sobota, 23 lipca 2011

kuku

no dobrze, oczywiscie znow nie pisalam dawno; najpierw ostatnia goraczka przed urlopem, praca i zmeczenie, no i od piatku jestem na wakacjach pelna geba. Aby tradycji stalo sie zadosc po moim przylocie do Polski pogoda zmienila sie o 180 °; czyli z deszczu pod rynne. Z +15° C w Brukseli na taka sama pogode w Polsce- upaly skonczyly sie wlasnie tuz przed moim przyjazdem.... Czyli szoku termicznego nie bylo. ): Trudno. Jako, ze wzielam zupelnie bez sensu z tuzin letnich sukienek- w ruch poszedl samoopalacz, aby podratowac moje blade kopytka; ale przynajmniej przyjemnosc z ogladania ogrodu jest duza. Jest milo. Jak to w domu. Obiadki u mamy i odwiedzanie znajomych. I poranna kawka w moich ulubionych, mieszczanskich, rozanych filizankach.
Sezon rozpoczety!





1 komentarz:

  1. Uwielbiam te Twoje kiecki Aga:)
    ...i też pijam kawę z filiżanki w różyczki:)

    OdpowiedzUsuń