piątek, 30 listopada 2012

Avenue de Tervuren




Po raz pierwszy jej piękno dostrzegłam stojąc na olbrzymim tarasie penthausu narożnego bloku  na rogu tej własnie Alei i Rue des Tongres.  Pomyślałam, że to wielkie szczęście móc co ranek podziwiać jej urok pijąc kawę na wielkim, wyłożonym tekowym drewnem tarasie. W otoczeniu ozdobnych krzewów i owocowych, egzotycznych drzewek posadzonych w wielkich donicach. W ogromnym apartamencie na dachu wieżowca mieszkało dwóch mężczyzn : Filip i Marc.  Wtedy Filip wydawał mi się starszym panem, dzisiaj powiedziałabym, że był pełnym uroku, przystojnym, dojrzałym mężczyzną. Jego przyjaciel był moim równolatkiem. Dzisiaj wiem, ze był również jego utrzymankiem. Taką męską galerianką. Ale początkowo nie wiedziałam nic na ten temat. Naiwnie myślałam, że panowie się przyjaźnią bez ważnego argumentu w postaci zapewnienia wszelkich potrzeb materialnych i możliwości studiowania. Bo Marc był zdolny, ale biedny. Pochodził z francusko-włoskiej wielodzietnej rodziny.
Bardzo pragnął osiągnąć coś w życiu. Był błyskotliwy. Studiował jednocześnie z wielką łatwością medycynę i sztuki piękne. Lubił luksus i wygodę. Związek z Filipem mu to wszystko zapewniał.  Nasz układ był taki: lekcje francuskiego w zamian za prasowanie, bo panowie świetnie prezentowali się w białych koszulach. Gdy wychodzili razem do teatru. Na prasowanie brakowało im czasu. A ja czas miałam lecz nie miałam pieniędzy i głodna byłam znajomości języka. Marc doskonale znał francuską literaturę i potrafił z pasją przekazywać wiedzę. Lekcje z nim były niebywałą przyjemnością. Siadaliśmy w przestronnym, prawie pustym salonie z sięgającymi podłogi oknami, przy surowym drewnianym stole. Nad naszymi głowami zwisał imponujących rozmiarów prawdziwie kryształowy żyrandol, którego nie powstydziłby się niejeden pałac. Niekwestionowana perła tego domu. Nabrzmiałe, wykończone ostrym szlifem bulwy pełne barokowego przepychu dwa razy dziennie: rano i wieczorem odgrywały majestatycznie świetlny spektakl. Wschód i zachód słońca.  Między mną a Marcem nawiązała się nić sympatii. Bez żadnego kontekstu. Słowiańska blondynka i homoseksualny, francuski student. W dodatku urodziliśmy się tego samego dnia, miesiąca i roku! Nigdy wcześniej, ani później nie zdarzyło mi sie spotkać kogoś, kto urodziłby się dokładnie w tym samym czasie co ja! Dwoje Wodników trzeciej dekady. Nie rozmawialismy o charakterze jego związku. Mówiąc szczerze mariaż dwóch facetów wydawał mi się czymś dość obrzydliwym i wolałam nie znać szczegółów. Były lata osiemdziesiąte. A ja przyjechałam z Polski. Marc prawdopodobnie był pierwszym poznanym przeze mnie w życiu gejem. Chyba trochę samotnym, bo zaborczy partner starał się go izolować od znajomych. I nie epatującym tak histerycznie seksualnym ekshibicjonizmem jak uczestnicy dzisiejszych parad równości. Przypadkowe spotkanie w supermarkecie zapoczątkowało naszą znajomość. Siadaliśmy grzecznie do lekcji, a gdy tylko za Filipem zamykały się drzwi i dało się słyszeć leniwy zgrzyt drucianej windy, zaczynaliśmy grać w gierki na Play Station jak małe psotne dzieci. Marc wyciągał Lucky Strike, którymi z rozkoszą się zaciągał, bo w obecności Filipa nie palił . Oglądaliśmy filmy, gadaliśmy o gwiazdach, ciuchach, fryzurach. Jak na studenta sztuk pieknych przystało mój kumpel wykazywał się niezwykłym smakiem. Wskazał mi wiele ciekawych, artystycznych adresów w tym mieście. Piliśmy hektolitry kawy i coca coli. Czasami któreś z nas skakało na Rue des Tongres do najbliższego supermarketu, tam gdzie się poznaliśmy, po ciastka i chipsy. Nie znałam w tym czasie zbyt wielu ludzi w Brukseli i mogę powiedzieć, że wówczas Marc był moją najlepszą koleżanką.
Chyba nie do końca czuł sie dobrze w swojej skórze. Miał dziwną potrzebę stwarzania pozorów że jest hetero, tłumaczenia się ze swojej orientacji.  Krążył, nie nazywając rzeczy po imieniu, operował aluzją, domysłem, słowami kluczami. Wyglądało to dość żałośnie i mało wiarygodnie, gdy pokazywał mi zdjęcia „swojej” dziewczyny, która okazywała sie jedną z jego pięciu siostr... 
Filip był zazdrosny. Niezbyt pewien stałości uczuć swego młodego kochanka, odnosił si
ę do mnie z rezerwą. Patrzył ponuro spode łba. Wyczuwałam niechęć graniczącą z wrogością. Niepotrzebnie. Miałam swego chłopaka, a co za tym idzie nie byłam żadnym zagrożeniem dla ich związku. Zielonooki potwór nie chciał dawać temu wiary. Atmosfera gęstniała, a moja koleżanka Marc miał coraz więcej przykrości ze strony swego partnera. Pomyślałam, że czas zwijać żagle. W sercu pozostała rozbudzona miłość do języka francuskiego, a w pamięci piękny obraz panoramy Avenue de Tervuren.
Zródło: Simon Schmitt www.globalview.be




Po widoku z tarasu Marca i Filipa, wiem już dlaczego mówi się o niej, że jest jedną z najpiekniejszych europejskich ulic. Z dołu nie widać jej całej krasy. Dzieło Leopolda II, jak i inne dwie wykwintne aleje w tym mieście ( Avenue Louise i General Jacques). Ale z pewnością właśnie Avenue de Tervuren najbliższa była sercu króla. Zbudowana z wielkim rozmachem, ma długość dziesięciu kilometrów. Szeroka, jakby architekt przewidział, że po wielkim boomie samochodowym, XX wiek będzie triumfem mody na ekologię, a panem brukselskich ulic stanie się rower. Różnorakie środki transport żyją tu ze sobą w symbiozie. Samochody, rowery i tramwaje nie zabierają sobie przestrzeni. Swobodnie się czują w cieniu podwójnego rzędu kasztanowców. Droga wije się przecinając trzy dzielnice, wzdłuż najdłuższego brukselskiego parku ( Woluwe 71 hektarów) i kilku mniejszych, przecina autostradę i kończy sie rondem tuż przy pałacu w Tervuren, obecnie siedziby Muzeum Afrykańskego. Na całej jej długości usadowiły się liczne ambasady, naliczyłam około dwudziestu. Najczęściej biednych afrykańskich krajów, które jakby tak dostojną lokalizacją chciały podnieść swój prestiż. Ale jest tu także ambasada Polski i Niemiec.  Drugi koniec, albo początek Avenue de Tervuren, zależy z której strony patrzysz, w okolicy Merode, gdzie mieszkali bohaterowie moich wspomnień stanowi Łuk Tryumfalny - jak wielka brama do miasta

0.jpg
Przy pisaniu tego posta skorzystałam z uprzejmości belgijskiego blogera Guy i wykorzystalam niektóre informacje i zdjęcie z jego fantastycznego bloga: http://vanrinsg.hautetfort.com/about.html / "Réflexions du Miroir", post: Une avenue pas comme les autres
 Pozostałe sa mego autorstwa.

Lors de l'écriture de ce post, j`ai pris des informations et la photo du blog d`un blogueur belge Guy. Je vous recommande son fantastique blog sur la Belgique: http://vanrinsg.hautetfort.com/about.html / "Réflexions du Miroir", post: Une avenue pas comme les autres. Merci Guy :)



 Pod spodem rozpościera sie tunel. Samochody nie osiągając Łuku Tryumfalnego znikają pod nim, by znów się wyłonić na powierzchnię po jego drugiej stronie, już w dzielnicy eurokratów. Po drodze jest jeszcze rondo Montgomery z pomnikiem generała. Czujnym wzrokiem spogląda na sunące auta, a z jego kamiennego beretu spływają zaschnięte stróżki białych gołębich kup. Czy przez złośliwość te miejskie ptaki obrały sobie głowę historycznej postaci za toaletę?
O Avenue de Tervuren mo
żna mówić bez końca. Każdy jej metr to ciekawa historia, wspomnienie dawnych dziejów, ale to materiał na następnych kilka postów. Może już wkrótce... 

P.S. Stojąc wczoraj autem na światłach w okolicy Merode przysięgłabym, że widziałam Marca. Rozpoznałabym go wszędzie po charakterystycznej bliźnie w okolicy ust. Zmężniał i spoważniał. Za rękę trzymał może trzyletnią dziewczynkę, a jego drugiego boku uczepiona była atrakcyjna blondynka. Nagłym blaskiem zachodzącego słońca na palcu mężczyzny na chwilę zabłysła obrączka.








Góry liści...




Na końcu Avenue de Tervuren znajduje się ta wesoła fontanna.Aż nogi same podskakują do tańca przy takiej wesołej orkiestrze. 


I jeszcze raz pałac. Koniec lub początek " Alei nie takiej jak inne."

59 komentarzy:

  1. super zdjęcia, świetnie wyglądasz:)))czego chcieć więcej????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie ,tak niewiele do szczęścia potrzeba! dziękuję!

      Usuń
    2. Czasami szczęście jest obok, trzeba tylko się rozejrzeć :)


      Pozdrawiam,
      KAMIL

      Usuń
  2. ja nie mam nic przeciw odmiennej orientacji seksualnej ... mielismy kiedys takiego sasiada,pracowal jako polozna w szpitalu i dzielil swoje zycie z pewnym pilotem.to byli najlepsi sasiedzi pod sloncem !! zawsze na mikolajki podrzucali pod drzwi ,specjalnie dla mnie ogromna torbe slodyczy i zawsze byli usmiechnieci,mili,grzeczni etc etc
    spodniczka w kratke jest sliczna i sweter szary rowniez...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak widzisz, z dużym ciepłem wspominam mego kumpla :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też mam koleguję się z chłopakiem, który jest gejem. Poznaliśmy się na studiach i utrzymujemy tę znajomość. Nie raz wysłuchiwałam jego rozterek sercowych i poznawałam kolejnych partnerów:-) Poznałam ludzi z jego kręgu, nawet nie wiedziałam , że jest ich tylu dookoła...
    Podoba mi się ten jasny długi sweterek, zresztą bardzo podobny do mojego zielonego , który pokazałam kilka postów wcześniej. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście miało być " Ja tez koleguje się ...)

      Usuń
    2. :) kochana nie jesteśmy drobiazgowe, rozumiemy się mimo przejęzyczeń :):)

      Usuń
  5. Jestem ciekawa czy to byl Marc czy tylko ktos podobny do niego. Ja niedawno odkrylam, ze jeden z synow siostry mojego meza jest gejem choc moze on jeszcze o tym nie wie lub nie chce wiedziec. Po naradzie rodzinnej wszyscy, zesmy sie zgodzili. Niestety rodzina meza jest bardzo nietolerancyjna wiec tym bardziej bedziemy go wspierac kiedy zdecyduje sie wyjsc z szafy :). Swietnie mi sie z nim gada o blogach modowych :). Agus uwielbiam tego typu historie, ktore opowiadasz, do tej pory pamietam posta o parze, u ktorej kiedys pracowalas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anuś, wiesz jak mnie motywują i nakręcają takie slowa! że coś ci tam w pamięć zapadło z mego pisania? to najwyższa forma docenienia, dziękuję :)
      Wiesz, też mamy podobną sytuację, o ktorej piszesz. Domyslamy się odnośnie jednego z naszych kuzynów, cudownego nawiasem mówiąc. Niepotrzebnie sie tak kryje bojąc sie dezaprobaty. Ale to nie do nas nalezy pierwszy krok, jak zechce sie ujawnić, znajdzie naszą akceptację!

      Usuń
  6. No tak, ta Twoja znajomość z gejem o imieniu Marc ... to już jest jeden rozdział książki...
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna aleja i cóż za historia! Podziwiam za to, że wiedziałaś co zrobic i zrezygnowałaś z tej znajomości. Bordowy sweterek przykuwa oko:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. To historia na film:)))widok przepiękny i zdjęcie Twoje na przystanku fantastyczne:)))bardzo lubię odwiedzać Twojego bloga:)))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. wonderful reportage !! well done !!

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda tej znajomosci, ale nie mamy wplywu na oceny innych. Zwlaszcza tych, ktorzy innych "sadza po sobie". A moze Filip mial racje i Marc w swojej psychice wahal sie? Mysle, ze teraz jest taka moda i wielu podoba sie byc kontrowersyjnym. Znam kilku gejow i bardzo ich lubie, bo sa grzeczni i zachowuja sie wlasnie jak swietna kolezanka.
    Agula, kapitalnie pokazujesz Bruksele. Nie przypuszczalam wczesniej, ze jest tak piekna. Kiedys przejezdzalam samochodem chyba wlasnie ta aleja, w bardzo szybkim tempie i zanim sie zorientowalam to wjechalismy w tunel i wyjechalismy gdzies w innej dzielicy. Tyle widzialam Bruksele. Teraz delektuje sie kazdym zdjeciem. Buziaczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, ciesze się, że moge odkrywac dla was Brukselę, bo nawet wielu mieszkających tu Polaków po prostu jej nie zna. A odkrywanie jej jest naprawdę fascynująca przygodą!

      Usuń
  11. Piękny tekst i te zdjęcia - niesamowite.
    I jeszcze czerwone buty - oddaj :):)

    OdpowiedzUsuń
  12. You have some very good pictures there. Certainly the one from above.

    Sorry for not commenting the last few weeks but we are on a long travel adventure in the US and the Caribbean.

    Greetings,
    Filip

    OdpowiedzUsuń
  13. Looking amazing sweetie and the pictures are so lovely too!

    OdpowiedzUsuń
  14. Wcięło mój komentarz, piszę od nowa. Piękna historia, pięknie ubrana w słowa. Ale mam nadzieję, że to jednak nie był on. To by oznaczało, że nie żyje w zgodzie z sobą i kogoś oszukał. Nie lubię kłamstw...

    OdpowiedzUsuń
  15. Aguś dzięki Twoim opowieściom Brukselę poznaję jakby z innej strony niż znałam ją dotychczas. Powinnaś zostać honorowym ambasadorem miasta :) fajnie opowiadasz historie miasta a także ich mieszkańców, odkrywasz i pokazujesz piękne miejsca.....
    a co do innej orientacji uważam, że każdy ma prawo do szczęscia pod warunkiem, ze to szczęscie nie osiąga kosztym innych....
    Buziaki na dobranoc.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ta jesień na Twoich zdjęciach nie wygląda tak źle ;))
    Ty w czerwieni ślicznie, no i czyta się Ciebie fajnie jak powieść ;))

    OdpowiedzUsuń
  17. Bonjour Anieszka,
    Je ne comprends malheureusement pas le polonais.
    Je vois que vous avez plusieurs commentatrices. Beaucoup plus que moi. :-) Je peux m'exprimer en anglais et en néerlandais, les trois langues les plus utilisées ici à Bruxelles.
    Comme je vous l'ai écrit, je suis un parfait zinneke bruxellois.
    J'aime aller partout, mais j'aime revenir dans la capitale.
    J'ai déjà joué le guide avec des Suisses.
    Notre ville est spéciale, multi-culturelle.
    Elle est un moyen pour se retrouver citoyen du monde sans faire beaucoup de kilomètres. Il suffit d'écouter autour de soi pour faire du tourisme à bon compte.
    Ecoutez cette chanson, elle dit tout
    http://www.wat.tv/video/marie-warnant-bruxelles-11v79_2flcz_.html
    Merci aussi, pour m'avoir introduit dans votre texte.

    OdpowiedzUsuń
  18. Rewelacyjnie wyglądasz!
    Pozdrawiam;*
    Obserwujemy?

    http://linde-lo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajny i ciekawy blog :-) poobserwujemy?

    OdpowiedzUsuń
  20. Aguś Kochana bardzo WAM dziękuję :)))Wiesz miałam dzisiaj bardzo ciężki dzień i nawet pisanina nie idzie, ale wrócę do Ciebie, z uwagą przeczytam post i skomentuję:))Bo nie chcę pisac głupot, ani po łepkach ..zawsze jak do Ciebie przychodzę chcę pobyc dłużej, przeczytac i z rozwagą napisac...ha, a dzisiaj już nie dam rady:*Wybacz mi Kochana :*Pozdrów Darka :))) Spokojnej Nocki WAM życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Hihihi ja ciebie tez nie widzę ... Musisz jeszcze raz coś tam poklikac :-) dzięki za miły komentarz

    OdpowiedzUsuń
  22. Beti, idx spokojnie spać, co sie odwlecze to nie uciecze, usciskaj swoich w domu! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Twoje komentarze zawsze wywołują uśmiech, bardzo dziękuję, cieszę się, że podobają Ci się moje zdjęcia:)

    Bruksela w ogóle pięknie prezentuje się z góry, miło wspominam widok chociażby z ferris wheel podczas targów świątecznych:) o właśnie, Twoja urocza stylizacja z tych zdjęć kojarzy mi się już ze świętami;)

    OdpowiedzUsuń
  24. u was jesien, a u nas zima w pełni. wszystko jest już pod białą pokrywą. ten post czytałam jak opowiadanie z książki, a jeszcze plus te piękne zdjęcia. Muszę Mamidło zdecydowanie namowić na zwiedzanie tego miasta. pozdrawiam cieplutko ........ i biegnę czytac pozostałe posty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniecznie musisz namowic Mamidlo na Bruksele, moge posluzyc wam za przewodnika :)

      Usuń
  25. Przecudowny i napisany w niesamowitym klimacie wpis. Pierwsze zdjęcie jest nieco hipnotyzujące. Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wy jestescie cudowni! Dziekuje! :)

      Usuń
  26. Such fantastic photos and you look amazing! Great style!

    Rebecca
    www.winnipegstyle.ca

    OdpowiedzUsuń
  27. Agnieszko Kochana, czułam się jakbym czytała książkę wspaniałą, czemu Ty nie piszesz powieści? Widzę dosłownie wszystko co Ty piszesz !Cudowna opowieść, taka nie z tej epoki jakby...wspaniałe!!!zdjęcia są piękne, napiłabym się takiej kawki z takim widokiem:)Bardzo mocno Cie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz napisalam na twoim blogu jak bardzo wzruszylas mnie swoim komentarzem! unosisz moje literackie skrzydelka wysoko w gore! :)

      Usuń
  28. Pierwsze zdjęcie zajebiste, tak powiedział mój syn zaglądając mi przez ramię;)
    OOOO!!!!, większe litery na blogu, to powiedziałam ja zaczynając czytanie;)

    Twój post o przyjaźni z gejem spowodował w mojej głowie impuls do przemyśleń. Nie miałam nigdy bliższych relacji z gejem i tak sobie myślę, że jestem tolerancyjna i chyba nie przeszkadzałoby mi zaprzyjaźnienie się z kimś takim. Ale, no właśnie , jest ale...osobiście nie chciałabym, aby taka innośc (bo to chyba nadal jest traktowane jako innosc ) dosięgnęła mojego syna. To samo dotyczy koloru skóry. Niby nie przeszkadza nam to, ale dlaczego dyskretnie oglądamy się za Murzynem? I dlaczego Ja ,niby osoba uważająca się za tolerancyjną nie chciałabym Go za zięcia. Ok ,ktoś powie, że Murzyn czy Chińczyk może byc wartościowszy niż niejeden białoskóry:)Wiem to, ale gdzieś w człowieku pojawia się strach przed czymś nieznanym. Inny kolor skóry , inne tradycje, zwyczaje.....echhh chyba nie jestem nowoczesna;)
    I tak na koniec moich rozważań to chyba cudownie byłoby wierzyc, że ten facet , który mignął przed Twoimi oczami okazał się dawnym przyjacielem:)

    Podobasz mi się jak siedzisz taka zamyślona i samotna na przystanku:)
    Te wiśniowe kozaki są świetne.

    Długo mnie tutaj nie było i od razu walnełam Ci epopeję:P
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo kazda innosc budzi dystans i nie jest to tylko nasza polska cecha jak nam sie to bezustannie wmawia. Oczywiscie, ze w srodowiskach multikulturowych nie podnieca widok cudzoziemca na ulicy, ale to nieprawda, ze nie ma uprzedzen wobec innosci. pracuje z roznymi ludzmi: Amerykanie, Europejczycy, Murzyni, Arabowie, mamy tez Japonke i Chinczyka. I kazdy w swojej rodzinie ma jakies historie zwiazane z brakiem akceptacji innej narodowosci. Wynika to z wielu powodow. tak wiec nie wiemdlaczego z nas robi sie kozlow ofiarnych i przyczepia nam sie latki rasistow i antysemitow, kiedy tak naprawde wcale nie jestesmy gorsi od innych, a my sie w swoich kompleksach "europejskosci" potulnie sie na to godzimy!
      Ela, a swoja droga to naprawde nic sie przed toba nie ukryje! :) z ta czcionka to eksperymentuje, moze dlatego, ze z wiekiem sama jestem juz slepowata i lepiej czyta mi sie wiekszy druk :) dzieki a docenienie mojej fotki, sama ja tez lubie, niezamierzenie taki dywan z lisci sie ulozyl :)
      pozdrawiam :)

      Usuń
  29. po prostu tam jest pięknie!♥

    OdpowiedzUsuń
  30. No i Jestem znowu, wróciłam i z wielkim poruszeniem czytałam o niezwykłej przyjazni dwojga ludzi pomijając inne aspekty różniące przyjaciół...i mimo wszystko uważam że to piękne przeżycia i doświadczenie zarazem ...Ja nie lubię wyróżniac ludzi, chociaż z drugiej strony nigdy nie miałam przyjemności z kimś o odmiennej orientacji, i wiem że dla większości z nas to wielka bariera czasami wręcz nie do pokonania aby dac szansę takiej osobie kiedy dowiadujemy się że jest gejem !A co gdybyśmy nie wiedzieli, rentgena nie mamy, i ktoś kto nie zna takich ludzi nie jest wstanie po pierwszym kontakcie skwitowac ..tak to gej!Nie rozmawiam z NIM, ale dlaczego ????Inaczej czuje, myśli ....To też są ludzie ...czują, myślą i mają serca:)))To oczywiście tylko moje podejście teoretyczne do tematu, myślę jednak że gdybym spotkała taką osobę w niczym to by mi nie przeszkadzało,a na pewno nie w nawiązaniu przyjazni !!

    Agusia wyglądasz cudnie, kiedy nie chowasz zacnego lica !!!Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz ja znam tez bardzo fajna dziewczyne lesbijke, jest brazylijka rosyjskiego pochodzeia ( ojciec jest Rosjaninem), jest super ciepla i mila! Ma wielkie serce, wieksze niz niejedna osoba hetero; co prawda od jakiegos czasu po raz pierwszy w zyciu jeszt z chlopakiem. Wielu z tych ludzi, jesli sa wierzacy - przezywa religijne dylematy, tak jak na przyklad ludzie wuerzacy zyjacy w zwiazku niesakramentalnym, zalezy na ile jest to dla danej osoby problemem.
      Nie mam nic przeciwko innym orientacjom pod jednym, jedynym warunkiem. jesli nie afiszuja sie z tym czesto w sposob wyzywajacy, tak jak ja nie obnosze sie ze swoja orientacja hetero, nie oblapuje sie z mezem za tylek na ulicy bo uwazam to za intymna sfere zycia i zdaje sobie sprawe, ze dla postronnych moze to byc zwyczajnie niesmaczne. I tego oczekuje od innych :) dobranoc Beti!

      Usuń
  31. Masz piękne pióro, aż dech zapiera!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki za taki spontaniczny , zapierajacy dech komentarz! :)

      Usuń
  32. pięknie napisane!
    A Twoje zdjęcie w lesie urocze!
    :)
    Pozdrowienia z Krakowa, który pomału wygląda bajkowo.

    OdpowiedzUsuń
  33. oj, nie warpie! krakow musi wygladac teraz naprawde bajkowo! tez pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Pięknie!
    zdj. urocze, magiczne ;-*

    OdpowiedzUsuń