niedziela, 18 listopada 2012

"Uciec z ubojni dusz."



„Tysiące ludzi spędzają życie w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią. Dosyć!"





Hej!
Jutro poniedziałek. Dla większości ludzi oznacza to - do pracy ( szkoly) marsz!
Wielu z nas jest pracownikami dużych firm, korporacji. Sama jestem szeregowym żołnierzem jednej z nich.

 Moja filozofia dotycząca pracy zawsze była jednaka:
- szanuj każdą pracę jaką w danej chwili posiadasz, bo jest jedynym twoim źródłem utrzymania czy środkiem realizacji marzeń;
- rodzina ponad wszystko! Bo to nie prezes korporacji będzie siedział przy twoim łóżku gdy zachorujesz, ale twój mąż, żona, dzieci... Szef co najwyżej wymieni cię szybko na nowy, bardziej wydajny i niezawodny model. Bo firma musi sprawnie działać. Nie ma miejsca na sentymenty.

Z troską parzę jak moje koleżanki zatracają się w niewolniczej pracy łudząc się, że " Firma - to ja". owszem, jeśli ją stworzysz sama z milością i pasją. W każdym innym przypadku jesteś tylko wydajnym trybikiem w maszynie odpowiednio motywowanym i manipulowanym. Zetknięcie z prawdą jest dla niektórych bardzo bolesne. Tyle, że jest już zazwyczaj za późno na nadrobienie swego osobistego zycia.

Dlatego przytaczam obszerne fragmenty artykułu, który bardzo trafnie oddaje zasady funkcjonowania współczesnych firm i przedmiotowego traktowania pracowników. Niewolnictwo XXI wieku. Poniżej podaję źródlo przytoczonych tekstów:

http://rawolucja.pl/piekny-umysl/uciec-z-ubojni-dusz-czesc-1/
http://wyborcza.pl/magazyn/1,128593,12431490,Uciec_z_ubojni_dusz__czyli_jak_placimy_za_brak_rownowagi.html





W pałacach korporacji
Warszawa, czwarta nad ranem. Andrzej, prezes dużej firmy, wysłał maila do swego szefa: „Piotrze, w sprawie raportu, który dla Ciebie piszę, zgłoszę się jutro przed południem. Chcę obgadać parę świeżych pomysłów”. Odpowiedź nadeszła błyskawicznie: „Andrzeju, dzięki serdeczne. Idź spać”.
Dziś Andrzej zapewne uważa, że się opłaciło: jest jednym z ostatnich, którzy w upadającej firmie ocalili posadę. Przetrwał, bo należy do nowej klasy pracowników, których w ostatnich dziesięcioleciach wyhodowały korporacje – współczesnych kamerdynerów, dzięki elektronice dyspozycyjnych o każdej porze dnia i nocy. Reprezentuje nową klasę ludzi, których domy przestały być sanktuarium prywatności, a stały się służbówkami w pałacach korporacji. I których bliscy – nieważne czym się zajmują – są co najwyżej rodzinami służących.
Andrzej należy do rzeszy tych, na których barkach korporacje odbudowały feudalne relacje między ludźmi.



"To dlatego właśnie dom stał się jeszcze jednym miejscem pracy. W nim też zaczęły obowiązywać prawa profesjonalizacji czy kompresji etatów, przez co część opiekuńczych funkcji przejmują zawodowe opiekunki do dzieci czy terapeuci. Miarą wartości rodzicielstwa jest dziś nie to, jak dużo rodzice spędzają czasu z dziećmi, ale jak dobrze – dzięki pracy rodziców –tym dzieciom się powodzi. W zamian oczekujemy od dzieci, jak od pracowników, wydajności: ich czas pracy ma być efektywnie wykorzystany.
Nasze relacje z bliskimi ubożeją proporcjonalnie do rozwoju więzi z kolegami z pracy, a z czasem stają się kadłubowe i toksyczne. Dzieci są nadąsane i małomówne, rodzice rozżaleni, dziadkowie uciążliwi."



Pracolaks

"Dawno się już zatarły granice między pracą a rozrywką. Dalton Conley ukuł nawet specjalny neologizm, który brzmi równie złowieszczo co Orwellowska „myślozbrodnia”. To „weisure” –zbitka dwóch pojęć: „work” (praca) i „leisure” (czas wolny, relaks). Dziś nie ma wypoczynku w stanie czystym –jest „pracolaks” lub „odpopraca”: odbieranie służbowych SMS-ów podczas spaceru z dziećmi, służbowe maile z łóżka…
Żyjemy w Społeczeństwie Gdzie Indziej – twierdzi Conley – bez dawnej tożsamości. Tradycyjne wartości (rodzina, dom, obyczaje) zostały w nim zduszone. W tym świecie rozrywka jest dla biednych (bogaci nie marnują na nią czasu), razem są te rodziny, które do siebie „tekstują”, a dzieci to inwestycja. Nie potrafimy już porządnie odpoczywać, bo podświadomie traktujemy odpoczynek jako próżniactwo. Relaks jest usprawiedliwiony tylko wówczas, gdy w jego trakcie zrobimy coś „pożytecznego”.
Ten świat „weisure” i Społeczeństwa Gdzie Indziej XIV Dalajlama opisał jako rzeczywistość, w której „mamy większe domy, lecz mniejsze rodziny; więcej wygód, ale mniej czasu”; „więcej wiedzy, lecz mniej rozumu; więcej ekspertów i więcej problemów”. I jeszcze: „To czas fast foodów i powolnego trawienia; wysokich mężczyzn i małych charakterów. Wielkich korzyści i płytkich związków. To czas, w którym dużo jest w oknie, ale nic w pokoju”.



Nie bądź sierotą 

Jak się ratować? Marsh uważa, że ocalić się możemy tylko my sami: „Jeśli sam nie zaprojektujesz swego życia, zrobi to za ciebie ktoś inny, tyle że cudza definicja równowagi między pracą a życiem może ci się nie spodobać”. Nie powinieneś powierzać jakości swego życia firmom, bo one są tak zorganizowane, by wyciągnąć z ciebie, ile się da.


Na meblowanie nam życia przez firmy nie powinniśmy się godzić z jeszcze jednego powodu. Jeśli wierzyć Jeremy’emu Rifkinowi, autorowi głośnej książki „End of Work” (Koniec pracy, 1995), trwająca właśnie trzecia rewolucja przemysłowa, która buduje totalnie zautomatyzowaną i produkcyjnie superwydajną gospodarkę, zakończy się „erą postrynkową”. A w niej większość z nas nie będzie miała pracy lub będzie jej miała mało. Już więc choćby z tego względu nie powinniśmy uzależniać się od pracy pojętej jako świat ostateczny. Niedługo bowiem wielu z nas może zostać sierotami epoki postrynkowej. Ludzie o zredukowanej prywatności, niemający mocnego emocjonalnego oparcia w życiu pozazawodowym, zniosą tę sytuację szczególnie ciężko.



Nie wiem czy bryczesy sa modne, czy nie. Wolę myśleć, że są klasyczne i wypada je ciągle nosić. Wyszperałam je przez przypadek w mojej szafie i z ulga stwierdziłam, ze są ciągle na mnie dobre. Pozwoliłam im zaistnieć dzisiejszej niedzieli. Kupiłam je w małym lokalnym sklepiku. Do tego koszulka i sweter z Zary, torba i komin - H&M, pasek - Esprit, płaszcz - SH,buty - no własnie? prezent od męża z upieglego roku? Czy sprzed dwóch lat? Nieważne, istotne, że ciągle swietnie sie w nich czuję. Dobranoc!


Nobody is perfect!

59 komentarzy:

  1. Ta prognoza o braku pracy dla większości brzmi jednak dość czarno i wolałabym, żeby się nie sprawdziła, bo to będą kiepskie czasy. Niemniej trochę mnie zastanawiają na przykład małe miasteczka na ziemiach odzyskanych, gdzie po upadku PGRow i zakładów bezrobocie od lat się nie zmniejsza - masa ludzi pracuje dorywczo na czarno lub wcale. A nowych marketów nadal przybywa. Kto to nakręca? Czy ludzie pracujący w jednych supermarketach po pracy idą wydawać pieniądze w drugich? Chore to wszystko.
    Wolę nie myśleć o pracy w kontekście szkolnictwa wyższego, bo to już leży i kwiczy - wszyscy wiedzą, jak i po co tworzy sie etaty an uczelniach, prowadzący narzekają na nieuctwo i studentów, studenci na niski poziom i bezsensowne przedmioty, jedni i drudzy mają powody i nadal nie widać światełka w tunelu. Ech.
    Violetko, Twoje posty świetne jak zawsze, ale jakieś niewesołe ostatnio. A może to tylko ja mam dołek :) Za to Twój zestaw wybitnie cieszy oko. Bryczesy bardzo na TAK, płaszcz rewelacja, buty i torba świetnie dobrane. Bardzo lubię połączenie szarości ze skórą w kolorze ciepłego brązu. Szóstka z plusem.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, jakies te moje posty smętne ostatnio. na koniec każdego roku jakoś tak markotnie się robi koło mnie. Chyba się starzeję, czy co! :) ale juz powoli barometr moich nastrojów idzie w górę. Myslę, że nastepny post bedzie totalnie optymistyczny :)
    P.S. też zauważam to błędne kolo w wielu dziedzinach naszego życia. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutny ten post, wiecej optizmu. Wygladasz bardzo fajnie
    Kisses
    Aga

    Check my new post
    www.agasuitcase.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuję więcej optymizmu w nastepnym poście :)

      Usuń
  4. Wpływ korporacji na swoich pracowników wywołuje we mnie jako obserwatorce (na szczęście!) przerażenie.Zamiana człowieka w mechaniczną lalkę odpowiednio zaprogramowaną to najgorszy kierunek dla człowieka. Ale jak się bronić?
    Miło popatrzeć na Ciebie, ciepłą, kobiecą, pełną życzliwości dla innych. Swietny komin i torba i oczywiście cała reszta, która bez Ciebie ogromnie traci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Joasiu dziękuję. A najbardziej podoba mi się ostatnie zdanie. Moje ego pęcznieje z dumy, oby tylko nie przerosło we mnie człowieka :) :) :)

      Usuń
  5. fajny tekst :)

    pozdrawiam

    Gray Cat

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale obłędnie wyglądasz!!! Od butów(czad!) po uśmiech na twarzy. Napis z koszulki powinnam mieć wytatuowany na czole:)
    Korpo - dla mnie brzmi obco. Na szczęście. Nie nadaję się do takiego systemu pracy, nie lubię być podległa, stać równo z innymi w szeregu, pomijając fakt, że nikt by mnie w czymś takim nie zatrudnił:P Ja tam wolę mieć mniej, niż robić coś wbrew sobie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj Sivka! Bardzo się rozbawiłam wyobrażając sobie ciebie jako pracownika korporacji! :) Oczywiście, że się nie nadajesz i poczytuj sobie to za największy komplement! Też się nie nadaję, choć samą pracę, która jest moim udziałem - bardzo lubię. Natomiast jeśli chodzi o ta całą politykę i poprawność korporacyjną to jestem takim outsiderem. Nie wiem jakim cudem mnie jeszcze nie wyrzucili: chodze swoimi drogami, a ostatnio ryzykując zwolnienie poprosiłam o 4/5 etatu ( co jest bardzo źle widziane, jak można nie chcieć służyć korporacji 5 dni w tygodniu i najlepiej od świtu do zmierzchu, weekendy mile widziane również), bo czułam , że jak nie zyskam jednego dnia dla mnie i moich pasji to moja dusza obumrze! No i właśnie siedzę w domku na kompie, a zaraz ide na swoje osobiste wycieczki po mieście. podobnie jak ty lubię sobie pomyszkować po różnych dziwnych miejscach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojjj Agusia nie strasz Nas ...hhaha:)))Z tą pracą, to fatalnie jest, Ja mieszkam w małej miejscowości i na prawdę przyszłości nie ma, ludzie uciekają i wyjeżdzają bo u nas to garba na plecy dorobic się można...a praca jak już jest to za marne pieniądze, a rachunków nie ubywa tylko przybywa, a najgorzej jest jak musimy wybierac któremu dziecku kupic spodnie czy buty...Ja się cieszę, że mam jak mam i nie muszę jak na razie charowac jak wół piątek świątek czy niedziela za marne tysiąc zł...tak !

    Aguś za to TY Kochana wyglądasz cudnie..bryczesy świetne :)))Agunia wyczuwam, i tylko nie Ja chyba jakiś smutek...wiem że kolejny rok dobiega końca, ale pomyśl to przybliża Nas do kolejnego spotkania na które CZEKAM :)))Buziaki i głowa do góry :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj kchana, chyba taka melancholia dopada mnie na koniec roku, ale dzielnie nie daje się i dyscyplinuje się piszac posty. Dzięki wsparciu takich ludzi jak ty łatwiej zapanowac nad smutkami, fajnie, że tu jesteście :)
    A poza tym czuję, że czas na zmiany. Co jakies pięć lat az wierci mnie w tyłku by podążyć za nowym wyzwaniem, a to właśnie jest ten czas... Trochę tylko wstrzymuje mnie niepewna sytuacja ekonomiczna wszędzie, nie moge narzekac, jak pisałam praca nie jest zła, ale coraz bardziej czuję, że zrobiłam juz tu wszystko co mogłam, juz przestaje mnie dalej interesować, a na szczęście nie mam aż tyle sentymentów by czuć się z firmą "jednym ciałem". Tak cos czuję , że powolutku przygotowuję swoją "escape"... Bądźmy cierpliwi. Zobaczymy co zycie przyniesie... :):)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniale też znac takie Cudne Osoby Jak TY :)))Jak się spotkamy to wyściskam za wszystkie czasy :))) A teraz głęboki wdech i wydech i głowa do góry .....ooo już widzę uśmiechniętą Agusię ..haha:) B* Miłego Poniedziałku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozbawiłas mnie bardzo! Niesamowita jesteś!:) :) do zobaczyska! Już ziapa się smieje jak piszesz!

      Usuń
    2. Też się cieszę jak TY się śmiejesz ..no to worek pakuj, i wracaj tu do Nas ojjjj moja radośc nie miałby końca ...hhaha:))) Ja wierzę że powrócisz i zostaniesz już ..chociaż wiem że to nie łatwe :)))Ale trudności są po to by je pokonywac, a TY silna Kobitka Jesteś !:***Śmiej się AGUŚ ...wszystko widzę ..hi:*no prawie :)

      Usuń
  11. Tekst ciekawy, choć ja się w nim nie odnajduję. Tzn w moim otoczeniu (na szczęście!) nie obserwuję tego zjawiska, praca nigdy dla moich bliskich i znajomych nie była piorytetem.

    A tak w ogóle to pięknie wyglądasz, uwielbiam takie tonacje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Viosenko, dziękuję :) Dla mnie tez nie jest, ale mnóstwo ludzi się w niej zatraca, widze to na codzień. Są ślepi i głusi. Sypia się ich relacje, a oni działaja jak w jakims amoku! Na przykład w moim dziale są trzy takie osoby: o ktorej godzinie rano bym nie przyszła ( mamy czas pracy flexible, co jest super, przychodzisz sobie bez stresu z rana, o której chcesz) oni JUZ są, a nie ważne o której bym nie kończyła pracy, oni JESZCZE są. Nie wiem jak oni to godzą z zyciem osobistym, bo wiem, że maja rodziny, ale dla mnie to jest własnie zywe przykłady zjawiska opisywanego w tym artykule.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny outfit! ;)
    No i ta mądrość w podejściu do pracy... mogę je przejąć? :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Madziu, jak najbardziej! Właśnie martwi mnie, że dużo młodych wpada w tę pułapkę/ trzeba wykształcić w sobie odporność na tę korporacyjną wyniszczającą politykę! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. z tym mailem do szefa o 4 nad ranem to najprawdziwsza prawda, a właściwie normalna sprawa, nie powinno tak być, a jednak tak to teraz wygląda i nic z tym nie możemy zrobić oprócz może zmiany pracy na gorzej płatną, ale chyba większość ludzi w młodym wieku ma jakieś plany na które potrzeba zdobyć najpierw środki więc jakiś czas warto się przemęczyć
    pracy nie trzeba kochać ani nienawidzić, myślę, że żadne z wymienionych nie wychodzi na dobre, wystarczy żeby była satysfakcjonująca, a bliscy zawsze stali na pierwszym miejscu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosłownie, jakbyś czytała w moich myślach - to właśnie chciałam "dopowiedzieć". Z tym wysyłaniem maili nad ranem i w weekendy to swoisty trend, jakas paranoja! Oni wszyscy to robią. :)

      Usuń
  16. A jeszcze taka refleksja nasunęła mi się w trakcie czytania waszych komentarzy. To fajnie, że niektórzy moga sobie pozwolić na luksus decydowania o sobie i robienia tego co w zyciu lubią, ale nie zapominajmy, ze jest to zaledwie znikomy procent. 90% ludzi nie ma niestety tego szczęścia i robią to co w zyciu się trafia by utrzymać rodziny, leczyć się itp. Niestety, życie jest prozaiczne. Ale dotykam trochę innego problemu. Mój post dotyczy ludzi, którzy sami dają się uwieść propagandzie korporacji, mysląc , że sa niezastapieni. bo tak naprawdę jestem przykładem na to, że można byc odpornym na te treści. pracując w marketingu widze i znam az nazbyt dobrze te wszystkie techniki, którymi próbuje się nas omamiac :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Znam to z autopsji, nosiłam pracę do domu i zarywałam noce, Wydawało mi się , że nikt nie zrobi tego lepiej. Kiedy wylądowałam w szpitalu i musiałam zmierzyc się z operacją uzmysłowiłam sobie, że tylko najbliżsi byli przy mnie. Reszta uczestniczyła w wyścigu szczurów;)
    Teraz uwolniłam się od korporacji, ale moim szefem jest mąz i już sama nie wiem co jest lepsze:P

    Aga Boże!!!! jak Ty to robisz, że nie masz brzuszka. Żałuję, że zajrzałam tutaj rano, bo mam doła jak stąd do wieczności. Muszę zacząc biegac:P
    Świetnie Ci w bryczesach. Look bardzo mi się podoba. Promieniejesz:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ela, mam, mam... możesz wyzbyc się kompleksów , zapewniam cię. I na dodatek wiem, że się go nie pozbedę, jeśli nie zacznę ćwiczyć, ale strasznie leniwa do sportu jestem...

    Co do pracy jak mówisz jestes zywym przykładem tego o czym piszę. Najczęściej własnie choroba otwiera oczy. Dobrze, kiedy w pore i mozna jeszcze cieszyć sie inną jakością życia :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. To wszystko jest bardzo prawdziwe co napisałaś....niestety.Ja ostatnio nie mam stałej pracy i też nie jest mi z tym dobrze,wprawdzie mam dużo czasu dla mojej rodziny i to jest jedyny plus tej sytuacji:)))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  20. Na szczęście sama sobie mebluję życie :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. hmm co racja to racja, przy takim systemie jaki prezentujemy obecnie w dalszej perspektywie grozi nam głód, brak pracy... eksperci alarmują... dlatego zostawiam sobie kwadracik ziemi z przeznaczeniam pod przyszłą uprawę, ubezpieczam się.. jest nas mniej na świecie ale żyjemy dłużej. eh poczekamy zobaczymy :) Aga kapitalny "ałtfit" brydzie super, koszulka genialna a Twój uśmiech napełnił mnie ciepełkiem :) Buziole :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Tyle mądrych stwierdzeń z którymi nie sposób się nie zgodzić. I zgadzamy się , planujemy nawet zmianę, a rano od nowa idziemy do pracy i wszystko bierze w łeb.
    Cholera dlaczego ja również utożsamiam się z firmą pomimo całej tej świadomości?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. No cóż, jesteście tak zwanym pokoleniem Y...

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja tez cie obserwuję juz jakiś czas temu :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Aguś świetna stylizacja.Buziaki.BCH

    OdpowiedzUsuń
  26. Uff , na szczescie jestem sobie sama szefka ( to od szefa ) i zawsze tak bylo . I pewnie juz bedzie do konca moich szczesliwych dni, amen :D
    Pieknie wygladasz , az milo popatrzec , dla odmiany .
    Buziaki i usciski ile wlezie , tylko nie mowcie juz nic na temat brzuchow , bo zaczne gryzc ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. O Olaska! niech cię bogowie w opiece mają! gdzie żeś się podziewała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz kochana , bogowie mnie w opiece jednak mieli :) Powoli wracam na salony :D

      Usuń
    2. Twoja deklaracje powrotu przyjmuje z wielka radością i otwartym ramieniem witam :)

      Usuń
    3. I ja sie ciesze :) powracam bowiem w starym stylu , czyli nic nowego ;)

      Usuń
  28. Domyślam się Agnieszko, że przechodzisz poważny kryzys emocjonalny związany z pracą....Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  29. tres joli top ;o)

    bonne journee !

    OdpowiedzUsuń
  30. Fajny zestaw! Podoba mi się bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  31. Nice sweater!Thank for the nice comment on my blog!

    OdpowiedzUsuń
  32. Dziękuję za miły komentarz :)
    Bardzo fajna torba.! :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  33. Dziękuję, torebka stara jak świat, ale ciągle sie podoba, tym bardziej się cieszę :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Zielony napis jest bardzoo ale to bardzo prawdziwy :)
    Super zestaw

    OdpowiedzUsuń
  35. slowa prawdziwe i trafne,ludzie w dzisiejszych czasach zyja jak nakrecane zabawki gubia sie przy tym w relacjach rodzinnych tudziez miedzyludzkich,nie maja czasu dla siebie i dla swoich bliskich,co bardzo smuci
    wyglada Pani olsniewajaco i nie mowie tego,ot tak sobie !!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Saro, dziękuję! :) Oj, tak niełatwe czasy przyszły, najbardziej martwię się o was, młodych twoje pokolenie i mego syna- oby was ta korporacyjna machina nie wessała!

      Usuń
  36. bardzo fajna stylizacja - zwłaszcza spodnie! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  37. podoba mi się to połączenie, dobrze dobierasz kolory i bardzo ładnie Ci w takich odcieniach :) jak zawsze dobry tekst, ja właśnie przez to o czym piszesz nie mam inspiracji do pisania, praca potrafi zdeterminować wszystko, nawet myślenie o czymś innym:)

    OdpowiedzUsuń
  38. Agus wybacz, ze z takim opoznieniem ale nie moglabym nie przeczytac twojego postu. Tak sobie ostatnio rozmyslalam nad tym gdzie sie konczy praca a gdzie zaczyna zycie prywatne. Telefon komorkowy, adres emailowy czy sms wszystko jest wykorzystywane przez mojego pracodawce, zeby mogl miec mnie w kazdej chwili gotowa na wezwanie. Choc bardzo lubie swoja prace i pracodowace to bardzo buntuje sie na odbieranie mi prywatnosci. Piekny plaszczyk jak zawsze :) a bryczesy to chyba takie spodnie, ktore zawsze pasuje zalozyc.

    OdpowiedzUsuń
  39. Bardzo dobrze napisane, ja nie pracuję na razie, ale pomimo pieniędzy, nie chciałabym trafić do korporacji. Widzę to obok mnie, praca do późna, "szkolenia" 2-3-4 razy w miesiącu, imprezy integracyjne tylko dla pracowników, zabawy-tylko dla pracowników, wycieczki-tylko dla pracowników.I w końcu bliższy pracownikowi kolega z pracy niż własna żona, z którą nie się o czym porozmawiać, bo nie ma się czasu z nią porozmawiać.Nigdy nie lubiłam imprez w pracy-ale często są obowiązkowe wręcz, bo jak nie pójdziesz to zostajesz wykluczony z wielkiej rodziny.A ja mam już swoja rodzinę i nie chcę jej zamieniać.
    Ty wyglądasz doskonale w takim zestawie, taki podkoszulek, spodnie i reszta-super, aż bym chciała tak samo:) I kolorystyka śliczna, ściskam:)

    OdpowiedzUsuń
  40. Aguś-az się boje pytać, nie ma mojego komentarza? Jeśli nie wstawiony z wiedzą to ok, ale jeśli go napisałam a nie wysłałam to się chyba załamię, takie był długi i pewnie nie napisze drugi raz:(

    OdpowiedzUsuń
  41. święta racja, zaryzykuję stwierdzenie, z którego nie zamierzam się wycofać, że korporacje to swoiste sekty, które sprawują rząd dusz, urządzając najpierw wielkie pranie mózgu. Ile się związków na moich oczach rozpadło z powodu, o którym piszesz. Niewiadomo kiedy ludziom staje się bliższy kolega, koleżanka z pracy niż własny mąż, żona. ja jestem odporna, taki Ostatni Mohikanin :)

    OdpowiedzUsuń
  42. A jeszcze tylko dodam parę słów gwoli wyjaśnienia, bo ktoś może powiedzieć, ale hipokrytka - korporacja taka beee, a ona w niej pracuje i wybrzydza. Otóż, chcę oddzielić dwie rzeczy : samą pracę i jej strukture organizacyjną. jestem bardzo socjalna, lubie pracę wśród ludzi, ten ruch, tę róznorodność, lubię też charakter mojej pracy. To wszystko zapewnia korporacja. Nie mówiąc o sferze materialnej, która w dobie kryzysu jest bardzo istotna. ALE........

    Z drugiej strony, takie osoby jak ja nigdy nie będą awansować. Dlaczego? Ano dlatego, że nie są poprawne politycznie, mają swoją odrębność, nie identyfikują się z tą "wielką rodziną", są do niej krytyczne, rzadko, naprawde rzadko uczestniczą w tych imprez, które co prawda nie są obowiązkowe, ale obecność na nich jest mile widziana i odnotowana " na górze".
    I bardzo dobrze jest mi z taką autonomią. Póki co, bo ja stosunkowo często zmieniam pracę. Ale na razie siedze spokojnie na tyłku i czekam az pojawi się coś co mnie znów zachwyci i pociągnie. jestem jednak realistką, jest kryzys i nie za wiele atrakcyjnych propozycji, czytaj: wcale. dla potencjalnego pracodawcy stara dupa jestem, której musiałby zapłacić na dzień dobry dużo, dużo wiecej niż takiej osobie po studiach, młodej i glodnej jeszcze swojej pierwszej pracy, gotowej na wszystko, czemu się też nie dziwię, bo młodym jest teraz bardzo trudno na rynku pracy. Z lekiem mysle o swoim synu i innych młodych z rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  43. hah..I had open this post for 2 days cus I want to read through all of it but time is limited for me to use the internet every time!!!..anyway, it's true that what you said, I feel like people in morocco(esp casablanca) are the same, I have since many many people work like crazy everyday and at the end all they want is to buy designer clothes!! Yes, people in casablanca are obsessed with GUcci and LV!! Insane!!!....I am not sure whether they want to show off or what. I feel that many people in this world think too much of what other people see them. They want to look good at others people's eyes! I think this is so stupid..to me, there's nothing better than to be happy and simple.

    Cheers and love your breeches:)

    xoxox

    OdpowiedzUsuń
  44. Fajne piersi, schrupałbym Cię ;)

    OdpowiedzUsuń