czwartek, 31 maja 2012

Druskienniki




About Druskienniki here:
http://www.facebook.com/pages/Druskininkai-Lithuania/110337228987111?sk=wiki&rf=110925922261341

Litwo Ojczyzno moja ty jestes jak zdrowie- chcialoby sie zawolac za wieszczem- zwlaszcza w kontekscie zdrowotnego pobytu w Druskiennikach. Malownicze uzdrowisko u naszych sasiadow, nad rzeka Niemen. Czysto, tanio, zdrowo, wbrew opiniom w mediach- przyjaznie. Wspaniale liczne SPA, jedno z najwiekszych w Europie akwaparkow, a wszystko zagubione, ukryte w gaszczu zieleni; na pozor nie zapowiada nic tych atrakcji. Stara, drewniana zabudowa. Klimatycznie, bardzo wschodnio...Na przestrzeni wiekow miasteczko przechodzilo z rak do rak: polskie, ruskie, bialoruskie, w koncu litewskie. Wiecej informacji tutaj:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Druskieniki

Kto nie byl, zachecam, wrzucam pare fotek i uciekam spac.


































wtorek, 29 maja 2012

Minimalnie...


                                                                      it's my :)

Minimalism is trendy recently.
You're a minimalist or a collector?
I collect wood ducks, porcelain and faience cups.
But I appreciate minimalism in life as well.


Ostatnio tak modny jest minimalizm.
Mniej znaczy więcej.
Próbujemy ogarnąć się w gąszczu przedmiotów, w dżungli ludzi.
Nasza wrodzona potrzeba kolekcjonowania...
Kolekcjonujemy rzeczy, przyjaciół, doznania, uczucia?
I nagle okazuje się to zbędnym balastem.
I znów pragniemy mniej by... być więcej, bardziej, lepiej...
By w ciszy usłyszeć...
By posród tysiecy drogowskazów odnaleźć wlaściwy.
By lepiej się przyjaźnić.
Bardziej prawdziwie kochać.


Który z podróżników zazdrości drugiemu zbyt ciężkiego bagażu?
Idąc przez życie obrastamy w bagaż:
bibelotów, doświadczeń, rozczarowań.

Jestem zbieraczką-minimalistką. 
Zbieram drewniane kaczki, fajansowe kubki i porcelanę - angielską, niemiecką, polską.
Ale z najwiekszą pasją zbieram myśli, inspirujace cytaty fascynujących kobiet i mężczyzn.
Moje drogowskazy.















Zrozumialam, ze zbytni balast jest życiowym obciążeniem.
W naturę człowieka wpisana jest chęć posiadania.
Zapewnia to poczucie bezpieczeństwa.
Nieraz ocaliło ludzkie życie.
Nierzadko stało się przyczyną śmierci.

Wiem, że "mieć" posiada tylko wtedy wartość, gdy sluży jakiemuś "być".
Sama tego nie wymyśliłam.
To jedna z myśli- drogowskazów. Zapożyczonych.

Tak naprawdę zrozumieć przyszło mi to dopiero później.
A jednocześnie dość wczesnie - na progu dorosłego życia.
Nabralam dystansu i pokory.

Wtedy byłam jeszcze bardzo głodna " mieć".
Najlepiej szybko i dużo.
Młodość ma wpisane w dowodzie drugie imię- Niecierpliwość. 

Pierwszy, własny samochód.
W nocy spłonął, jak zapałka. Samozapłon.
Pozostała kupka popiołu i powyginana, zniszczona puszka coca-coli.
Po niej rozpoznałam, że tu jednak wczoraj stał.
Dobrze, że nie było nas w środku.
Nie był nawet jeszcze ubezpieczony.
Poszło z dymem rok wyrzeczeń i mozolnego odkładania grosza.

Popatrzyliśmy na siebie przybici. 
Jednocześnie zrozumieliśmy bardzo ważną rzecz.
Że nic nie jest ci dane na zawsze. I znaczy tyle co garść popiołu. Dosłownie!
Znów mieliśmy tylko siebie, nie licząc kłopotów z ubezpieczalnią właścicieli sąsiednich samochodów, które też "zajęły" sie od naszego.
Ale byliśmy wtedy bardzo młodzi.
Nieograniczeni w marzeniach. Nawet z pustymi rękami- bogaci.

Dziś żyjemy tak, jakby ta lekcja odbyła się wczoraj. 
Cieszymy się z osiągnięć.
Dążymy, umiarkowanie gromadzimy, nieraz tracimy.
Z porażek wyciągamy lekcje.
Smucimy sie krótko.

Życie ludzkie wyznacza sinusoida.
Pewnie nie raz przyjdzie jeszcze budować z gruzów.
Ale to żadne nieszczęście- prawdziwa tragedia- to gdy tracisz na zawsze kogoś bliskiego.
Ci, którzy tego doświadczyli- wiedzą o czym mówię.

Inne straty- to zwykle niedogodności życia. Pestka po prostu :)


Moi chlopcy :) Jakos tak szybko urosli...




sobota, 26 maja 2012

Bo TO COS jest kwestia duszy...



Czy macie wrazenie, ze spotykajac osobe, niezaleznie od tego, jak wyglada , ma w sobie "TO COS "lub tego nie ma;
Wchodzac do domu , bez wzgledu na to, czy jest drogo czy tanio urzadzony, od razu wiesz sporo o wlascicielu i wiesz, czy ten dom ma "TO COS" 
Bo urok osobisty posiadaja ludzie i miejsca; nie da sie tego kupic za zadne pieniadze, designerzy nie stworza projektu , ktory to zagwarantuje, nie mozna sie w koncu tego nauczyc, bo "TO COS" jest kwestia duszy:
dlatego o niektorych miejscach mowimy, ze maja dusze, o ludziach, ze wytwarzaja dobra energie...











piątek, 25 maja 2012

Overijse


Powracam do was nową dawką energii i kolorowych fotek. Dzis chcę was zaprosić na spacer po Overijse. Jest to ponad dwudziestokilkutysieczna miejscowosć w poblizu Brukseli, nazywana żartobliwie najwiekszą wsią w Belgii. Wchloneła wiele mniejszych wioseczek jak na przyklad te o wdziecznie brzmiacej nazwie: Jezus-Eik. 
Barwna i wielonarodowościowa, z liczną grupą francusko i anglojezycznych mieszkańcow. Sporo też jest Niemcow. Upodobana przez urzedników Unii Europejskiej, leżąca na trasie Bruksela - Luksemburg. 

Skad sentyment do tej miejscowosci?

Przytulila kiedyś dwoje biednych studentów, dala pracę i perspektywy, kojarzy mi sie z przygodą, kiedy nic nie musielismy, podażalismy swobodnie za swoimi marzeniami, majac w kieszeni bilet w jedną stronę i niezachwianą wiarę w ludzi. Ciesz sie tym: kiedy masz naście, dwadzieścia lat. Później pojawiają się ograniczenia i zobowiazania.  

Lubimy przyjechać tu czasami na spacer. Powodów jest przynajmniej kilka:

- mam tu wielu przyjaciół, których wciąż niestety ubywa, niektorzy z nich odeszli bezpowrotnie, domy pogrążyly się w ciszy, ogrody zarosły trawą;
- psy uwielbiają przestrzeń, cieszą sie wolnością posród  lasów i bujnej zieleni,
- Wlosi robia swietną pizzę, w dodatku szybko i milo,
- no i ... paliwo jest odrobinkę tańsze, cha, cha, dobry powód by udać się tam raz na tydzien :)

W sezonie można kupić pyszne winogrona- wizytówka regionu.



Pourquoi Overijse?

J'aime cette ville ( village?) qui a été très accueillante pour deux pauvres étudiants il y a longtemps. nous avons d'au moins quelques raisons pour lesquelles j'aime venir ici:
- il y a beaucoup d"amitiés qui sont nés ici, beaucoup de bons souvenirs,
- je connais une adresse pour très bon pizza chez les Italiens,
- j'aime bien l’espace et la nature autour la ville, j'aime promener mes chiens ici,
- le carburant  est légèrement moins cher que à Bruxelles :)
et surtout on peut acheter de raisins délicieux pendant la saison    









Mlody nie dba o jutro, aby troche pracy się trafilo, aby na mieszkanie było. Każdy dzien jest przygodą. Rozwieszam ogloszenia na słupach i w sklepach: "mlody student/ka szuka dorywczej pracy..."
Ktoś się odzywa po kilku dniach. W samą porę! Zaczynalismy łapać zadyszkę i zaciskać pasa. Choć potrzeby nie są znów tak duże - nie pochłonął nas jeszcze konformizm - maly kącik wystarczy. Mozna tanio się ubrać, umeblować wprost na ulicy, skrzynka książek przy poduszce, konsola do gry- takie małe, męskie gadżety. 
Urlop dziekanski - forma rocznego leniuchowania - trzeba to wykorzystać na maksa, zwlaszcza , że udalo sie wyjechać na lewe zaproszenie do cioci w Beneluxie, której na oczy czlowiek nie widzial, a która to czlowieka troche kosztowala. Bez gwarancji, że się inwestycja zwróci. Ale cóż, to jeszcze te czasy gdy mur berlinski- stoi murem, ani drgnie, a na wizę trzeba się nie lada nagimnastykować.

Glos w sluchawce przyjemny, kobiecy, pyta o stawkę, nieśmiało bąkam: 220 frankow na godzinę. Zgadza się bez wahania.    O choroba! Można było negocjować więcej! -mądry Polak po szkodzie! Ale dobre i to!
Nie wiem jeszcze co za forma pracy. Trudno rozmawiać przez telefon - dokonuję nieziemskich fikołków umysłowych by porozumieć się moim slabym niemieckim i angielskim, nie majac najmniejszego pojecia o francuskim, czy niderlandzkim. Z duszą na ramieniu - nie wiem, czy dobrze zapisalam adres- odnajduję wreszcie ulicę i dom. W nogach mam juz co najmniej 10 kilometrow - zabrakło na bilet. Droga na pieszo jest uciążliwa,  w miejscowosci nie ma chodnikow, wiec trzeba uwazać by ci ktoś w tyłek nie wjechal. Wielki nowoczesny dom w dzikim, z lekka zapuszczonym ogrodzie. Naciskam dzwonek. Chwila pospiesznej szamotaniny za drzwiami, ktore uchylaja sie w koncu ostroznie. Czujne oczy w ogromnej twarzy, zwalista sylwetka wielkiego chłopa tarasuje wejscie. Biale drewniaki, biala koszulka, dzinsy, biala broda i wlosy: mimo oczywistego wieku mężczyzny jest w nim coś młodzieńczego, chlopiecego. Mierzy mnie od stóp do glów. Wyjaśniam, że jestem z ogłoszenia. 
- Livia, Mieeerka!!! - wrzeszczy wgląb domu. Po chwili coś tupie po schodach, drobne kroczki Livi- Mirki zdaję się słyszeć tuż za nim. Spod pachy mężczyzny drobna kobietka wysadza ciekawie głowę. Wyciąga rękę na powitanie, zaprasza do środka. Pytają czy się czegoś napije. Pewnie, ze i z chęcią! Nogi w tyłek mi wrastają, upał jak cholera! Piję zachlannie coca cole i probuję nadążyć za potokiem ich słów. Latwo nie jest, bo przerywaja sobie co chwila.  Facet wymachuje wielką lapą, drugą ma w gipsie. Irytuje się,  gdyż kobietka wchodzi mu co chwila w wywód. Opędza się od niej jak od muchy, ona nie ustępuje, sto slow na minutę. Komiczna para. Zbieram skrawki zdan do kupy, wytężam mózg, by złożyć z tego spójną całość. Ustalam, że wielkolud spadł ze schodów i zlamal rekę, żona często wyjezdza i trzeba gościowi pomóc w codziennych domowych obowiązkach, głównie sprzataniu i zakupach. Potrzebują kogoś tylko na miesiąc, nie dlużej - dwa razy w tygodniu. No i dobrze, bo nie zapowiada sie różowo. Nie wiem, czy dłużej wytrzymałabym z tym dziwnym typem. Wydaje mi się dość apodyktyczny. Baba zaś haotyczna i upierdliwa. Dłuższe obcowanie z tak absorbujacym towarzystwem może okazać się ponad moje siły..

Tak zaczeła się jedna z najpiękniejszych przyjazni  w moim zyciu: Polka, Wloszka i Dunczyk. Przyjaźń nie absorbujaca, bez zobowiazań, lekka jak powiew wiatru, silna jak skala. Mineło bardzo dużo czasu od tamtego dnia. Dojrzałam, założyłam rodzinę, wyjechalam, wrocilam... Nasze drogi rozeszly się tak naturalnie jak nastepuje po sobie dzien i noc. Przyjaciel odszedl mimochodem - tak jak żył.  Znalazł przystań w miejscu, ktore najbardziej kochal. Dowiedzialam sie rok po smierci, mimo, że nieustannie otrzymywalam okolicznosciowe życzenia podpisane: Livia & Bent. 
" Nie chcialam ci mowic przez telefon" - powiedziała ocierajac łzę - " I tak by nic to nie zmieniło". Myślę, że jest szczesliwy: mały cmentarz- park, gdzie ludzie uprawiaja jogging, a po starannie przycietych trawnikach- grobach skaczą swobodnie kangury. Australia- ziemia obiecana. 




Belgowie wydają się pragmatyczni i malo spontaniczni, ale nie jest to do konca prawda. Swiadczą o tym takie balkony jak ten na zdjęciu, deklaracje wystawiane w oknach. Kiedyś jadąc do pracy, zauwazylam rozpiete na jednym z balkonow ogromne przescieradlo z napisem: "Ona powiedziala: TAK!" 
Od razu zrobilo mi sie radosniej na sercu, na mysl, ze ktos byl tak szczesliwy, ze chcial sie podzielic swoim szczęściem z calym światem. Niz boją się jak my smieszności.









i jak tu sie nie usmiechnac na widok takiego okna, nawet jesli sa to plastikowe krasnale :)


wtorek, 22 maja 2012

Brussel en Kortenberg

Ok. Powrocilam. Po krotkiej nieobecnosci jestem i nadrabiam
zaleglosci. Tesknilam za waszymi blogami, za wami, za zamieszczaniem notek i
robieniem zdjec.




Dzis pare fotek, ktore pstryknelam przed wyjazdem.By powoli,
"bezbolesnie" wejsc na nowo w swoje obowiazki i pasje i moc was czyms
poczestowac na dzien dobry.
Lubie tu wracac, do miejsc, ktore znam i chyba pokochalam,
mimo nieustajacego deszczu i wilgotnosci.
Rozumiem juz dlaczego Belgowie tak upodobali sobie cieple
kraje, zyjac tutaj caly rok mozna naprawde bardzo zesmutniec i popasc w
depresje.

Jeszcze pare slow o Kortenbergu, gdzie mieszkam. Sypialnia Brukseli, kiedys wies slynaca z uprawy cykorii, do dzis rejon ten jest uznawany za cykoriowe zaglebie, obecnie miejsce gdzie coraz czesciej mieszkaja “nie-rolnicy”. Polozona niemalze w polowie drogi miedzy Louvain i stolica, blisko lotniska – na tyle by szybko mozna dojechac- a znow wystarczajaco od niego oddalona, by na codzien nie przeszkadzal ryk samolotow. Z szacunku dla mieszkancow staram sie porozumiewac jezykiem niderlandzkim, ktory jest naprawde dziwaczny, niby latwy, a zarazem – nie do przelkniecia! Niby poszczegolne slowa rozumiesz- przypominaja niemieckie lub angielskie, ale ciezko jest samemu sklecic zdanie mimo dziecinnie prostej gramatyki.
To na tyle byloby dzisiaj, na dzien dobry J
Bruxelles/ Ixelles

Bruxelles/Etterbeek


Bruxelles/ Rue Bailli
Ook hier kort bij de plaats waar ik woon 
Niet ver van Brussel, zeer dicht bij te Leuven. Ik hou van deze plaats.
Ik wandel graag met de honden hier.
Ik hou van het fotograferen van de natuur en gebouwen.
Ik hou ervan om het leven te observeren.
Uit respect voor de mensen die hier wonen probeer ik nederlands te praten .
Kortenberg

 



Kortenberg/ Chaussee de Louvain