środa, 19 października 2011

Jak to z Kajtkiem było

 Kajtuś pojawił się w naszym życiu pewnej groźnej zimy stulecia kilka,może 4-5 lat temu. Właściwie ten mały piesek dał nam się poznać przelotnie kilka razy wcześniej. Bezpańskie psy są plagą małych wsi i miasteczek. Tak jest i w miejscowości gdzie mieszkamy w Polsce. Co roku ludzie wyrzucają swoich pupili, zwłaszcza jak kończą się wakacje. Później takie wygłodniałe stworzenia łażą po wsi,przedstawiając żałosny widok. Zaszczute, wycieńczone,przerażone, czasami agresywne.Najgorszy widok przedstawiają ciężarne, zagłodzone suki. Miejscowi przeganiają ich bez litości, czasami po prostu sami wiążą koniec z końcem. To biedni ludzie. Czasami zaś bezmyślni i okrutni. Jak wszędzie.
Nasz dom i podwórko, "nawiedzane" przez nas zaledwie 3-4 razy w roku było oazą spokoju i schronieniem dla takich bezdomnych futrzaków. 
Kajetek był niekwestionowanym, samozwańczym królem naszego podwórka podczas naszej nieobecności. Tutaj miał bazę i schronienie. Tutaj znosił łupy i wylizywał rany odniesione w walce o przeżycie. Tutaj wraz z nim znalazły schronienie dwie suczki w ciąży, właśnie u nas na świat przychodziły ich szczenięta, którymi dzielnie opiekował się nasz bohater. Tu dorastały i odchodziły- bez naszego udziału. 

wszystko stawało na głowie, gdy my przyjeżdżaliśmy.  dzikie towarzystwo znikało z podwórka, czasami tylko nocą podkradało się do miseczek z jedzeniem, które rozstawiałam wieczorem w różnych zakamarkach naszej posesji.

Kajetek niewątpliwie cieszył się złą sławą we wsi. Był bardzo sprytny, rezolutny i posiadał niezwykły zmysł samozachowawczy, który uniemożliwiał wszelkie próby pochwycenia go przez miejscowe gospodynie i chłopów. Kradł jajka, polował na kury ( do dziś mu moja mama nie może wybaczyć 17 czarnych kur, którym urządził krwawą niedzielę podczas nieobecności gospodarzy) Tak, tak, czasami wpadał w złe towarzystwo innych suczek i dał się ponosić emocjom.... dopóki nie zobaczył na naszym podwórku rudowłosej Tuni, do której zapałał dozgonną miłością i przywiązaniem. Ale o tym kiedy indziej...

Kajetek, jak powiedziałam cechował się wielkim sprytem i inteligencją. Ileż tego pieska! Małe, drobne ciałko, ale ile w nim hartu ducha! Urodzony wojownik. Kajtuś przeżył dzięki dwóm cennym cechom. Po pierwsze oczyścił teren z przeciwników. Sama widziałam- nie był jeszcze wtedy członkiem naszej rodziny- jak poradził sobie z wielkim psem, któremu dosłownie sięgał do łydek. Jego sztuka walki to zaskoczenie, szybkość i determinacja.  Oraz zero lęku. Kajetek namierzał cel. pochylał główkę do przodu i zaczynał szarżować jak zraniony bawół. Najpierw powoli, później coraz szybciej przebierając nóżkami, jak samonaprowadzająca się rakieta, zero zawahania i z całej siły uderzał przeciwnika i od razu kąsał boleśnie. Te parę sekund dawało mu wielką przewagę. Jako, że jego głowa najczęściej znajdowała się co najwyżej na wysokości piersi drugiego psa- a jest to miejsce niezwykle delikatne, był na wygranej pozycji. Dzielny jak Pan Wołodyjowski ! 

Druga cecha, która  pozwoliła mu przeżyć- to całkowity brak zaufania do człowieka. Człowiek to nie zawsze brzmi dumnie. Wiedzą o tym zwłaszcza te stworzenia, które nie mogą w swojej obronie zabrać głosu, a które są od nas całkowicie zależne. Taktyka Kajtka polegała na tym, że nawet jeśli ktoś nie kojarzył się z bólem, podrzucał mu jedzenie- nie mógł liczyć na to, że piesek da się dotknąć. Kręcił się jak świderek wokół ciebie robiąc większe lub mniejsze kółka. Zataczając je czasami dał się musnąć, dotknąć, ale nie pozwalał się złapać. 
Ludzie robiący na niego obławę byli wściekli. Kajtek nie tracił też na darmo energii. Gdy ktoś w bezradnej wściekłości rzucał za nim kamieniem-spokojnie siedząc śledził jego tor, by usunąć się dosłownie na parę centymetrów gdy kamień miał go trafić w głowę.






Poniżej: Tunia 

Naturalne środowisko Kajtka w Polsce: 


 Dachowiec:


Dalsze losy Kajetka opowiem jutro :)

2 komentarze:

  1. dziekuje, jestes kochana! jest wiele opowiesci na temat Kajtka, ktore kiedys usiade i solidnie spisze, bez literowe, bledow, powtorzen...

    OdpowiedzUsuń