piątek, 31 sierpnia 2012

Zmiany na blogu i garść cytatów.


Moi kochani!

Witam piątkowym wieczorem. Jak zwykle rozciągam go w nieskończoność jak gumę do żucia. Chciałabym by był dwa razy dłuższy, a ja dwa razy mniej zmęczona po całym tygodniu pracy. Chciałabym nie musieć nadrabiać właśnie teraz wszystkich tygodniowych zaległości. Za to obiecuję sobie, że jutrzejszy dzień będzie należał do mnie. Wkrótce rok szkolny, bardzo tęsknię już za moim synem, ale on wraca dopiero we wtorek. Wakacje wykorzystane na maksa! Mam nadzieję, ze zaowocuje to ogromem energii w roku szkolnym...
Wracając do mego bloga, wprowadziłam kilka drobnych zmian, chce też więcej pisać ciekawostek o moich dwóch krajach. I więcej dodawać postów po francusku. Dotychczas szłam na łatwiznę. Zobaczymy jak długo wytrwam w postanowieniach.

Moimi fotkami i inspirującymi cytatami pragnę tchnąć w was ogromną dawkę optymizmu na zbliżające sie długie, słotne jesienne dni. Wiem z poprzedniego postu, że w przeciwieństwie do mnie nie wszyscy lubicie jesień. A jutro, żeby nie zaniedbywać moich blogowych fashionistek - tradycyjnie dorzucę jakiś ciuszek ( tzn. outfit.)

Świat jest wielkim lustrem. Odbija do Ciebie to, kim jesteś.
Jeśli jesteś kochający, przyjacielski, pomocny - świat okaże się
kochający i przyjacielski i pomocny dla Ciebie. Świat jest tym,
kim Ty jesteś.

Thomas Dreier



Dobrze jest mieć pieniądze i rzeczy, które można za nie kupić,
ale również dobrze jest od czasu do czasu upewnić się, czy nie
zgubiliśmy rzeczy, których nie da się kupić za pieniądze.

Og Mandino




Nie pozwól się zwieść fałszywemu poczuciu obowiązku. Nie jesteś
nic winien tym, którzy nie chcą, byś w pełni wykorzystał swoje
możliwości. Bądź ze sobą szczery, a wtedy nie ma możliwości, byś
był fałszywy wobec jakiejkolwiek innej osoby.

Wallace D. Wattles

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Jesień


 Jesień zbliża się wielkimi krokami, szelestem liści pod stopami, zapachem opustoszałych pól.  
Mniej zauważalna w mieście –porannym chłodem wciska się za kołnierze. Słońce nie rozpieszcza, ciągle jeszcze świeci mocnym blaskiem, ale jest już wyniosłe i obce. Jak ktoś bliski, kto przestał nagle kochać. Ptaki zbierają się do odlotu, a miasta zapełniają się wielkimi powracającymi. Niedługo rozpocznie się walka z tornistrami, zeszytami i porannym brakiem czasu. Podwórka szkolne zapełnią się dziećmi. Tramwaje zaczną przeżywać oblężenia. Póki co bociany trenują młode przed odlotem.Dużo zależy od przygotowania. Tylko co trzeci z nich powróci za rok. Te, które nie polecą -  nie biorą udziału w treningu. Jest coś podniosłego w tym ogromadzaniu się przyrody na zimę. A co z nami?

Celebruję jesienne poranki, bo to pora roku, która należy do mnie. To właśnie teraz mam najwięcej oczekiwań od swiata, najbardziej jestem twórcza w każdym, najmniejszym aspekcie mego życia i podejmuję noworoczne postanowienia. Instynktownie.  


W niektórych starożytnych kulturach początek roku przypadał właśnie teraz. Na początku września. Mój prywatny początek roku nadchodzi gdy liście zaczynają żółknąć na drzewach. 
Nie tylko moje wnętrze, ale i szafa dostosowuje się do otoczenia. Kolorowe, we wszystkich odcieniach jesiennych liści rajstopy w towarzystwie barwnych kaloszy są gotowe już na listopadowe słoty. Będę kolorem czarowała jesienne szarugi. A grube swetry ochronią przed smaganiem północnego wiatru. I długie, wcale nie samotne – bo w towarzystwie psów i własnych kolorowych myśli – spacery, nabiorą szczególnego smaku.



Tak… Lubię jesień… Tę polską złotą. I belgijską, nie mniej malowniczą. Już nie mogę się doczekać, kiedy ukraszę swój blog zdięciami jesiennej Avenue de Tervuren – jednej z najpiękniejszych europejskich alei. Myślę, że ta ulica zasługuje na oddzielny post.


Kilka dni temu jadac do pracy zobaczyłam niecodzienny widok – wielkie ptasie zgromadzenie! Nie mogłam tego nie sfotografować. Na szczęście, aparat prawie zawsze z soba wożę. Tytułowe zdjecie i ostatnie pochodzi własnie z tego bezkrwawego polowania.


A wy macie jakieś jesienne tajemne postanowienia? Bez towarzystwa noworocznego szampana i błysku sztucznych ogni? Szeptane w skrytości serca? Odwróć nową kartę. Spróbuj! Na pewno się uda!

P.S. Autorem wszystkich moich zdjęć jest ostatnimi czasy mój mąż. Dziękuję mu za cierpliwość :)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Łuk Tryumfalny, Merode - każdy ma swój Pałac Kultury


Ciepło o Belgii i z entuzjazmem lubię mówić. Chłonąć urok secesyjnych uliczek, gubić się w wielonarodowym tłumie. Podziwiać ich tolerancję i życzliwość. Ale dziś powiem kilka cierpkich słów. Bo każdy kraj ma w swojej historii wstydliwą kartę. Swój Pałac Kultury... Swoje "misje pokojowe"... Swoje tanki nad Wełtawą...
Ale co to ma wspólnego z Łukiem Tryumfalnym na Merode? Ano jakoś tak mi się absurdalnie kojarzy...
Takie absolutnie subiektywne skojarzenia...

W roku 1880 król belgijski Leopold II założył w Brukseli piekny park upamiętniający pięćdziesiątą rocznicę odzyskania niepodległości przez Belgię. Sliczny, czterdziestometrowy łuk tryumfalny jest uwieńczeniem tego dzieła. 
Trzy lata wcześniej, tenże sam król, władca mlodziutkiego, niepodległego państwa odmówił wolności innemu krajowi. Punkt widzenia - jak widać nie od dziś - zależy od miejsca siedzenia...
Kauczuk i kość słoniowa - jak wielu istnień ludzkich są warte?
W czasie kolonizacji Konga obowiązywał calkowity zakaz edukacji tubylców, podsycano plemienne spory by nie dopuścić do jedności wśród miejscowej ludności. Okrucieństwo Belgów odbiło się szerokim echem w Europie. Powołano nawet specjalna komisję ( jak widać komisje śledcze to nie wynalazek  ostatnich czasów :). Komisja, jak to komisja nic nie wyjasniła. Represje i wyzysk trwały w najlepsze, a bogactwo szerokim strumieniem płynęło do Europy. Nieustannie, aż do lat sześdziesiątych XX wieku...

"Szacuje się, że Belgowie zamordowali lub doprowadzili do śmierci od 5 do 15 milionów mieszkańców Konga[1]. Prawdopodobnie ta liczba jest o wiele większa. Przypuszcza się, że jest to jedno z najmniej znanych ludobójstw w 
historii " (za Wikipedią)

Budynek polskiej ambasady: Merode, Bruksela





niedziela, 19 sierpnia 2012

Powroty


Lubię powroty. Tam i tu. Nie cierpię pożegnań. 
Wszędzie jestem po trosze outsiderem. W miejscu gdzie upłynęło moje dzieciństwo - już zbyt odległa tamtym ludziom. Za wcześnie i na długo wyfrunęłam w tak zwany świat. Społeczność małych miasteczek i wsi rządzi sie określonymi prawami. Czasami dosiegają cię słowa, czasami kamienie. Trzeba być odpornym, potrafić pokochać ten swiat, nie tracąc przy tym nic ze swoich wartości i poglądów. Zjednać sobie ludzi i przemienic ich nieufność, a czasem wrogość w pozytywne uczucia. Dla mnie sie to udaje. Niektórym nie starcza odwagi. Ja kocham ten mój mikroświat, jednocześnie jestem "nieprzemakalna" i asertywna. Nie chciałabym mieszkać gdzie indziej.
Ani mieć innych sąsiadów.

Z kolei w miejscu gdzie przyszło mi zyć i pracować - jestem cudzoziemką, zdobywająca sympatię lub antypatię miejscowych. Nieustannie- na celowniku. Ale nie czuję się na cenzurowanym. To raczej ciekawe, pozytywne doświadczenie. 
Najpierw nieufne spojrzenia sąsiadów, badających kto się kolo nich wprowadził, obalanie stereotypów, powolne, krok po kroku objawy aprobaty i przyjęcia do dość hermetycznej, flamandzkiej społeczności. 

I pewnego dnia znajdujesz na progu swego domu kosz swieżych warzyw od sympatycznej pani z sąsiedniego domu, a ci nieufni dziwacy z naprzeciwka przestaja na twój widok czmyhać w popłochu do domu jakby zobaczyli diabła. 
Przeciwnie, usmiechają się i pierwsi machają do ciebie ręką na powitanie. 
Samotny staruszek, ten po lewej, z białego domku z okiennicami przynosi kości twoim psom. Wyjeżdżając zostawiasz klucze od domu sasiadom, wierząc, że twoje mienie znajduje sie pod najlepsza opieką, a gdy wrócisz twoje kwiaty będą podlane i trawa w ogrodzie skoszona.

A oto kilka fotek z podróży. Prozaicznej, bez wiekszych atrakcji, odmierzanej postojami na stacjach benzynowych przy autostradzie... Ale szczęśliwie zakończonej. A jutro do pracy. Uff!



sukienka - DKNY,
sweterek - Pull & Bear,
rorebka - mały sklepik,
buty - nie pamiętam, jakis pawilon handlowy





Ubranie luźne i wygodne, w sam raz na 1500 kilometrowa podróż samochodem z psami :)


czwartek, 16 sierpnia 2012

Podsumowanie urlopu


Jeszcze tylko kilka dni i czas wracać. Zaczynam mieć objawy stresu przedwyjezdnego. Wielkimi krokami urlop dobiega końca. Czas na małe podsumowanie. Co zdążyłam, czego nie zdążyłam. Gdzie byłam, z kim nie dałam rady spotkać się ze względu na napięty grafik lub inne ważne okoliczności. W folderach kupa zdjęć czekających na publikację, a ja odmierzam ostatnie dni pobytu projektując w myślach już urlop następny...


sukienka - M&S



Bylo po drodze parę fajnych spotkań. Po raz pierwszy zobaczyłam sie z niektórymi z was, z innymi rozmawiałam przez telefon. Na spotkanie z Ironią pojechalam nietypowo... z mama. Było cudownie, choc krótko, w ekspresowym tempie udało nam się przelecieć "po łepkach" nasze zycie. Odnoszę wrażenie, że znam Beatę od dawna! Jest cudowną, wrażliwą osobą bardzo bliską mi mentalnie. Nie sądzę, że było to nasze ostatnie spotkanie. Żałuję, że bardziej skutecznie nie namawiałam jej na wspólne zdjęcia. Powinnam być bardziej stanowacza, uświadomiłam sobie to po sesji z drugą Beatą - wspólne robienie fotek bylo wspaniałą zabawą! Beata- Beti przyjechała z całą rodzinką, ja również przyciągnęłam męża. Bylo wesolo, słodko, zabawnie! Beata jest wulkanem optymizmu, radości i energii. Ale co ja tu gadam po próżnicy. Zdjęcia niech powiedzą za siebie! Wkrótce inne wakacyjne, bardziej refleksyjne reportaże. Dziś taki zdjęciowy, wakacyjny misz-masz.


 ze spotkania z Ironią. Wakacje rządzą sie swymi prawami. przeklada się to również na swobodniejszy, nardziej fantazyjny strój. 
sukienka - SH,
sweterek - Pull & Bear


 Mała popołudniowa drzemka.


Spotkanie z Beatą i jej rodziną.









 sukienka, sweter - SH

dziś skończyłam 9 lat...


środa, 8 sierpnia 2012

Moje Bullerbyn







Lubię wracać do świata dzieciństwa. Noszę ciągle w sercu obraz mego Bullerbyn. W miarę jak czas zaciera kontury faktów, wspomnienia pięknieją odwrotnie proporcionalnie do tamtej rzeczywistości.

Moje Bullerbyn. Rozciąga sie w małej, malowniczej kotlince, wśród lasów, stawów i jezior. Na Podlasiu. Gdzie przylatują czarne bociany. I gdzie przez moją działkę przepływa rzeczka Mahomet.
Na styku kultur, religii, narodowości. Polacy, Żydzi, Białorusini. Mieszańcy.
Rodzinna wieś mego ojca awansowała do roli miejskiej dzielnicy zamieniając wdzięczną nazwę Słowiczyn na ulica Słowicza.







Za moich szczenięcych lat jawiła się krainą miodem plynącą. W siermiężnych socjalistycznych czasach stanowiła enklawę dobrobytu i zachodniego przepychu. Jego wyznacznikiem były peweksowskie czekolady i tureckie kożuchy. Wieś w lesie licząca kilka niepozornych chat. Za to każda z rodzin miała ciotkę lub wujka na Zachodzie. Głównie w Ameryce. Ja nie miałam tam nikogo, ale miałam rodzinę, która – miala. Stad też, choć pośrednio – jako uboga krewna moich bogatych kuzynów – zbierałam okruchy z pańskiego stołu dobrobytu.





Uwielbiałam te weekendy, kiedy z rodzicami jechałam do babci i moich krewnych. Czasami mogłam zostać kilka, kilkanaście dni. Głównie w czasie ferii i wakacji.
Moje Bullerbyn to beztroskie zabawy i smakołyki jakich nie widywało się wówczas w polskich sklepach. Latem zabawy w lesie w chowanego, a zimą – budowanie domków z lodu. Niekończąca się przygoda!
Kraina jakby z innego lepszego świata. A ludzie ulepieni z innej, lepszej gliny. Gdzie czas płynął nieśpiesznie. Dorośli zawsze mieli dobre humory i dzięki paczkom z Ameryki nie musieli troszczyć się o jutro. Niewiele się wtedy pracowało, dużo bawiło, sporo piło. A nam dzieciakom pozwalało sie wyjadać palcami nutellę ze słoika. Do woli! Budziłam się o świcie, by przed śniadaniem przeglądać w łóżku kolorowe wydania zachodnich katalogów z modą. Nie miałam takich w domu. Zachwycając się kolorowymi zdjęciami napełniałam swoja duchową studnię inspiracji.






Ale świat dzieciństwa to również budzące grozę opowieści naszych dziadków, starszych ludzi. O „bandach”, partyzantach, sprzedawczykach, bohaterach, żołnierzach wyklętych. Gdy dobro przenikało się ze złem i nic nie było jednoznaczne. A wybory dramatyczne. Wychowana w poczuciu winy za Holocaust, dowiedziałam się, że nie zawsze Żydzi byli ofiarami. Czasami też katami. Jak tu, w rodzinnych stronach mego ojca, gdzie zbiegli z Treblinki żydowscy więźniowie łącząc się w zorganizowane grupy przestępcze mordowali okoliczną ludność, także tych, którzy ukrywali ich współbraci. Okrutne czasy, gdy prosty gospodarz nie wiedział, kto wróg, a kto „swój”, a piętno tamtych wyborów do dziś ciąży na poszczególnych rodzinach. Złą sławą.
Uwielbialismy chodzić całą gromadą kraść jabłka z sadu Tworkowskiego. Do dziś czuję ich cierpki smak. Jak i smak adrenaliny w żyłach gdy uciekaliśmy przeganiani przez złorzeczących nam dozorców. Bo Tworkowskiego „Żbika” dawno już nie było. A sad przestał należeć do niego. Kiedyś ponoć raz powrócił w ukryciu popatrzeć na swoje utracone ziemie. Ponoć ktoś z miejscowych go widział… Ale nie wiadomo konkretnie kto...  I kiedy...
Ludzie stąd nauczyli sie nie gadać po próżnicy. I trzymac język za zębami.







Dorosło sie. Wyfrunęło. Powróciło. Czas robi swoje. Dawne drewniane chaty podupadły. Wyzionęły ducha. Powstały nowe. Dzieci mają własne dzieci. Po ich rysach odgaduję imiona rodziców. Niektórzy z nas wykorzystali swoje „pięć minut”, odbili się z trampoliny by poszybować wysoko. Innym czas przeciekł przez palce, jak ziarna piasku. Czują się zawiedzeni. Zaskoczeni. Oszukani. Tylko winnych brak. Myśleli, że dolarowe Eldorado nigdy sie nie skończy. Ale skończylo się jak Pewexy i Baltony. Ciągle przekonani, że w życiu każdy powinien być tym kim się urodził. A nie tym, kim wybrał być. I za tym podążał…





Wracam z radością.
Patrzę z miłością.
Ładuję akumulatory. Na resztę roku…




koszulka - SH,
spodnie - Promod,
trampki - Esprit
psy - najukochańsze futrzaki!





czwartek, 2 sierpnia 2012

Gdy mężczyzna zostaje dziadkiem...






httpelfograd.nmj.plprintview.phpt=6166&start=0&sid=67b0ddf40cfb015986b123a1b4df2342

Moi drodzy, drogie?
Dziś nie będzie o modzie, wakacjach, podróżach. Jestem winna pewien tekst, który napisałam bardzo dawno, a który obiecałam pewnej babci zamieścić na blogu...

Wiekszość z was nie jest jeszcze babciami, czy dziadkami. Ba! Nawet rodzicami jeszcze nie. Ale niektóre/ niektórzy z nas/was - owszem.


publicdomainpictures.net

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie fakt, że jeden z moich kuzynów - względnie młody czlowiek niespodziewanie został dziadkiem. " Dziadostwo" spadlo na niego jak piorun w jasny dzień, zburzylo porządek świata , pozbyło złudzeń o wiecznej młodości. Nie był jeszcze do tej roli przygotowany. Zaczęłam się zastanawiać, co czuje taki mężczyzna...




dziecko_640x0_rozmiar-niestandardowy


" Na Wojtusia z popielnika
 Iskiereczka mruga,
Chodź opowiem ci bajeczkę,
Bajka będzie długa..."

Bęc! Worek z zapachami dzieciństwa się rozwiązał i kryształowe kule wspomnień rozprysły się po podłodze. 
Przed oczami Mężczyzny stanął mały chłopczyk, pełen gigantycznych trosk. W uszach zabrzmiały znajome dźwięki. Okrutny świat przyswojony w formie „soft”. 
I ufność, że nawet najsmutniejsza bajka znajduje szczęśliwe zakończenie...

 Stało się twardzielu. Nadchodzi dzień, kiedy zostajesz dziadkiem. 
I trzeba ekspresowo dorosnąć do... Miłości. Myślałeś, że to nie nastąpi nigdy. I ciebie nie dotyczy. 
Może w bliżej nieokreślonej przyszłości. Ale jeszcze nie teraz. Nie byłeś gotowy. 
Ciągle sam miewasz motyle w brzuchu. Fiołki w głowie. Piotruś Pan. 
Tak myślałeś. 

Dziadek – brzmiało trochę wstydliwie. Znów się myliłeś. Spadło nagle. Kto by się spodziewał. 
Pojawiła się kruszynka, której istnienia nie dało się przeczuć. 
Uświadomiłeś sobie, że była od dawna. Wpisana w kod genetyczny twoich dziejów. 
Nieuchronność. Oczywistość.

Trochę złościsz się na dzieci, że ci „to zrobiły”. 
Buntujesz się lekko, bardziej dla zasady niż z przekonania. 
Pierwsze spojrzenie jeszcze niewidzących oczu. Grymas śliniących się małych usteczek. 
Przysiągłbyś, że się do ciebie uśmiecha. I cię widzi. 
Bez zająknięcia wchodzisz w nową rolę jak w uszyte na miarę buty. 
Zaskoczony sobą, zadziwiony nią. Kolor oczu, kolor włosów, maleństwo niepojęte, cały Ty!

Ona nie pyta o zgodę. Patrzy zuchwale i poczyna sobie z tobą jakbyś nie miał nic do gadania. 
Bo nie masz. Bierze sobie ciebie na wyłączność. Jednym ruchem owijając wokół małego paluszka. Koncertowo. bezboleśnie. Bezradny z zachwytu, gotów na wszystko, by wywołać słodki uśmiech, jeden zabawny grymas. 
Jak nigdy przy żadnej innej kobiecie robisz z siebie błazna. 
Ona to wie, łaskawie pozwala ci zabawiać Jej Maleńkość, zaśmiewa się i wymachuje łapkami. 
Bezwarunkowa akceptacja. Wasz intymny świat.  

Gdzie się podziały twoje wygórowane ambicje? Pośpiech, niecierpliwość? 
Niech życie się dzieje. Niech będzie snem. Los nieustanną zabawą, a dzieciństwo błogosławieństwem. 
Bardziej obecna w twoim życiu, niż kiedyś twoje własne dzieci, dla których nie zawsze miałeś czas, właściwie wcale...
Kochane zbyt pośpiesznie, zachłannie, nie zawsze mądrze.
Zbyt młodzi z żoną, niecierpliwi i zajęci. Ambitni. Sami jeszcze niespełnieni. 

Nie ma w tym niczyjej winy. Wszyscy jesteśmy niegotowi. 
Płyta z najpiękniejszymi kołysankami czeka na stole. Nadały kształt marzeniom małego chłopca. Ochroniły przed światem.

Pochylony nad łóżeczkiem wsłuchujesz się w spokojny oddech. Odkryłeś właśnie ulubione zajęcie. Tkwisz tak godzinami. Zaczynasz odprawiać wszystkie czary świata by ją uchronić, poprowadzić.
By zazdrośnie pilnować małych snów...


„Lecz żeby ci nie było żal dziecino ukochana,

Z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana...”







images

To tyle na dzisiejszy wieczór...
Do usłyszenia wkrótce...
Pozdrawiam wszystkie babcie i dziadków, obecnych i przyszłych :)