poniedziałek, 30 kwietnia 2012

White




Biel....
Zakrolowala na wybiegach, ulicach i stronach gazet z modowymi nowinkami;
Biel ma wiele roznych odcieni i niuansow- od snieznej, az do najrozniejszych odcieni kremu. 
Tej wiosny doszly jeszcze koronki i tiule; moje koronkowe biale skarby kupione instynktownie duzo wczesniej doczekaly sie swoich chwil triumfu! Wiekszosc z nich wygrzebalam w second handach:



Podczas gdy cala Polska skapana jest w prawie majowym sloncu- u mnie aura nie rozpieszcza, cala niedziele lalo, dopiero pod koniec dnia slonce wylazlo niesmialo zza chmur, a ludzie osmieleni jego cieplejszymi promieniami jak zmowieni wylegli na ulice, my tez nie chcac stracic ani chwili dolaczylismy do spragnionego slonca ludu :)



Resztki muru okalajacego pierwszy grod na bagnach jakim byla Bruksela, ok XI- XII wieku, jak sie nie myle-dzis granice dawnego miasta znajduja sie niemalze w centrum starowki, od tamtego czasu miasto bardzo sie rozroslo oczywiscie, a mur wytaczajacy granice miasta wtopil sie w nowoczesniejsze budynki i pozostal....





Moi fotograficy ( fotografowie ?) Laskawie zgodzili sie na wrzucenie ich fotki



w drodze do domu podziwialismy wyczyny ulicznego zonglera, przy okazji dowiedzialam sie, ze zonglowanie, bezwiedne podrzucanie i lapani przedmiotow wzmaga kreatywnosc, ciekawe!





a skoro juz ten post jest taki roznorodny tematycznie, to powiem, ze u mnie kwitna juz bzy, pachna oszalamiajaco i przypominaja mi dziecinstwo, szkole, majowe nabozenstwa przy przydroznych kapliczkach- widok coraz rzadszy.



zakoncze kulinarnym akcentem:
domowej roboty ogorki malosolne- jedna z nielicznych kulinarnych specjalnosci mego meza, sa pyszne!



niedziela, 29 kwietnia 2012

Z tego co pod reka

Powitam was na poczatke pozytywnym cytatem dnia :




Miej świadomość własnej tożsamości - Skąd przychodzisz, Kim jesteś i

co w związku z tym możesz... oraz dokąd zdążasz..."

Potrzeba mi duzo pozytywnej energii, bo za oknem niebo wisi nisko, prawie dotyka plotow, 
jest w miare cieplo, ale, nie, nie, -nie 28 ° C jak w Polsce- 
jeszcze by nam sie w glowach poprzewracalo od takiej slonecznej pogody! 
Poki co karmie swoj umysl sloncem z waszych radosnych, kolorowych postow; 
wrzucam pare fotek sprzed kilku dni; 
nic szczegolnego- ranny szybki zestaw z tego co pod reka.
W roli debiutantki- przezroczysta bluzka ( tunika?)- Street One, 
ktora znalazlam bedac przelotem w ciuchlandzie.

plaszczyk, tunika - SH,
spodnie- H&M,
buty-Promod,
torebka-Veritas





I tradycyjnie kilka fotek z zycia wzietych :)

Ulubione miejsce moich psow na klatce schodowej, maja stad wglad na cala ulice, siedza sobie jak w lozy! Dzis Kajetek pelni dyzur




   z przymrozeniem oka :)




piątek, 27 kwietnia 2012

Tower of Babel


Bruksela- prawdziwa wieza Babel.
Dlatego tak mnie fascynuje.
Stosunkowo niewielka jak na inne swiatowe metropolie, cudownie lekko prowincjonalna na tle Paryza czy Londynu, dyskretna w swoim uroku.
Na niewielkim skrawku powierzchni- roznorodnosc kultur, religii, narodowosci.
Zyje tu wiecej niz 180 roznych mniejszosci. Niektore bardzo egzotyczne.
Korzystam z tego bogactwa.
Cudownie jest dogadywac sie z ludzmi za pomoc roznych jezykow jednoczesnie.
Angielski- nie jest juz zwyklym angielskim- to mieszanina naszych akcentow, dialektow, nalecialosci.
Moj angielski-jakze rozny od tego, ktorym wlada kolezanka z Senegalu czy kolega z Chin.
I to bywa czasami bardzo zabawne!
Ile trzeba sie nagimnastykowac by siebie zroumiec.
Z mieszkancami krajow dawnego Ukladu Warszawskiego- jest jeszcze ciekawiej.
Czesi, Bulgarzy, Slowacy, Polacy- wszyscy, do pewnego czasu uczylismy sie rosyjskiego.
Nie dotyczy to tylko mlodszych pokolen.
Znamy go lepiej lub gorzej, ale jednak...
Poza tym nasze jezyki sa tak zblizone, ze mowiac kazdy wlasnym- jestesmy w stanie jako tako sie zrozumiec.
Wszyscy rozumiemy sie pozawerbalnie, w koncu jestesmy Slowianami;
Poddani bylismy przez lata jednemu rezimowi.
Wiekszosc z nas zachowala jednak te wewnetrzna slowianska wolnosc, ktorej nie da zdlawic sie zakazami czy nakazami.
Ktora kpi sobie z doktryny.

Gdy profesorka rosyjskiego w czasie przerwy w zajeciach wlacza prorzadowa stacje rosyjskiej TV i zacheca sledzic kampanie przedwyborcza Putina-
Kanadyjczyk, Norweg, Francuz , nie chcac urazic gospodarzy- oglada.
Slowak-krotkie wymiana spojrzen z Bulgarka i Polka- wychodzimy.
Nam eto nie nrawitsa.
My juz to przerabialismy.
Niet- dla kompromisu i poprawnosci politycznej tam gdzie dlawiona jest wolnosc jednostki.
Bo tak nas wychowano.
Urodzilismy sie w tych dobrych, trudnych czasach, gdy cos takiego jak: poprawnosc polityczna ponad wszystko- byla w pogardzie.
I to jest cenne.
Jak rowniez to, ze aby zwiedzic Maroko nie musisz jechac do Marakeszu; wystarczy, ze udasz sie do dzielnicy Anderlecht lub Molenbeek.
Ze mozesz probowac wszystkich kuchni swiata tuz za rogiem twego domu.
Ze niewazne gdzie sie urodzilismy, tak samo dostawalismy w skore od rodzicow bez poczucia krzywdy, ze lamie sie nasze prawa,
tak samo nie cierpielismy chodzic do szkoly i uciekalismy na wagary,
i kazdy z nas bez wzgledu na kolor skory czy wyznanie potrzebuje ponad wszystko akceptacji i milosci.
I leczylismy podobne kompleksy.
Podobnie odczuwamy zdrade i nielojalnosc.
Tesknimy tak samo.
Roznorodnosc i zarazem jednolitosc.
Czerpac z bogactwa odmiennych kultur i dzielic sie bogactwem wlasnej- bezcenne!
Jak dobrze, ze Pan Bog pomieszal ludziom jezyki!

Sa tez i minusy wielnarodowosci.
Gty jedna z kultur jest bardzo ekspansywna i probuje zdominowac inne, jak ma to miejsce tez i w Belgii,
gdy mieszkancy wlasnego kraju maja coraz mniej praw, i zyje im sie coraz gorzej...
Ale o tym innym razem...



Brussels is a true tower of Babel. And for this fact it fascinates me a lot. In comparison with other famous cities the world, is not large. Very discreet in its charm, a little bit provincial compared to the cities like London or Paris. Fascinating in its diversity! Here live more than 180 minorities, some of them very exotic. Different cultures, religions, nationalities. We take advantage of this diversity. It's wonderful to speak with people using simultaneously different languages. Our English- isn't any more perfect English. It's a mixture of ur accents, dialects...
My English- so dfferent from the one from my collegue from Senegal or China.
With the people from ex-Warsaw Pact countries- is even more interesting. Czechs, Bulgarians, Slovaks, Poles- we learned Russian exept only younger generations. We all know it more less, but still we know... We understund each other because we have the some culture and we are all Slavs. For years we were subjected to one regime. Subjected during the years of Russification we have kept our internal Slav freedom. And you feel that directly. We were bon in these good, hard times when such a thing like- a political correctness more than anything- was despised. We say NIET for compromise, where individual freedom is suppressed. Because we were raised like that. Even if it sounds so pretentious.
As well, to visit Morocco you don't have to go to Marrakech, you just go to the district of Anderlecht or Molenbeek. And you can try all cuisines of the world just around the corner of yours home.
Doesn't matter where we were born, we were punished by our parents without a sense injustice that our laws are broken ( like today!)
We didn't like to go to school and we ran from classes. Each of us, no matter the color of skin or religion, we need to be happy, accepted and loved. We have treated similar complexes and dreams.
Learn from the richness of different cultures and share it's- priceless!

As well, thad God confused the languages for people!

Soe are disadvantages of multintionality.
Sometimes it happens that one of the cultures is very extensive and trying to dominate the others, as it's also the case in Belgium but it will be subject of other post.


środa, 25 kwietnia 2012

Les chatons


Le jour comme les autres... Pendant lunch je suis allée avec Christina pour voir les chatons. Pas loin de notre travail. à deux pas d'ici... Je ne pensais pas que les chatons sons si ravissants! Tu peut les regarder toute la journée, comme la télévision. Il te détend et déstresse, les petits mignons bestioles! Tous qui est "bébé" est tellement douce et touchant...Les petites têtes rondes, les oreilles pointus...J'avais envie y rester et les regarder... Mais, j'ai dû retourner ou travail... Dommage... 

Dzien jak codzien. W porze luchu poszlam z Krystyna obejrzec kocieta niedaleko naszej pracy. Nie sadzilam, ze sa az tak zachwycajace, male srebrzyste kulki, przypominajace raczej niedzwiadki, niz kocieta; a czasami patrzac na ich krotkie spiczaste uszka, mam wrazenie, ze mam przed soba... sowe! Kot szkocki, jeden z malych Krystyna zatrzymuje dla siebie, jako, ze do niej nalezal tata kociakow, ktory tragicznie w ubieglym tygodniu zszedl nagle na zawal serca. Pewnie slodkie, male drapiezniki nie zdaja sobie sprawy, ze zostaly polsierotkami. Przynajmniej maja przy sobie mame, ktora poki co jest dla nich ostoja i gwarantem bezpieczenstwa. Czujnie patrzy na swoje pociechy jak poznaja najblizsze otoczenie, czasami pacnie lapa po grzbiecie, gdy zaczynaja jej wchodzic na glowe w doslownym znaczeniu tego slowa. 

Przy kociakach zatraca sie poczucie czasu, zapominasz sie, mozesz tak patrzec i patrzec caly dzien, cudowna terapia, nie myslisz o niczym, patrzysz na ich zabawne zachowania. Jak wszystko co jest dzieckiem- zachwyca! 













Mon sac était très intéressant pour eux, ils n'étaient pas du tous gênés ...

Bardzo zainteresowala je moja torba, nie krepowaly sie wcale...






la maman est fière de ces petits...

Mama dumna jest ze swoich malych...




wtorek, 24 kwietnia 2012

Sukienka z Zary i futerko; zdobycze z SH

Wroce jeszcze do ostatniej niedzieli- pogodowy koszmarek! A bylo tak:
W ciagu godziny kilka radykalnych zmian pogody i tak przez caly dzien. Wiadomo, domownicy snuja sie po domu, nic sie nie chce; krotkie wyjscie z psami zaowocowalo kompletnym zmoknieciem, psy stawaly deba, jak narowiste konie, gdy grad wiekosci fasoli siekl ich po oczach i glowie. Istna Apokalipsa, z trudem udalo mi sie dotrzec do domu, zwierzaki byly przerazone, bardzo sa mi pewnie wdzieczne za te wrazenia! Do dzis Tunia sie boczy, a Kajet spoglada z wyraznym brakiem zaufania! 

Za to sniadanko bylo urocze, lekkie i przynajmniej ono chwilowo nastroilo nas optymistycznie:


Bardzo szybko i smacznie: wydrazylam ogorki ( wczesniej przekrojone na mniejsze kawalki), wydrazone czesci drobniutko posiekalam z rzodkiewkami, papryka i co tam mialam z warzyw, wymieszalam z dwiema lyzkami twarozku puszystego z Piatnicy ( ten akurat z pieprzem), napelnilam farszem wydrazone polowki ogorka! Pycha! Mozna posypac szczypiorkiem.


Ale pozniej niezrazeni pogoda wyskoczylismy jednak na maly spacer w plener. Jako, ze jestesmy lasuchami zabrzlismy ze soba ... sloik z wafelkami :) A dlaczego nie!








Mam na sobie sukienke z Zary, ktora wyszperalam w ciuchlandzie. Reszta wszystko stare.


A to juz na podstawie zdjecia, przegladajac jakas gazete zauwazylam podobienstwo mojej kiecki z ta na zdjeciu, nie identyczna , ale cos maja wspolnego, na pewno - te wiazania. Moze zdjecie nie oddaje tego, ale wiazanie i sposob wykonczenia przy szyi jest niemal identyczny. Postanowilam tak jak modelka na zdjeciu polaczyc lekka, zwiewna wzorzysta sukienke z centkowanym futerkiem. Moze jakies podobienstwo udalo mi sie uchwycic. mam tez podobny beret, ale nie chcialo mi sie szukac, troche zabawy w deszczowy dzien:






Był sobie król



Moi drodzy, 
padlam dzis ofiara skype! Dlatego tak rzadko uzywam tego urzadzenia: nie wiesz kiedy, a pogawedka z przyjaciolka przeradza sie w godziny rozmow;
dlatego spozniony obowiazek blogerski wykonuje dopiero teraz, tak przyzwyczailam sie do regularnego pisania postow, ze czegos mi brak, jesli nie pisze dluzej niz dwa dni. 

Dzis moj pierworodny przypomnial mi kolysanke z dziecinstwa. Jak czlowiek malo zna swoje wlasne dzieci! Nigdy nie przypuszczalam, ze zbuntowany nastolatek sluchajacy jakichs dziwnych  i dosc cynicznych dzwiekow( taki cyniczny romantyzm), lub w najlepszym wypadku starego dobrego roka czy metalu, zachwyca sie stara kolysanka, ktorej sluchal on, sluchalam ja i moze jeszcze starsze pokolenia.

Poszlismy tym tropem na you tube i przy poznym obiedzie juz cala rodzina pomrukiwala dobrze znana melodie: 



I worek ze wspomnieniami i zapachami dziecinstwa sie rozwiazal, pamietam dobrze te smutna piosenke jak i   ksiazke: " O cukrowym krolu, marcepanowej krolewnie, piernikowym paziu i kucharce Pelasi", ktora byla jedna z pierwszych tak swiadomie ksztaltujacych wyobraznie malej dziewczynki.
Dziewczynka urosla, wspomnienia pozostaly w zakamarkach umyslu, melodia zostala przekazana malemu niesfornemu chlopczykowi, ten z pewnoscia- skoro ciagle ja pamieta- przekaze nutke swoim dzieciom. 

Widac ten dziwny, szybki swiat ciagle potrzebuje odrobine czulosci...
Dlaczego kolysanki sa raczej smutne, a bajki czesto okrutne, a mimo to czule, cieple, dajace poczucie bezpieczenstwa, mam swoja teorie. Kolysanka odzwierciedla nasz okrutny swiat w formie soft, uczy, ze zyciem rzadza okreslone mechanizmy: dobro zwycieza, a przynajmniej powinno, przyjazn poplaca, zlo zostaje ukarane- przynajmniej w basniach, po nocy nastepuje dzien, po wiosnie lato, a po zyciu smierc...
Bajki, ktore lecza...
Niosa nadzieje.....
Podnosza na duchu...
Ucza....
Buduja intymny swiat, dzieki ktoremu mozna prztrwac nawet najbardziej zalosna rzeczywistosc....

A ktos pamieta inna kolysanke: Na Wojtusia z popielnika? 
A jakie bajki, kolysanki czy ksiazki budowaly wasza osobowosc w dziecinstwie?



Dobranoc :)


niedziela, 22 kwietnia 2012

Post dla Ali - przerobki lazienkowe

Hej, kochani,

ciagle leza mi na sercu zalegle fotki, ktore obiecalam Ali, poniewaz nie bardzo wyobrazala sobie jak WC przerobilismy na...wanne, poszerzajac tym samym przestrzen lazienki.
Byl to pomysl dosc karkolomny, nawet wytlumaczenie i zobrazowanie tego wydaje mi sie skomplikowane i zdjecia nie bardzo oddaja rzeczywistosc, ale sprobuje.

Otoz w planie toaleta byla usytuowana obok malej lazienki, projektant nie bardzo chyba przylozyl sie do tej kwestji, poniewaz okazalo sie, ze pomieszczenie szumnie na planie zaznaczone jako lazienka- jest mala klitka na dodatek ze skosami, wiec nijak tu zamontowac prysznic, jedynie wchodzi tu mikroskopijna wanienka pod oknem- jak dla dziecka...

Stanelismy wobec dylematu- powiekszyc lazienke kosztem i tak niewielkiej sypialni, czy moze toalety? Wybor padl na przybytek, gdzie krol chodzil piechota, pomyslelismy, ze uda nam sie "upchnac" wc w lazience ( zreszta nie jest to jedyna toaleta w domu), a sypialni juz bardziej zmniejszyc sie nie da, bo lezac w lozku, bede miala wrazenie, ze leze w ciasnej trumnie... brr!

Sprobuje nasze przerobki wyjasnic na zdeciach, krok po kroku:
Tutaj gdzie sa schodki, byla sciana dzielaca lazienke od WC:


A tutaj gdzie znajduje sie szyba- byly drzwi do kibelka, do ktorego mialo sie wchodzic z malego, otwartego saloniku na pietrze:


Zdjecie na dole:
Tak to wyglada od strony wanny, ktora zajmuje miejsce przeznaczone w projekcie na toalete. W scianie zostawilismy okno, by troche swiatla wpadalo z saloniku; troche dalam ciala decydujac sie na matowa szybe- myslalam, ze bedzie ladnie i zarazem dyskretnie- dajac swiatlo, a jednoczesnie "maskujac" osoby wewnatrz, Wyglada to niestety brzydko, przy najblizszej okazji ( nie wiem, kiedy to bedzie) zamienie ja na luksfery- ladniej rozpraszaja swiatlo lub jakies dyskretne szklo witrazowe, poki co musi tak byc.


a to ta sama szyba z zewnatrz- od strony malego otwartego saloniku na pietrze- w projekcie byly tu drzwi do WC ( nie zwazajcie na balagan, moj dom ciagle sie tworzy, a to proces dynamiczny :) :


Wanna jest " wpuszczona" w podloge, jest to najprostszy z mozliwych modeli, bez zadnych jaccuzi, za to jest ogromna, dwie osoby mieszcza sie w niej zupelnie swobodnie i jest jeszcze duzo luzu; dzieki wpuszczeniu wanny w podloge uzyskalo sie efekt jak na basenie; mozna tu brac prysznic lub zafundowac sobie romantyczna, zaciszna kapiel w odosobnieniu, jest bardzo przyjemnie, zapalam mnostwo swieczek, doszlam juz do takiej wygody, ze biorac kapiel, czytam ksiazke i popijam aromatyczna herbatke, nikt za plecami mnie nie pogania, poniewaz reszta lazienki jest jakby "za sciana", nikogo nie krepuje i mi nikt nie przeszkadza, jedynie jest gorzej tylko te wielka wanne myc, ale robie to juz blyskawicznie i automatycznie po kazdym wyjsciu z kapieli.


Lubie wykorzystywac najrozmatsze naczynia i sprzety domowe do zupelnie innych funkcji, widzialyscie juz w mojej lazience dzbanki na mleko i inne przedmioty nie kojarzace sie za bardzo z lazienka, tym razem szklana misa na nozce ( nie wiem dlaczego w moich stronach nazywa sie to: "klosz") sluzaca na ciasta, cukierki lub owoce, u mnie jest pojemnikiem na mydelka :)


Do jutra! :)