszany mężczyzna. W ręku trzyma maly kanisterek na benzynę i wymięte dziesięć euro. Stacja zamknięta. Jest niedzielny poranek. Oprócz niego tylko jedna osoba nalewa ropy do swego auta, wielkiego Nissana Navary. Facet z kanisterkiem szarpie za drzwi. Zamkniete. Kopie z całej siły kamień i kląc szpetnie wybiera numer z komórki: „ K...., Wiesiu, nie zdobędę paliwa. Stacja zamknięta, a my nie mamy karty, k..., co robić?”
Facet z Navary podchodzi i mówi najczystszą polszczyzną: „Daj pan ten kanisterek, zatankuje panu.” Tankuje do pełna, podwozi kierowcę TIRA do jego auta. Na miejscu jest już policja. Jako, ze mówi miejscowym językiem, gładko wymyśla na poczekaniu historyjkę, jakoby auto się popsuło, a pomoc już wezwana. W przeciwnym wypadku niehybnie byłby mandat za jazdę bez odpowiedniej ilości paliwa. Policjanci odjeżdżają. Polscy kierowcy oddychają z ulgą. Nieznajomy wciska Polakom jeszcze dwadzieścia euro wskakuje do swego auta i zanim zdążą podziękować, znika za zakrętem.


Klik po raz szósty!
 Duży sklep z materiałami budowlanymi. Znudzona kasjerka obserwuje spod przymróżonych powiek klientów kręcacych się w środku.
- Wy Polacy nie jesteście solidarni. – mówi nagle do stałego klienta czekającego przy ladzie na magazyniera, który poszedł sprawdzić jakiś produkt.
- Dlaczego? – pyta zaskoczony.
- Obserwuję tu przedstawicieli różnych narodowości. Jak Czech zobaczy Czecha to się cieszą, Ruski Ruskiego – tak samo. Wy, Polacy – udajecie, że się nie znacie...



Klik po raz siódmy!
Autentyczne cytaty z polonijnych portali internetowych:

"Nie wiem czy gdzies w innym kraju jest tak jak w Belgii, Polak Polakowi nigdy nie pomoze, a jak juz pomieszka w Belgii kilka lat to zachowuje sie jak by byl conajmniej krolem tego kraju."

"Belgijka, niestety, w kazdym kraju jest tak samo jesli chodzi o naszych rodakow. Mieszkam w UK od trzech lat, poza granicami Polski jestem od siedmiu lat i zauwazylam jedna prawidlowosc. Polacy Polakom wilkiem.
Uwazaja sie za lepszych jesli sa w danym kraju dluzej od nas, sa aroganccy, zacofani, zadufani w sobie i lubia rzucac innym klody pod nogi.Sa tez Ci dobrze wychowani Polacy, ale ich w tlumie nawet nie zauwazysz, bo zachowuja sie/wygladaja normalnie."

"Zabawne. Wszyscy Polacy, jakich spotykam za granica twierdza to samo: ze maja problemy z powodu innych Polakow. Ale tu nasuwa sie kolejne pytanie: kim sa ci "inni Polacy"? No bo jezeli kazdy twierdzi, ze on jest taki dobry a inni zli, to cos tu nie gra, nie prawdaz...?
Apeluje do was: zacznijcie ludzie od siebie i wlasnej postawy! Nie patrzcie na innych, tylko sprobujcie podac sami komus pomocna dlon i otaczac sie zyczliwimy ludzmi...Tak to sie zaczyna: nie probuj zmieniac innych, zmien siebie..."

"bo jak sie mieszka w Belgii to trzeba zadawac sie z Belgami, ja tutaj mieszkam 18 lat i zadnych Polakow nie znam,znam za to samych Belgow, tak ze nie rozumiem po co ci jakies kontakty z Polakami"

"Polak Polaka ostrzega przed Polakiem  "





Klik po raz ósmy!
Autentyczne ogłoszenia w polonijnej prasie:

" Mam 26 lat i poznam Panią w celu właśnie jakiegoś poznania."

" Misio, lat 55 pozna panią."

" Kobieta 55 lat, niby domatorka, a jednak coś więcej..."

" Zapoznam Pana katolika, odpowiedzialnego i zmotoryzowanego. Panom po rozwodzie dziękuję!"



Klik po raz dziewiąty!

Usłyszane przeze mnie stereotypy o Polakach:

Jesteśmy solidarni/ niesolidarni.
Jesteśmy pomocni/ zawistni.
Polacy pracują na czarno, a polskie kobiety sypiają ze swoimi pracodawcami.
Polki noszą tlenione na blond włosy i mają odrosty. ( coraz rzadziej)/ Polki to najpiękniejsze i najbardziej eleganckie kobiety w Europie. ( coraz częściej)
Jesteśmy pracowici i skuteczni. Szybko się uczymy i jesteśmy profesjonalni.
Dużo pijemy: "Pijany jak Polak", " Pijany jak cała Polska"
Jesteśmy złodziejami/ Jesteśmy uczciwi.
Jesteśmy ciepli i rodzinni.
Jesteśmy odważni/ Jesteśmy narwani. 

Tak nas postrzegają, a jacy naprawdę jesteśmy?

Szmatki jakie mam na sobie:
kurtka, czapka - Esprit, torba - Tignanello ( http://www.tignanello.com), spódnica - JBC, sweter - H&M, rękawice - Promod, kozaki - Zinda ( http://www.zinda.es/lang/en), rajtki - Veritas.

Poniżej: moja belgijska wioska zimą - Kortenberg.













61 komentarzy:

  1. Great pics!
    http://solaanteelespejo.blogspot.com.es/

    OdpowiedzUsuń
  2. Great pics and cute look! Kisses.
    http://solaanteelespejo.blogspot.com.es/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie mieszkałam za granicą w ogóle to byłam tylko w Anglii przez siedem dni:ale może nie jest tak źle jedni są mili inni nie, w Polsce zachowujemy się tak samo:))ślicznie wyglądasz w tym śniegu:))piękne zdjęcia:)))Pozdrawiam i dobrej nocy życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie reniu, stąd ten post! tyle sprzecznych opinii i zachowań, aż się śmiać nieraz chce, a czasami płakać ): trudno jednoznacznie ocenić, ale wszystkie opisane sytuacje miały autentycznie miejsce. też życzę ci dobrej nocy i udanego weekendu! Jutro piątek, hurra! :)a skąd ty reniu w Polsce jesteś, z jakich okolic, jesli można wiedzieć? Bo tam tak ładnie kolo ciebie :)

      Usuń
  4. W Kamerunie wszyscy Polacy sie znaja..., jak sie poznaja. Nie jestesmy tak liczni. Jest nas przeszlo 100 osob i ciagniemy do siebie, bo naprawde daleko do Polski!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co kraj, to obyczaj :) ale te negatywne cechy też niestety widać zwłaszcza w duzych środowiskach polonijnych. Pozdrawiam, Jutith.

      Usuń
  5. Można,można:))mieszkam na południu Polski w małej wiosce 20 kilometrów od Nowego Sącza:))takie z nas Lachy sądeckie nie górale:)))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reniu, to mieszkamy na dwóch przeciwległych końcach, ale ja się tam na południe nieraz zapuszczam. mam siostrę w Stalowej Woli, oraz siostrzennice w rzeszowie i Krakowie, a to już rzut beretem do ciebie :) uciekam zaraz spać,może choć raz uda się przed północą więc jeszcze raz dobranoc :)

      Usuń
  6. Fascynujący temat i świetnie napisany. Nie mam takich doświadczeń, więc nie mogę się do nich odnieść. Byliśmy w Brukseli w ubiegłym roku. Szokiem byli arabsko wyglądający mężczyźni przy dworcu autobusowym, którzy na nasze pytanie po angielsku odpowiedzieli płynną polszczyzną. Byli mili :)
    Ciekawa jestem tej torebki, co jej nie widać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, ale mnie rozbawiłas ta uwagą o torbie :) rzeczywiście, coś ją skąpo pokazałam , dobranocka! :)

      Usuń
  7. pozostaje mi przytaknac na to co napisalas.
    Klik po raz szosty polak nie zna drugiego polaka widze tu w Irlandii od kilku lat namiastki takiego zachowania ale mozna spotkac wyjatki:) czyli jest swiatelko w tunelu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawe te kliki.
    Jesteśmy różni. bo historia Polski też bardzo różna była ...

    OdpowiedzUsuń
  9. No właśnie trudno jest jednoznacznie ocenić...Mieszkałam swojego czasu 'za granicą' dokładnie to w pięknej,słonecznej Italii-na każdym kroku Polak:D Widziałam rodzące się przyjaźnie i miłości widziałam też niestety fałsz i jak swój swego robi w bambuko :-/ Opinia w świecie o nas też jest różna częściej słyszało się złą niż dobrą chociaż ta dobra też była-na szczęście:)
    Uwielbiam Twoje posty Aga,weź coś wydaj chętnie kupię!;]Masz taki polot i lekkość w przedstawianiu rzeczywistości jaka Cię otacza,że się Twoje teksty po prostu chłonie :) Ale spokojnie ;) zauważyłam też piękny,zimowy secik-wspaniałe zestawienie kolorów i Ty taka opatulona,milutka... aż by się się chciało do Ciebie przytulić hihi;):*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adriana, no własnie, w belgii też raczej dominują te gorsze opinie... choc nie brakuje wspaniałych ludzi! w każdym razie próbuję budować ten pozytywny wizerunek :) A opatulam się, bo po tegorocznych chorobach - dmucham na zimne! bo ciagle mi coś tam przeszkadza, nawet dzis u pneumologa byłam! Dzieki Ada! :)

      Usuń
  10. Kasjerka z kliku szostego ma troche racji i smutne to. Nie wiem jak Czesi , ale np Rosjanie mieszkający w Paryzu pomagają sobie i ciagna do siebie duzo bardziej. Polacy sa bardziej rozproszeni i nie zawsze maja ochote "grupowac sie". W Brukseli spotykam natomiast Polakow na kazdym kroku, w kawiarni, sklepie u fryzjera ... Na początku wytrącało mnie to trochę z równowagi po przez lata przywyklam, ze rozmawiajac po polsku na ulicy mala jest szansa, by ktoś nas zrozumiał. A w Brukseli jest prawie odwrotnie :)
    Pozdrawiam serdecznie
    Nika
    PS Ciekawostka : dwa tygodnie temu szlam do domu w Paryzu i prawie pod samym domem podeszla do mnie mloda dziewczyna o slowianskim typie. Bez wahania zagadala do mnie pytajac czy dobrze idzie w strone Galerie Lafayette? I nic by w tym nie bylo dziwnego, gdyby nie fakt, ze zagadala po rosyjsku. Miala farta, ze rosyjski znam i szybko jej wytlumaczylam co i jak. Uradowala sie i poszla szyciutko dalej wskazana przeze mnie ulica.
    No i tak sobie mysle : czy ja wygladam na Rosjanke? Skad wiedziala, ze wlasnie do mnie moze zagadac po rosyjsku? I nawet okiem nie mrugnela gdy jej wyjasnialam jak isc, a przeciez na pewno u mnie slychac akcent polski? "Nieponiatno":))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. świetne spostrzeżenie, Nika! pamiętam te czasy, gdy można było swobodnie rozmaiwać na ulicy i wiedzieć, że jest sie niezrozumiałym. Teraz w sklepach, kawiarniach, mnóstwo rodaków. czasami można się " wklepać", zwłaszcza gdy próbuje się kogoś obgadywać, a okazuje się, że on cię świetnie rozumie. moim znajomym zdarzały się różne zabawne historie, czasami kłopotliwe, mnie jakoś omijało.
      Może ta osoba co pytała cię o drogę nie była Rosjanka, ale mieszkanką któregoś z byłych krajów Układu warszewskiego. Jak spotykałam Czechów, Rumunów i innych to zawsze my "gawarili pa ruski" :) Też pozdrawiam, dobranoc :)

      Usuń
    2. Glowe daje , ze to byla Rosjanka. Mowila czysta moskiewska ruszczyzna , no i miala fryzure, makijaz i futro jakie w Paryzu nosza tylko Rosjanki :))) Akcenty innych narodowosci wyczuwam na kilometr choc nie potrafi okreslic dlaczego :) No i znow sie zaczytalam a jutro przeciez musze wstac do pracy ......

      Usuń
    3. Fakt, Rosjanki są charakterystyczne bardzo.
      Co do akcentu, to ja mam rozpoznawalny na kilometr, śpiewny, słowiański, jak to z Podlasia :) natomiast mój syn ma doskonaly akcent, jak i mąż, który z racji ciemniejszej karnacji brany jest prawie zawsze za Włocha lub Hiszpana, choć jest rdzennym Polakiem.
      Jesli chodzi o sen :) ostatnio nie udaje mi się położyć wcześniej niż o 1,00, a rano ciężko wstać do pracy, dobranoc :) i miłego weekendu!

      Usuń
  11. Aga,poruszylas temat - rzeke, wielowatkowy, wielowymiarowy, niejedozaczny. No bo jak to wlasciwie jest,ze na co dzien sie nie lubimy, a w chwilach tragicznych jednoczymy jak malo ktory narod? Wszystko, o czym piszesz, jest bardzo trafne, nie tylko w Belgii tak jest, w UK tez i podejrzewam, ze wszedzie na swiecie,gdzie są skupiska Polakow, jest wlasnie tak samo. Zadziwia mnie w Brytyjczykach i Amerykanach (tylko te dwie nacje mialam okazję blizej poznac) ich otwartosc na innych, ich wobec siebie zyczliwosc - udawana czy nie, zawsze to lepsze od naburmuszonej miny, prawda? Może powinnismy czasem wziać lekcję zyczliwosci od innych narodow. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niki, liczyłam na twoj głos w dyskusji, bo też patrzysz na to zagadnienie z twojej " wyspiarskiej" perspektywy. Temat ten wywoluje rzeczywiście wielkie emocje i niekończące się dyskusje ( nie przymierzając jak polityka :)
      racja, tacy jacys dziwni jesteśmy. Najlepiej jednoczymy się w chwili zagrożenia i potrafimy dać przepiękne przykłady jedności, a jak ono mija to dopiero jazda się zaczyna! zaczynam gorzko myśleć, czy żebyśmy mówili jednym językiem to musimy chyba być cały czas krótko za uzde trzymani. Bo w pokojowych okresach niestety nie ma jedności. buziaki!

      Usuń
  12. SUPER post jeden z NAJLEPSZYCH do tej pory. Przeczytalam do konca i w Stanach tez podobnie - calkiem ale trafiaja sie normalni nawet duzo :) przynajmniej dla mnie :)
    SLICZNE zdjecia - jak slicznie okryte sniegiem, piekna wioska no jednym slowem BARDZO LUBIE :)
    POzdrawiam goraco i nigdy Cie nei zapomnialam ale poprostu nie mam czasu :(

    Buzka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kochana, rozumiem doskonale! tez jestem kobieta pracujaca i nie zawsze mam czas komentowac, ale zawsze nadrabiam zaleglosci najczesciej w weekend
      i dzieki za taki sympatyczny, pelen entuzjazmu komentarz! tez serdecznie pzdrawiam i milego weekendu zycze!

      Usuń
  13. A to trzeba napisać do kogoś w sprawie paczek ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. omg wstyd mi, mam odrosty:D rewelacyjny wpis:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, ty nie masz pojecia o prawdziwych odrostach :) takie jak ty to ja tez mam. te slynne odrosty o ktorych pisze to jest stan, gdy na koncach sa resztki jasnej wyplowialej farby:)

      Usuń
  15. Bardzo ciekawy temat.Z ciekawością przeczytałam Twój post i wszystkie komentarze. Ja osobiście odnoszę wrażenie, że takie zachowania Polaków są nie tylko za granicą...

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak zawsze zmuszasz swoim postem do myślenia.Napisze coś ze swojego podwórka. Byliśmy 1,5 roku po ślubie, zostałam z małym dzieckiem w domu a mój mąz pojechał do Niemiec do pracy, na czarno. Polak, który załatwił mu tę pracę obiecywał, że jest na okres 4 m-cy. Po dotarciu na miejsce okazało się, że nie ma żadnego miejsca pracy, nikt nie czeka, a Polak w Polsce wziął pieniądze od nas, taki haracz. Dobrze , że byli we dwóch z kolegą i mieli samochód, który służył im za miejsce do spania. Zdesperowani po tygodniu włóczęgi mieli już wraca i...kiedy myli się pod mostem w rzece nagle zatrzymał się samochód na niemieckiej rejestracji i młody mężczyzna zagadną do nich po polsku...a potem zabrał ich do swojego domu, zaproponował mieszkanie, pomógł znalezc pracę i dał ubranka dla mojego synka. Wszystko zależy od tego ile człowieczeństwa jest w człowieku, nieważne gdzie się to dzieje.
    Ale coraz częściej zazdrośc wygrywa z empatią.
    Teraz coś o Tobie, płaszczyk świetny i szkoda, że nie pokazałaś spódniczki w całości, bo wzbudziła moje zainteresowanie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zapomniałam dodac, że jednak nie do końca jesteśmy tacy źli, w chwilach trudnych potrafimy byc wsparciem dla pokrzywdzonych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje stad moje "kliki" pokazujace rozne nasze twarze, nie tylko te zle. Ela, podalas bardzo ciekawy, typowy przyklad zerowania na rodakach za granica. "Handlowanie praca" to niemalze norma za granica, niektorzy nieuczciwi ludzie zbudowali na tym fortune. Nie dosc, ze samo to zjawisko budzi moj wewnetrzny bunt jako zupelnie dziwaczne, to jeszcze takie skrajne nieuczciwosci, jakich przyklad opisalas, sa niestety, na porzadku dziennym. Dla rownowagi musze wspomniec o tych, niemalze legendarnych polskich lekarzach, duchownych i innych ludziach, ktorzy w czasach, gdy wiekszosc nas przebywala "na czarno" spieszyli z pomoca, leczyli za darmo, dostarczali listy do wiezienia i paczki, gdy ktos zostal zatrzymany za nielegana prace lub pobyt. Musze powiedziec, ze mialam szczescie do ludzi. Mimo, ze poczatki byly bardzo trudno. tez nalezalam do tych, ktorzy przezyli bolesne zderzenie rzeczywistosci z obietnicami. Trzeba bylo sobie radzic, ale trafili sie dobrzy ludzie, odnalezli sie znajomi z Polski ( Handzia, jesli to czytasz, to uklon w twoja strone!), ktorzy bez wahania dali kat do spania przez pierwszy miesiac.
      Ciagle o tym pamietam i staram sie miec oczy otwarte na innych. mam dlug do splacenia za zyczliwosc jakiej sama od ludzi doswiadczylam, niech idzie znow w ludzi, niech sie komus przyda... :)

      Usuń
  18. Przeczytałam kliki i tak jakoś smutno mi się zrobiło ....
    I pytanie się nasunęło: dlaczego?.....

    OdpowiedzUsuń
  19. kurde nawet nie mam kiedy popisać Ci tu coś :) właże z butami czytam i znikam.... ale jestem... Buziole

    OdpowiedzUsuń
  20. oj bo my jesteśmy bardzo zaiwistni i zazdrośni
    nie potrafimy ścierpieć, że komuś się powiodło albo może powieść (więc po co pomgać)

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak, dokładnie tak! Wiadomo, że nikt nie oczekuje tego, że w życiu mu się nagle posypie, ale z perspektywy czasu okazuje się, że nagle mogę więcej i lepiej bo taaaka już jestem silna dzięki wcześniejszym doświadczeniom ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. For me the first picture is the best. Great appearance.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  23. Nam potrzeba "iskry"...i tam, i tu...wtedy "płoniemy"...;o)

    U nas dzisiaj prawie wiosna...:o)

    OdpowiedzUsuń
  24. Mysle, ze Polacy na obczyznie sa tacy, jacy wyjechali. Glownie wyjezdzali masowo ludzie ktorzy nie mieli innej szansy, albo nic do stracenia. Przyznasz, ze wiecej jest wlasnie takich. Ci ktorzy sa na stanowiskach i maja kulture nie sa widoczni jako pojedyncze jednostki a nie w kilkoro jako fizyczni pracownicy. Moze dlatego te opinie jednak choc troche sa sprzeczne.
    Powtarzam za przeczytanym komentarzem, ze jestes w tym ubranku taka wlasnie do przytulenia....sie do Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Joasiu :) Masz rację, przekrój społeczny wyjeżdżających osób jest duży i najwięcej i najbardziej widoczni sa ci, którzy rzeczywisnie nie mieli innego wyjścia i możliwości. Choć nie zawsze tak jest. Piszesz:"Ci ktorzy sa na stanowiskach i maja kulture ". Tu bym troszeczkę polemizowała. Bycie na stanowisku nie jest jednoznaczne z posiadaniem kultury. Tak jak nie jest z jej posiadaniem równoznaczne ukończenie studiów, zwłaszcza w dzisiejszych czasach , gdy niewiel trzeba inteligencji, by skończyc jakies tam studia, uczelnie sa w kazdym mniejszym i większym miescie.
      Zauwazyłam, że zwłaszcza tacy niby wykształceni ludzie z "ostatnich łapanek" jak to nazywam, zajmujacy podrzędne stanowiska w strukturach unijnych cierpia na jakiś straszliwy kompleks polskości. to ci najczęściej odwracaja głowe na dźwięk polskiej mowy, a jak juz sa zmuszeni rozmawiac to sa sztywni i odpychajacy jakby kij od szczotki polkneli! Buziaki, dobranoc :)

      Usuń
  25. Ciekawe kliki , fajne zdjęcia , życzę duzo dobych ludzi wokół...a propos Polaków za granicą to chyba tak jak i w Polsce są rózni, tylko tam to jeszcze bardziej boli, gdy spotka sie złego człowieka i bardziej cieszy spotkanie dobrej, słowiańskiej duszy
    Kolorowych snów :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Trudno skomentować taki post, każdy człowiek jest inny i w każdym narodzie spotkać można kogoś dobrego i sympatycznego, ja stereotypów nie lubię zbyt często są krzywdzące.

    OdpowiedzUsuń
  27. Już kiedyś u Ciebie trochę się wypowiedziałam na ten temat...Moje doświadczenia z "naszymi" na obczyźnie są raczej złe. Byłam świadkiem i ofiarą tych, którzy pod hasłem "pomoc w znalezieniu pracy" ściągali haracz, wykorzystywali, a nawet okradali. Ale też spotkałam tych dobrych, którzy potrafili bezinteresownie pomóc. I jeszcze myślę, że to nie tylko Polacy są tacy, ale w ogóle człowiek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sivka, widzę, że ten niefortunny "haraczowy" system pomocy z pracą, nazwijmy to po imieniu - handlowanie pracą - to nie tylko domena Polaków w Belgii. Pomysłowość ludzka nie zna granic, niestety!

      Usuń
  28. Polacy za granicą. Mój wuja mieszka w Anglii ma tam żone, syna . Zawsze mówi, że do Polski nie wroci .

    PS Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie gdzie możesz wygrać nową parę butów !
    Buziaki
    A.

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie wiem co myśleć, być może Ci, których spotkałaś po prostu się boją?W Polsce nie dorobili się niczego i niczym byli, wyjechali aby było im lepiej, i boja się tego,że jak przyznają się do pochodzenia to będą tak samo traktowani i zostaną z niczym jak tu?To na pewno nie byli przebojowi ludzie sukcesu. Ale nie wiem przecież:)
    Na Florydzie Polak do Polaka podchodzi jak usłyszy nasz język i jest sympatycznie. Dużo nas spotkałam i ani razu nie było jakiejś ucieczki. W drogerii niedaleko domu pracował Polak-jak nas usłyszał to aż podskakiwał nie mogąc się doczekać, kiedy podejdziemy do kasy:)Gadaliśmy długo , pyta czy mamy kartę zniżkową-ja mówię,że nie, i żałuję bo takie chomiki jeżdżące i gadające były po 3 $ i chciałam dzieciom kupić. A on dał nam karty rabatowe i sprzedał wszystkie chomiki czyli 6 rożnych-za te 3$ w sumie:)Strasznie żałował, jak musieliśmy już iść. Więc nie wiem czy to od kraju zależy? Czy od ludzi?
    Spódniczka to jakieś istne cudo, i te kolory....!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  30. Fantastyczny post, przeczytałam jednym tchem. Bardzo trafne spostrzeżenia, właściwie naszego narodu nie da się opisac inaczej, jak takimi kontrastowymi "klikami", bo my jesteśmy pełni sprzeczności. Potrafimy się jednoczyć w dramatycznych chwilach, ale na co dzień skaczemy sobie do gardeł. Nie wiem, czy wiele jest podobnych narodów ;) Może jest tak, jak Sivka pisze, ze to cecha ogólnoludzka, a nie ogólnopolska, ale mam wrażenie, że pod pewnymi względami jesteśmy wyjątkowi :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Wspaniale napisany post, trochę nawet zabawny taki czarny humor ;p jacy Polacy są każdy Polak wie ;) ja osobiście jak byłam gdzieś dalej i słyszałam język mój rodzimy , raczej się cieszyłam niż uciekałam, jednak , Polacy którzy już po przekroczeniu Polskiej granicy zmieniają swoją narodowość istnieją na prawdę- to są fakty i tak owych lepiej unikać , dla własnego zdrowia psychicznego O.o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to szczera prawda, że tacy pseudo Polacy istnieją. Zwłaszcza teraz, gdy otrzymanie obcego paszportu jest stosunkowo łatwe - smiesza mnie tacy "Belgowie" dumni ze swojej nowej narodowości, którzy nie za bardzo mówia po francusku, ale po polsku tez juz zapomnieli. Tak jak mówisz: unikac, unikać, unikać takich ludzi...

      Usuń
  32. Super, że dzięki blogosferze mogę sobie zwiedzić kawałek świata;)

    OdpowiedzUsuń
  33. bardzo ciekawy post :) ja będąc za granicą, tylko raz spotkałam kilku Polaków - w Niemczech, na tropikalnej wyspie. Niby nic dziwnego, popularne miejsce, można się było spodziewać spotkania z ludźmi naszej narodowości, a jednak kiedy usłyszałam z ich ust nasz język, uśmiech sam malował mi się na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Świetnie to opisujesz;) To przykre, że jak Polak Polaka spotka, to ucieka..

    OdpowiedzUsuń
  35. Mój Tata, który zjechał prawie cały świat mówi, że prędzej dogada się na migi z Chińczykiem niż po polsku z Polakiem:)Smutne ale prawdziwe. Oczywiście są wyjątki:)Fajna ta Twoja belgijska wioska i fotki. I spódniczka na świetne wzorki oraz kolorki:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Temat rzeka , wielowatkowy i ciezki. Mieszkam za granica juz 14 lat i dalej trudno byloby moja tutejsza polonie wcisnac w te stereotypy .
    Swietny post Agus !
    A przy okazji , urodzilam sie w Stalowej Woli i moj maz mi do tej pory to wypomina ;) Buziaki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Olasia! Mój szwagier pochodzi ze Stalowej Woli, moja siostra mieszka tam z nim, czyli zmężem, znaczy się :) Jaki ten świat mały! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  37. świetny post, ważny temat i trudny do wyczerpania. Niestety z nami polakami tak jest - szukamy poważania, a innych nie szanujemy, ani innym go nie dajemy :( jestem pół-polką i wiele smutnego mnie z tego powodu spotkało. Nawet po dzień dzisiejszy na studiach...zauważyłam , że problem tkwi w nas samych. Bo nawet boimy się przyznać do swojej "inności", a jak ktoś ma nas zrozumieć, skoro nie zna naszych odrębnych cech? Pozwalamy częściowo na taką dyskryminację. Ale tak jak inni spotkałam też wiele ludzi, którzy przywitali mnie z otwartami ramionami. To chyba jednak od człowieka zależy ;) trzeba żyć tak, by samemu sobie nie mieć nic do zarzucenia :)

    OdpowiedzUsuń
  38. zapomniałam dodać, że bardzo podoba mi się twoja spódniczka ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Przed laty 10 z kawałkiem miałam zostać poniekąd żoną Belga. Nie byłam tam ani razu, on przyjeżdżał do mnie. Twierdził, że Polacy są życzliwi wobec siebie i pomocni, bo kiedyś na ulicy kilku mężczyzn pomogło jednemu nieborakowi odpalić samochód, nieposłuszny na mrozie. Zdziwiłam się wtedy, bo już wówczas wydawało mi się, że życzliwość i pomocna ręka Polaka to rzadkość, zwłaszcza za granicą. Mojego kuzyna okradł doszczętnie kolega, który ściągnął go do pracy w Anglii. Zrobił to, gdy ten przebywał w szpitalu z połamanymi obiema nogami. Wierzę jednak, że Polacy nie są tacy źli. Chcę ich tak widzieć i chcę wierzyć, że ja na obczyźnie zachowywałabym się jak do tej pory w kraju.

    OdpowiedzUsuń
  40. Co czlowiek to historia
    Z zaciekawieniem przeczytalam twoj post jak i komentarze
    Sama zastanawialam sie czy takiego tematu nie poruszyc u siebie, jednak jako ze nic nie napisalam,moge smialo powiedziec,ze mi przeszlo
    To nie tak,ze chce sie zalic,ale taki post bylby swojego rodzaju przyznaniem ske do problemu, ze on jest
    A jest, bo bruksela jest liczna jesli chodzi o inne narodowosci. I moze sie tylko wydaje,ze one trzymaja sie razem,a my polacy niekoniecznie
    ..
    Trudno powiedziec
    Moje doswiadczenia niestety sa raczej smutnawe.

    Bede wracac:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń