niedziela, 24 lipca 2011

Piekna mamy jesien tego lata!

Piekna mamy jesien tego lata- chcialoby sie zawolac! Niedziela o 5 rano, kiedy wyganialam psy do ogrodu na szybkie siusiu zapowiadala sie znakomicie. Slonce w calej okazalosci, blekitne niebo zwiastowaly naprawde piekny dzien.
2 godziny pozniej mialam juz rasowa dzdzysta jesien pod koniec lipca. Mimo to zaproponowalismy dziadkom rodzinna wycieczke krajoznawcza. Dziadkowie byli zachwyceni, mlody- odwrotnie, powyzej dziurek w nosie ma nudnych eskapad ze starszymi, ale tradycji musialo stac sie zadosc- niedziela dla rodziny, trudno, ze "Ruda" w parku czeka  z cala paczka. Spotka sie z nimi wieczorem.
Tym razem, jako, ze pogoda nie byla sprzyjajaca, postanowilismy zredukowac nasz plan wycieczkowy do jednej miejscowosci o nazwie Prostyn, gdzie znajduje sie piekne sanktuarium Trojcy Swiete i figura Sw Anny, ktora w bodajze XXIV w ukazala sie tam miejscowym chlopom. Miejsce to slynie z wielu udokumentowanych cudownych uzdrowien. To tyle tytulem historii.
Wbrew pogodzie zabralam swoj kolorowy kapelusz i ubralam sie barwnie, choc nie do konca tak jak chcialam. Zabraklo mi pewnego elementu zdobniczego pod szyje, ktoregzo to wisiora NIE kupilam wczoraj w sklepiku pani Hani, pani Jubilerowej ( czyli zony jubilera :) Nie kupilam i zaluje, jak zawsze; bardzo ladnie komponowalby sie z reszta ubrania.mowi sie trudno!

ewnoscia ok 15 lat!
kapelusz-Dod









sobota, 23 lipca 2011

kuku

no dobrze, oczywiscie znow nie pisalam dawno; najpierw ostatnia goraczka przed urlopem, praca i zmeczenie, no i od piatku jestem na wakacjach pelna geba. Aby tradycji stalo sie zadosc po moim przylocie do Polski pogoda zmienila sie o 180 °; czyli z deszczu pod rynne. Z +15° C w Brukseli na taka sama pogode w Polsce- upaly skonczyly sie wlasnie tuz przed moim przyjazdem.... Czyli szoku termicznego nie bylo. ): Trudno. Jako, ze wzielam zupelnie bez sensu z tuzin letnich sukienek- w ruch poszedl samoopalacz, aby podratowac moje blade kopytka; ale przynajmniej przyjemnosc z ogladania ogrodu jest duza. Jest milo. Jak to w domu. Obiadki u mamy i odwiedzanie znajomych. I poranna kawka w moich ulubionych, mieszczanskich, rozanych filizankach.
Sezon rozpoczety!