niedziela, 6 listopada 2011

W malinowym chruśniaku


Co prawda czas malin dawno za nami. Zbliża się powoli zmierzch roku. Powoli myślimy o Gwiazdce i prezentach. Ale gdy ujrzałam ten płotek w odkrytym przez nas ostatniej niedzieli- małym, uroczym parczku, o którego istnieniu dosłownie w zasięgu ręki nie mieliśmy pojęcia- stanął mi przed oczami, a właściwie zabrzmiał w uszach- wiersz mistrza słowa Leśmiana:



"...... W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem......"


".... Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała



                                                        I stały się maliny narzędziem pieszczoty
                                                        Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
                                                        Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
                                                        I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.





I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła."














1 komentarz: