poniedziałek, 11 października 2010

Broekzele-wieś na bagnach

BRUKSELA,



nie od początku wzbudziła mój zachwyt, a nawet zainteresowanie.Pogoda- zawsze deszczowa, sklepy-pozamykane już o 18.30, brak tego wielkomiejskiego klimatu charakterystycznego dla innych metropolii. Mała, prowincjonalna stolica niewielkiego kraju udająca metropolię. Jednak z czasem powoli zaczęłam się z nią zaprzyjaźniać. Odkrywam krok po kroku uroki jej wielokulturowości; wbrew pozorom tętniąca życiem, wbrew pozorom-ciekawa, nie narzucająca się,dyskretnie,jakby mimochodem uchylająca rąbka tajemnicy....


Początki Brukseli datują się na VI wiek,kiedy to na bagnach w pobliżu rzeki Senny powstała pierwsza osada-dolne miasto-w okolicach dzisiejszego placu Saint Gerry. Stąd pochodzi nazwa- Broekzele-wieś na  bagnach..





Wieża Babel-jeśli chodzi o wielokulturowość. Można naprawdę wiele o tym powiedzieć i pisać, na pewno z czasem będę opowiadać tu stopniowo ciekawostki dotyczące Brukseli, ale dzisiaj w wielkim skrócie-na początek..

Właściwie nie ma chyba narodu,którego przedstawicieli  nie można by znaleźć w tym niewielkim państewku. 


Tradycje Belgii wywodzą się z kultury chrześcijańskiej, wskutek licznych posunięć politycznych, Belgia przez wiele lat pozostawała pod władzą hiszpańskich Habsburgów, a podczas powstania protestanckiego ludność Brukseli pozostała wierna katolickim władcom. O tym, że był to pobożny i bogaty kraj świadczą  liczne,piękne kościoły-obecnie często zamknięte na 4 spusty, gdyż brakuje kapłanów i wiernych. Mówi się, że ostateczny krach katolicyzmu nastąpił w momencie opodatkowania przez państwo wiernych. Ja jednak myślę, że odejście ludzi od wiary musiało nastąpić dużo wcześniej... Zadziwiający jest dla mnie  fakt, iż kraj posiadający tak głębokie korzenie religijne z taką nienawiścią zwrócił się przeciwko własnej tożsamości,z której wyrósł. Wszystko,co chrześcijańskie jest passe, czyli niemodne i w złym tonie. Faktem jest, iż ostatnie skandale seksualne w przywódczych kręgach belgijskiego kościoła katolickiego nie polepszają tej sytuacji. Przyznawanie się do tego, że jest się katolikiem zaczyna bywać w złym tonie... Znacznie bardziej wypada być niewierzącym,a jeszcze lepiej muzułmaninem, Islam-religia bardzo ekspansywna, wykorzystuje lukę jaka pojawiła się w świadomości duchowej Belgów...
Wszystko to powoduje we mnie nostalgię i smutek,gdyż myślę,że gdy wyrosło się w pewnej kulturze, która chcąc nie chcąc- miała ogromne znaczenie dla rozwoju tej części świata- nie można tak wszystkiego przekreślić i uznać za złe. Historia i tradycja Europy, to nie wieże minaretów, lecz kościołów. 
Dlatego, gdy tylko mogę  fotografuję kościółki,i liczne - w każdej małej wsi i w samej stolicy - figurki i kapliczki poświęcone różnym świętym - gdzie jakaś ręka zapala znicze i stawia kwiaty,być może są to ostatni z tych, którzy jeszcze pamiętają zapełnione kościoły i zasługi chrześcijaństwa w rozwoju kultury Europy Zachodniej.......






kapliczka w Kortenbergu, niedaleko ścieżki rowerowej i łąk, gdzie chodzę z psami na spacer


kapliczka Maryi- Nossegem-część Zaventem, Chaussee de Louvain,


kapliczka Świętego Józefa, do niedawna w sąsiedztwie nocnego klubu, gdzie obecnie mieści się przedszkole, na przeciwko naszej ulicy w Kortenberg, również przy Chaussee de Louvain ( jedna z najdłuższych w Brukseli ulic - ciągnie sie prawie od centrum miasta, poprzez różne mniejsze miejscowości satelity Brukseli, aż do Louvain oddalonego o 30 km od stolicy) - coś jak Puławska w Warszawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz